/Image 0001_0001.djvu

			.. 


ROKii 


r 


A 



 



Ih 
>1< 


ZEJZ2
		

/Image 0002_0001.djvu

			Okładkę projektował wykonał Zdzisław Cyankiewicz, stud. Akademji Sztuk Pięknych 
w Krakowie. 


- 


SPIS TREiel: 


Słowo wstępne 74 
Roman Dyboski, prof. U. J., śląsk a nasza zbiorowa odpowiedzialno
ć 74 
Edm. Stuligłowa, O udziale 
ląskiej młodzieży akademickiej w ruchu narodowym 76 
Jan Kubisz, Zniczowi 80 
Kazimierz Milata, "Znicz" w latach 1929-1935 83 
Paweł Musioł, Zagadnienie regjonalizmu na Śląsku 87 
Adolf Fierla, Na Łysejgorze . 90 
Jan Szczepański, Socjologiczne problemy Śląska 9 1 
Adolf Fierla, Beskid pod wieczór 94 
Alojzy Targ, O obcym kapitale na śląsku słów kilka 95 
Emil Błahut, Zarys medycyny ludowej i wierzeń leczniczych Śląska Cieszyńskiego 98 
Jan Szczepański, Pożegnanie Beskidu 104 
Wiktor Wawrzyczek, Kilka słów o źr6dłach mineralnych na Śląsku Cieszyńskim 105 
Adolf Fierla, Noc na Beskidzie. 107 
Władysław Milata, Rzut oka na osadnictwo w Istebnej (z mapą) 108 
Kornel Filipowicz, Fragmenty prozy mieszczańskiej, Śmierć S3.kaluka 114 
Roman Kołodziejczyk, Moje miasto 1I8 
Recenzje i sprawozdania. 121 
Notatki i kronika 128 


- 


Redaktor Ludwik Brożek. 


Prenumerata wynosi rocznie 8 zł wraz z przesyłką pocZtową, w Czechosłowacji 32 Kcz. 


ADRES REDAKCJI I ADMINISTRACJI: CIESZYN, UL. STALMACHA I4- 
P. K. O. Warszawa 180.524. - P. U. C. Praga 30.693. 
(Konto Tow. Oszczędności i Zaliczek w Cz. Cieszynie.) 


Poszczególne egzemplarze zan13wiać można: w Księgarni Katolickiej w Katowicach, w księgarniach 
"Dziedzictwa" i "Nowe Kresy" w Cieszynie, oraz w księgarni Macierzy Szkolnej w Cz. Cieszynie. 


Manuskryptów me zwraca się. 


Wydawca: Towarzystwo Ludoznawcze w Cieszynie. 


Redaktor odpowiedzialny: Jerzy Szczurek. 


Druk wykonany czcionk'łmi Drukarni "Dziedzictwa bł. Jana Sarkandra" w Cieszynie.
		

/Image 0003_0001.djvu

			ZARANIE ŚLĄSKIE 


Zeszyt 2. 


Bytom-Cieszyn-Katowice-Orłowa, dnia 28 czerwca 1935. 


Rok XI. 


.....:.;;.. 






 
. ,. 
 . v,
..... (, t 
'
;:i<;:

' 
t' 
. ". ....
t . ,,:,,c,:ł"'
 


"(t:?f. , i:'" n 
 ;.-
 :
:..:'...-::...... ::" ,.....,..".... . : . ., : , ' . ' ,' 
 , . ,. . 
.., . . \ ,. ' , : " 
 ... 
.
 
 , Y , ' : ?
::: 
 , 
:_ , :" . ' 

.,' 
. ... .I

?:
:;

:: "', 


:....:..:.:.::::.:;: 


-M:: 


<%1 
T 


"", h W'. 


,'. .;.; 

 " 
 " , ' , :_-":;
 

T:;<:"',,::i%5i::;".;;;l v'; 
,'
= 


.......-."::":-:.::. 
-;:;:;:: :;;S::::;/" 

:--..::/' 


':""''r:'" 


":":

....:;;;' 


'. ., i':
'<>\k
 , 
\7 , :',;:;::}:, 
," 


:.:-::
.': ," ..-.! 

j

...'" . F.-
 
'..::"
 
",,:, "'/'1, ,{;.}} 
. ,,:.", ". .}.:}i/ ..'
 ..i

 

i;
t:::.
:
f!?
( . i..:
: 


l, 


.:-:.', 
.:
. .-.. ,"' :. 


";::. "-- .'
 


<..
r
. 


',:;: 
 

.,) ./ 
t: 


. 
 '

:
::

rl 
';'
 


...
 


.
: 




<::. 


- '
...': 
:% .. 
"",:r,'".",,< 
.., ..""\:: 
;\ 


, 
. "... ł: .

:
 
.";::;££:
	
			

/Image 0004_0001.djvu

			Slowo wstępne. 


Przyczyny, jakie złożyły się na wypełnienie niniejszego zeszytu "Zarania ślą- 
skiego", tkwią głęboko w ideologji Stowarzyszenia Studentów ze Śląska "Znicz", 
opartej na regjonaliźmie. 
Chodzi nam o na'UJiązanie jaknajściślejszych więzów ze starszem społeczeń- 
stwem, by wspólnemi siłami spotęgować życie ideowe i kulturalne na Śląsku. 
Kiedy starsze społeczeństwo pozna myśli, charaktery, czyny i dążności mło- 
dzieży akademickiej, pozna najlepiej przyszłość Ojczyzny! 
"Drogą do miłości Ojczyzny jest miłość ziemi rodzinnej, ziemi ojczystej w ści- 
ślejszem znaczeniu. Drogą ku temu jest przedewszystkiem jej poznanie." 
Na tej drodze 'l.daśnie jesteśmy my młodzi i chcemy przez wypełnienie tego 
zeszytu położyć cegiełkę około utrwalenia dorobku kulturalnego na Śląsku... 
Komitet redakcyjny "Znicza". 


Roman Dyboski, prof. U. J. 
Śląsk a nasza zbiorowa odpowiedzialność. 


Wezwanie do udziału w numerze "Zara- 
nia", opracowanym siłami "Znicza", docho. 
dzi mnie w chwili, gdy cała Polska okryła 
się naj głębszą, żałobą. Jak to słusznie zostało 
wyrażone w orędziu Pana Prezydenta do 
narodu, nad żalem naszym po stracie naj- 
większego człowieka Polski odrodzonej gó- 
rować winno w tej chwili poczucie histo- 
rycznej odpowiedzialności, jaką na nas 
wszystkich wkłada dziedzictwo po Józefie 
Piłsudskim. W obowią,zku zachowania 
w pełnej żywotności wielkiego państwo- 
twórczego dzieła Jego genjalnego żywota 
poważne i niemałe zadania przypadną w u- 
dziale młodemu pokoleniu Slązaków. 
Przywykliśmy patrzeć na naszą, staq. pia- 
stowską dzielnicę jako na odwieczną waro- 
wną twierdzę kresową, polskości przeciwko 
nawale germańskiej. Istotnie siła obronna 
żywiołu polskiego w wiekowych zmaga- 
niach okazała się niespożytą: lud nasz, jak 
trwał na ukochanej ziemi, tak trwał nie- 
złomnie przy języku i tradycjach ojców po- 
przez stulecia oderwania od macierzy, po- 
przez wszystkie dynastyczne podziały Slą- 
ska i zmienne fale obcych rządów. 


74 


Dziś, gdy spora część ziemi śląskiej zna- 
lazła się w granicach wyzwolonej Rzeczy- 
pospolitej i jako województwo śląskie, sil- 
na jednością ustrojową, tworzy narożny ba- 
stjon jej gmachu, zadania obrony narodo- 
wej i oporu przeciw obcemu naciskowi nie 
mogą już stanowić całego programu polskie- 
go Śląska. Istotną częścią tego progra r 11n 
być musi zastanowienie się nad własnemi 
wartościami i nad wynikającemi z nich mo- 
żliwościami twórczerni dla Sląska w obrębie 
organizmu państwowego. Podstawę zaś do 
takiego rachunku własnych sił i zdolności 
da nam przedewszystkiem głębsze niż dotąd 
wniknięcie myśli poznawczej polskiej w bo- 
gatą a mało zbadaną, h i s t o r j ę Sląska. 
Sląsk bowiem nietylko w swych górach 
i w swych kopalniach ukazuje oku geologa 
pokład za pokładem dziejów materjalnych 
swej ziemi, ale także w zabytkach, źródłach 
i tradycjach swej historji ludzkiej przedsta- 
wia niemniej obfite i różnorodne pokłady 
twórczości kulturalnej i społecznej, stopnio- 
wo się odsłaniają,ce przed wzrokiem ba- 
dacza.
		

/Image 0005_0001.djvu

			Skarżl!c się na dziejowy tragizm połoie- 
nia geograficznego Polski, otwartej ze 
Wschodu I z Zachodu dla najazdów i zabo- 
rów, zapominamy często o tem, że położe- 
nie to miało także pewne niezwykłe korzy- 
ści dla naszego życia narodowego. Były to 
nietylko korzyści gospodarcze, wynikająH
 
z tego, że znaleźliśmy się na skrzyżowaniu 
prastarych szlaków handlowych między głó- 
wnemi połaciami starego świata europejsko- 
azjatyckiego; ale były i korzyści kulturalne, 
wynikające z bezpośredniego zetknięcia z ob. 
cemi społeczeństwami. Jeżeli Polacy, oskar- 
źani cZęsto przez innych Słowian o brak 
zmysłu dla plemiennej wspólnoty słowiań- 
skiej, odznaczają, się zato zdawna szerszem 
wejrzeniem ogólno-europejskiem i żywością 
swego zainteresowania dla odleglejszych 
kultur zachodnich, - jeżeli w szczególności 
do kultur łacińskich zawsze umieli znajdy- 
wać drogę i utrzymywać z niemi łączność 
poprzez wszelakie przeszkody historyczno- 
polityczne, to w tem wolno widzieć stronę 
dodatnią, naszego umiejscowienia na mapie 
Europy. 
Sll!sk dla tych zachodnio-europejskich 
zainteresowań Polski był niejako historycz- 
nem przedpolem. Zawarte w niniejszym 
zeszycie studja naukowe o zagadnieniach 
specjalnych z różnych dziedzin dają, świa- 
dectwo o tem, jak rozmaite po ziemi ślą- 
skiej przelewały się fale wpływów kultural- 
nych, jak różne się tam krzyżowały dążności 
kolonizacyjne, społeczne, wyznaniowe i po- 
lityczne. Jeżeli w świetle tych przykładów 
nasz gęsto zaludniony kraik w sercu hu- 
ropy musi ukazać się nawet oczom cudzo- 
ziemskiego badacza jako teren w najwyż- 
szym stopniu interesują,cy pod względem 
naukowym, to o ileż większe musi być zna- 
czenie tych naukowych aspektów Sląska dla 
Polaka! Intensywne badania nad Sląskiem 
organizuje obecnie przy poparciu materjal- 
nem ślą,skich władz krajowych Polska Aka- 
demja Umiejętności w Krakowie i badania 
te wydały już piękne i pokaźne owoce za- 
równo w dziedzinie dawnych dziejów Slą,- 


ska, jak i w dziedzinie przyrodoznawstwA 
regjonu śll!skiego. 
Po linji takich badań naukowych prze- 
dewszystkiem dojść możemy do głębszego 
poznania tego, co Slą,sk dla Polski jest wart, 
a zatem i tego, co on Polsce dać może i po. 
winien. Gorliwy udział we wszelkiego ro- 
dzaju badaniach nad Slą,skiem jest więc dla 
młodej inteligencji ślą,skiej nietylko naj oCZy- 
wiściej wskazaną, formą, pracy kulturalnej, 
ale też zarazem środkiem wychowania sa- 
mych siebie do pełnego zrozumienia tych za- 
dań, które stanowić będą, ich poważny udzial 
w zbiorowym wysiłku całej społeczności pol- 
skiej nad dalszem kształtowaniem swych 
losów. 
Przez udział, na takiem przygotowaniu 
oparty, młodzi Slą,zacy staną, się godnymi 
uczestnikami w wykonaniu przez naród te. 
stamentu tego wielkiego męża, którego 
zgon dziś opłakujemy. Właśnie dlatego, ż" 
Józef Piłsudski na swych tytanicznych bar. 
kach sam dźwigał całe sklepienie budynku 
naszej państwowości, trzeba będzie naj. 
większych wysiłków nas wszystkich, by ten 
dach nad głową naszą" jego nadludzkim 
trudem wzniesiony, utrzymać, by z naszej 
winy nie runął i nas wszystkich pod sob:J 
nie pogrzebał. Nie będzie tego, jeżeli w każ- 
dej młodej piersi w Polsce tli się choć drob. 
na iskra tego wielkiego płomienia, który 
gorzał w sercu Marszałka przez cały Jego 
bohaterski żywot! Jako ziomek i wierny 
przyjaciel młodzieży śląskiej mocno wierzę, 
że w jej sercach tej iskry nie brak, i że ci 
synowie kresów południowo-zachodnich 
ochoczo i z zapałem wezmą na swe ramiona 
swoją cZęść brzemienia tych zadań, które 
nam w spadku wraz ze świetlanym przykła- 
dem ofiarnego ich pełnienia pozostawił 
wiełki syn kresów północno-wschodnich 
Oby w przyszłych latach Cieszyn jako sie- 
dziba poświęcenia i niestrudzonej pracy dla 
Polski z niemniejszą, czcią, był wymieniany 
niż dziś ukochane przez wszystkie serca pol- 
skie, rodzinne Marszałka Wilno! 
Kraków, w dzień pogrzebu Marszałka 
Piłsudskiego, I8 maja I935 r. 


75
		

/Image 0006_0001.djvu

			Edmund Stuligłowa. 
O udziale śląskiej młodzieży akademickiej w ruchu 
narodowym. 


CZemu przypisać, że Slą,sk, przez tyle 
setek lat oderwany od Polski, potrafił za- 
chować rodzime wartości, by w chwili wy. 
zwolenia staną,ć na wyżynach innych dzielnic? 
Polityka polska niezawsze szła po linji 
żywotnych interesów Slą,ska, skoro przechy- 
lała większość zainteresowań w kierunku 
północnym i wschodnim, ścierają,c się z eks- 
pansją germańsk
, moskiewską" czy turecką,. 
Nauka polska też nie wykazywała większego 
zainteresowania dla przeszłości Slą,ska, prze- 
dewszystkiem gdy chodzi o wiek XV do 
XVIII1), dając się uprzedzić historykom ob- 
cym, zwłaszcza niemieckim, a ci z przyczyn 
politycznych nietylko nie uwydatniali cha- 
rakteru polskiego tej dzielnicy, ale przeciw- 
nie - usiłowali doszukiwać się przejawów 
niemieckich, pozbawiając swe prace waloru 
bezstronności. Warunki życiowe również nit: 
sprzyjały rozwojowi kultu narodowego, bo 
ludność miejscowa była pozbawiona wpływu 
na ukształtowanie ówczesnej politycznej i 
gospodarczej rzeczywistości. Publiczne stano- 
wiska były obsadzane przez element obcy - 
napływowy, który siłą, rzeczy nie znał po- 
trzeb autochtonicznej ludności. 
Analizując zatem te wszystkic czynniki, 
jakie w normalnym biegu wypadków są, two- 
rzywem poczucia narodowego danej zbioro- 
wości, przychodzimy do przekonania, że 
żaden z wyżej wymienionych nie odegrał 
tej roli. 
Że jednak pozycja Sląska w ruchu nie. 
podległościowym jest tak silna, iż jako jedna 
z naj piękniejszych kart zdobi pierwsze stro- 
ny historji Polski Odrodzonej, to tylko za- 
sługa wyłą,cznie rodzimych wartości kultu- 
ralnych i patrjotycznych, właściwych mie. 
szkańcom tej ziemi. 


l) St. Kot, Zaniedbania polskie wobec kul- 
turalnej przeszłoki Śląska, Zaranie 
ląskie, 1929, 
str. 216. 


76 


Solidarność narodową" będą,q głównym 
filarem polskiego stanu posiadania na Slą,. 
sku, należy - zdaniem mojem - upatrywać 
w specyficznych warunkach rozwoju socjal- 
nego jego ludności. 
Na Slą,sku nie było tak głębokich różnic 
społecznych jak w innych ośrodkach, nie by- 
ło poddaństwa o takiem nasileniu, jakie 
spotykamy gdzieindziej, co wszystko złożyło 
się na zachowanie jednolitego typu polskie- 
go o charakterze robotniczo-włościańskim. 
Wielkie włości znajdowały się w rękach lu- 
dzi obcych, dlatego jedność narodowa war- 
stwy poddanej była silną, spójnią w zdoby- 
waniu wolności socjalnych. Panowie bowiem 
nie mogli mienić się kapłanami, mającym! 
jedynie dostęp do ołtarza ojczyzny, skoro 
byli elementem obcym. 
Wzrastające nasilenie germanizacji kraju, . 
obarczanie ludności różnolitemi świadcze- 
niami, a z drugiej strony obsadzanie stano- 
wisk wyłącznie przez Niemców, były podło- 
żem budzącej się siły narodowej szerokich 
mas. 
Odrodzenic narodowe na Slą,sku Cie- 
szyńskim, początkiem sięgają,ce pi
rw
zej 
połowy XIX wieku, znachodzi pIOnIera 
w Stalmachu, który sam pochodzą,c ze wsi, 
we wszystkiem ją rozumiał i znał drogi, 
prowadzące do jej pozyskania dla ojczystcj 
sprawy. Czy jako uczeń gimnazjalny, czy 
jako akademik, skupia Stalmach wokół sie, 
bie młodych ludzi, by słowem i przykładem 
sposobić ich do pracy narodowej wśród lu- 
du polskiego na Slą,sku. Młodość Stalmacha 
i jego dzieło jest wzorem dla dzisiejszej rze- 
szy akademickiej, wzorem pracy, pełnej po- 
święcenia dla ojczystego zagonu. Wysiłki 
Pawła Stalmacha, Andrzeja Cińciały i in- 
nych nie przebrzmiały bez echa, bo kiedy 
nadszedł rok 1848 - wiosna narodów -- 
Sląsk też dochodzi swych naturalnych praw.
		

/Image 0007_0001.djvu

			Wkrótce po roku 1848 zaprowadzono 
w szkolnictwie powszechnem język polski 
w miejsce czeskiego, księża Polacy wprowa- 
dzają kancjonały, drukowane w języku. 
polskim 2 ) . 
W tym czasie zalew germanizmu docie. 
rał do podstaw życia duchowego na Sląsku, 
bo zawładnął zupełnie szkolnictwem śred- 
niem, paraliżując wzrost rodzimej inteligen- 
cji polskiej. Trudności materjalne, a nie- 
mniej i językowe, nie pozwalały większości 
młodzieży na opuszczenie rodzinnej, wiej- 
skiej chaty, przez co najlepsze nieraz zdol- 
ności nie mogły odpowiedzieć przeznacze- 
niu. Ci zaś, co uporali się z pierwszemi 
przeszkodami, byli zdani na kształcenie się 
w środowisku zupełnie obcem, które osła- 
biało wśród młodzieży polskiej świadomość 
narodową, a cZęsto mniej odporne jednost- 
ki pochłaniało. Ale byli i tacy, którzy po- 
trafili dochować wierności tradycjom oj- 
czystym, a dla nich to wieloletnie zmaganie 
dusz było kuźnią silnych charakterów, jakie 
ich na dalszej drodze życiowej cechowały. 
Młodzież polska szkół średnich łączyła. 
się w szeregu tajnych organizacyj. Już 
Stalmach założył w roku 1842 kółko pod 
nazwą "Złączenie polskie". Upadło ono je- 
dnak po wyjeździe Stalmacha w roku 1843 
na wyższe studja do Preszburga. W roku 
1847 zostało to kółko wskrzeszone przez 
Andrzeja Cińciałę pod nazwą "Towarzystwa 
uczących się języka polskiego"S). 
Wielki wpływ wywarł na młodzież pol- 
ską założony przez Stalmacha "Tygo- 
dnik cieszyński", przemieniony później 
w "Gwiazdkę cieszyńską". To czasopismo, 
zresztą jedyny podówczas polski organ na 
Sląsku, było łącznikiem między młodzieżą 
a starszem społeczeństwem. W latach sześć- 
dziesil!tych rozpoczynają działalność dwa 
zrzeszenia, mianowicie "Towarzystwo na- 


2) Ks. J. Londzin, Zaprowadzenie języka pol- 
skiego w szkołach ludowych w Księstwie Cieszyń- 
skiem, s. 8 i nast. 
3) Dr .Jan Galicz, Księga Pamiątkowa "Je. 
dności", s. 8 i nast. 


rodowe", skupiające uczniów gimnazjum ka- 
tolickiego, zaś w gimnazjum ewangelickiem 
"Wzajemność". Te dwa związki, połączone 
w roku 1871, zamierają jednak w roku 
1880. W sześć lat później powstaje stowa- 
rzyszenie "Jedność", które w dalszym cią- 
gu realizuje program poprzednich organi- 
zacyj. We wszystkich tych związkach uzu- 
pełniała młodzież wiadomości z zakresu hi- 
storji i literatury polskiej, pielęgnowała 
ducha patrjotycznego, by odegrać przodu- 
jącą. rolę w pracy społecznej na Sląsku. 
W latach dziewięćdziesiątych wybija się 
na czoło przywódców narodowych ks. Józef 
Londzin, ujmując ster ruchu młodzieżowego 
na Sląsku. Gorący patrjotyzm, silna wola 
i gotowość do największych poświęceń - to 
cechy, jakiemi jego praca poprzez całe życie 
była znaczona. 
O ile na Sll!sku Górnym różnice wyzna- 
niowe pokrywają się w głównych zarysach 
z podziałem narodowościowym, to na Slą- 
sku Cieszyńskim nie można analogicznego 
przekroju dokonać, bo tak przedstawiciele 
wyznania katolickiego, jak i ewangelickiego 
zajmują w historji odrodzenia narodowego 
w tej części Sląska czołowe miejsca. Oby- 
dwa kościoły dobrze spełniły swą misję na- 
rodową, dlatego imputowanie temu, czy in- 
nemu wyznaniu tendencyj filogermańskich 
jest rzeczą niepoważnI!. 
Absolwenci szkół średnich, przechodząc 
na wyższe studja, odczuwali konieczność 
trwałego zespolenia wzajemnych wysiłków 
na polu narodowem, by łatwiej osiągnąć 
przewodnie cele i zdobyć się na siłę, potę- 
gującą. wspólność dążeń. W tern założeniu 
tlależy doszukiwać się powodów powołania 
do żyda w roku 1894 związku śląskiej mło- 
dzieży akademickiej pod nazwą "Stowarzy- 
szenia akademików polskich na Sląsku 
"Znicz". Organizacja ta skupiała młodzież 
akademicką, roztaczając krąg wysiłków na 
teren całego Sląska. Postępujący z każdym 
rokiem wzrost liczebny związku, zwłaszcza 
odkąd jego szeregi zasilali absolwenci zało- 
żonego w roku 1895 polskiego gimnazjum 


77
		

/Image 0008_0001.djvu

			": Cieszy
ie, umożliwiał udział we wszyst- 
kIch przeJawach życia narodowego. 
Na Slą,sku Górnym również istniał sze- 
reg zwią,
ków, skupiają,cych młodzież pol- 
ską" 
le !ch działalność nie mogła być tak 
wyrazna Jak na Sl
sku Cieszyńskim z powodu 
bezwzględnej taktyki władz zaborczych. Na 
tym odcinku rozwijał działalność narodow
 
w drugiej połowie zeszłego wieku Karol 
Miark
, to,,:arzysz Stalmacha w pracy spo- 

eczneJ' MIarka pozostawał również pod 
Id
owym wpływem Józefa Chociszewskiego, 
kt
ry, pochodząc z Wielkopolski, niepo- 
micr
e dla .SIą,sk
 
asługi położył. Wpływ 
ChoCIszewskIego I Jego mnogich dzieł zna- 
czy się w działalności górnoślą,skiej mło- 
dzież
. W latach ośmdziesią,tych zeszłego 

tuleCla założył Józef Rostek, umocniony, 
Jak sam przyznaJe, w duchu patrjotycznym 
przez Chociszewskiego, "Towarzystwo gór- 
nośl
skich akademików-Polaków we Wro.. 
dawiu 4 ). 
Program akcji, zakrojonej na szerszą 
ska.lę, 
ealizo,,:ała młodzież w ramach swych 
zWlązkow, ktore umacniały patrjotyzm lud- 
ności ślą,skiej przez urzą,dzanie obchodów 
odczytów i zabaw, bą,dz też uczestniczył; 
we , wszelkich poc
ynaniach starszego społe- 
czenstwa. MłodzIeż akademicka najlepiej 
była pre
estynowana do tej roli, bo wy- 
wodzą,c SIę z ludu, rozumiała jego duszę. 
'ł:a p
aca narodowa zyskała uznanie najwy- 
bItmejszych członków społeczeństwa polskie- 
go, czego przejawem jest odpowiedz Hen- 
ryka Sienkiew
cza na telegram hołdowniczy, 
wysłany do mego przez "Znicz"5). 
Niezależnie od pracy w zwią,zkach bu- 
d
ili i potęgowali akademicy uczucie pa- 
tfJ
t
czne w swyc
 rodzinnych miejsco- 
wosCIach, występu}l!c wszędzie w roli ini- 
cjatorów lub doradców w pracy społecznej. 


4) Dr. E. Farnik, Założenie pierwszego sto- 
warzy
zema aka.demik?V:' 
olskich na Śląsku 
w zWI,zku z dZlałalnosclą Jozefa Chociszewskie- 
go, KSIęga o Śląsku, s. 65 i nast. 
, ." 5) Dr J. Galicz, Księga Pamiątkowa "Jedno- 
SCI , s. 26. 


78 


Sląsk
 młodzież akademicka zawsze ży- 
wo mamfestowała łą,czność z rówieśnikami 
innych dzielnic. Brała też udział w szerzeniu 
oświaty w różnych stronach Polski, względ- 
nie zajmowała się przenoszeniem patrjotycz- 
nej "bibuły" poza granice byłego zaboru 
austrjackieg0 6 ). Jakiem niebezpieczeństwem 
tego rodzaju "wycieczki" groziły, zwłaszcZa 
ze strony władz rosyjskich - nie trzeba 
dodawać. 
T a systematyczna, a tak owocna praca 
doznała silnego osłabienia w roku 1914, 
kiedy wojna światowa porwała w swe krwa- 
w
 ramio.na wię
szość braci akademickiej_ 
CI, co me poszh na front, nie potrafili 
utrzymać poziomu pracy z dawnych lat. 
Przedstawiali bowiem zbyt szczupłą, garst- 
k
'. by mogli brać udział w każdej dziedzinie 
życia społecznego. 
Nie można powiedzieć, że życie narodo- 
we zupełnie wówczas na Slą,sku zamarło 
albowiem w porze, gdy kataklizm dziejow}: 
począ,ł zdradzać symptomy procesu rozkła- 
dowe
o Austrji - choć do jej "zgonu" 
było Jeszcze daleko - Slą,sk przejawia real- 
ne zamiary połl!czenia się z mają,cem pow- 
stać państwem polskiem. 
Że te dą,żności zataczały coraz szersze 
kręgi, świadczy rozcil!gnięcie stanu wyją,t- 
kowego na kilka okręgów są,dowych Sląska, 
między innemi na Cieszyn, Frysztat, Bogu- 
min, J
błonków, z zagrożeniem kary śmierci 
za udzIał w rozruchach (fur das Verbre- 
chen des Aufruhres - jak dosłownie wy- 
raża to odnośne rozporzą,dzenie władz z 7-go 
lipca 1917 roku). 
. Ziemia. Piastowska, tęsknią,ca przez wie- 
kI za MaCIerzą" uczestniczyła krwawą, ofiaq 
w jej 
martwyc
wstaniu. Tysią,ce mogił i 
kurhan.o
, . rozsl.anych po krańcach Rzeczy- 
P?spohteJ 
 te h,czne pola walki, z których 
meJ eden me wrocił, przemawiają, do nas 
wielkością bohaterstwa. 
Ale Sląsk nie doznał jeszcze 
z samą, chwilą odrodzenia Polski. 


ukojenia 
Jak tra- 


8) Dr J. Duda, Trochę wspomnień z czasów 
studenckich, Księga o śląsku, s. 25.
		

/Image 0009_0001.djvu

			gizm dziejowy Polski tkwi w tem, że jej roz- 
biory miały miejsce w czasie, gdy sejm 
Rzeczypospolitej radził nad gruntowną, 
przebudową, wewnętrzną, mają,q wzmocnić 
państwo, tak ziemia śląska naj cięższe koleje 
przechodziła wtedy, gdy zdało się, że nic 
jej już nie grozi. 
Z zakończeniem działań wojennych we.. 
szła znaczna cZęść ziemi ślą,skiej w obręb 
Rzeczypospolitej, przez co Państwo wzięło 
na siebie przeważną, liczbę zadań w dziedzi- 
nie kulturalno-oświatowej. Z drugiej strony 
powojenny kryzys gospodarczy dotkn
ł 
przedewszystkiem i tak borykają,q SIę 
z trudnościami materjalnemi ślą,ską, mło- 
dzież akademicką,. Dlatego zwią,zki akade- 
mickie, partycypują,c nadal w pracy kultu- 
ralno-oświatowej z organami Państwa i z in- 
nemi zrzeszeniami, istniejącemi w tym celu, 
kierują głównie swą, działalność w stronę 
zagadnień samopomocy7). 
Powojenne warunki życiowe przeorały 
strukturę myślową, współczesnego pokole- 
nia, a przedewszystkiem młodzieży, którą, 
cechuje pewien radykalizm w zapatrywaniu 
tła istnieją,cy społeczno-gospodarczy stan 
rzeczy. Te prądy ogarnęły i ślą,ską mło- 
dzież akademicką" która opiera swoją, ideo- 
logję na zrozumieniu misji, jaką, obec
a 
rzeczywistość nakłada na młode pokoleme 
polskie, a śl
skie w szczególności. 
Postępujące zespolenie gospodarcze Slą,- 
ska z Polską, musi iść w parze Z duchow1! 
harmonjl!, będą,q najsilniejszą, więzią, cało. 
ści politycznej. Każda dzielnica posiada tra- 
dycją, uświęcone pierwiastki kulturaln
. 
obyczajowe, które są, podstawowym składm- 
kiem wartości duchowych państwa. Wtem 
założeniu należy szukać przyczyn wzmaga
ia 
się u nas nowego prądu pod nazwl! regJo- 


7) Alojzy Ta,rg, Zarys historji "Znicza". 
Księga o Śląsku, s. 219. 


nalizmu, którego zadaniem jest badanie ro- 
dzimych cech danej zbiorowości. 
Sląsk właśnie w tej dziedzinie przedsta- 
wia prawdziwą, skarbnicę właściwości lu. 
dowych, których gruntowne poznanie przy- 
czyni się do ostatecznego zatarcia różnic 
dzielnicowych, jakie jeszcze dotychczas 
drzemią, w społeczeństwie, a są, jednym 
z najbardziej bolesnych przeżytków niewoli. 
Praca w duchu regjonalistycznym jest szcze- 
gólnie wdzięczna na terenie Województwa 
Slą,skiego, bo różnice, zachodzą,ce między 
Sląskiem Górnym a Cieszyńskim, wskutek 
odrębnych wpływów zaborców, głęboko się 
jeszcze rysują,. 
Młodzież akademicka zdaje sobie spra- 
wę, że w dziele zespolenia duchowego Slą,- 
ska musi walnie uczestniczyć. Winna ona 
stać zdala od separatystycznych antagoni- 
zmów, by przyśpieszyć proces jednolitości 
dzielnicowej. 
Sląska młodzież akademicka dą,ży obec- 
nie przez łl!czność i wymianę zamierzeń do 
skoordynowania wysiłków na terenie Woje- 
wództwa Sll!skiego. Wysiłki młodzieży na
 
stworzeniem jednolitego typu SIą,zaka znaJ- 
dują, głębokie zrozumienie w sferach miaro- 
dajnych, ciesząc się poparciem śląskich władz 
wojewódzkich, a przedewszystkiem obe
ne. 
RO włodarza tej ziemi Wojewody SIą,sktego 
Dra Michała Grażyńskiego, który na każ- 
dym kroku okazuje młodzieży akademickiej 
dowody wielkiej życzliwości. 
I tak ziemia ślą,ska darzy Polskę nietylko 
skarbami, które w sobie kryje, ale jako kre- 
sowa dzielnica jest ogniwem w kulturalnej 
przynależności Polski do Zachodu. Że. Slą,.s
 
dobrze spełnia to zadanie, jest w wIelkteJ 
mierze zasługI! młodego pokolenia ślą,skiego. 
bo ono zasobne jest w młodzieńczy entu- 
zjazm i siłę moralną" co łl!czy i wzmacnia 
nas w pracy dla Państwa. 


79
		

/Image 0010_0001.djvu

			Jan Kubisz. , 


Zniczowi. 


Wiersz nInIejszy, napisany przez naj- 
wybitniejszego Z poetów "niwy 
ląskiej", 
Jana Kubisza C 1848, t 1929), od
zytany 
został przez samego autora na wieczorze 
stowarzyszenia akade
ików pol
kich na 
Śląsku "Znicz" w dnIU 6 styczm
 19?6 
roku w Domu Narodowvm w CIeszYnie. 
Utwór ten, poświęcony' "Zniczowi", po- 
winien był wej
ć do jubileuszowej "Księ- 
gi o Śląsku", wydanej 
 ok
zji 35-leci.a 
"Znicza" (Cieszyn 1929), Jako Jedna z naJ,- 
cenniejszych pamiątek jego przeszłokl. 
Ogłaszamy go w akademickim zeszycie 
"Żarania", pragnąc wyrwać go Z zapom- 
nienia i przypomnieć dzisiejszym i p
zy- 
szłym "Zniczowcom". Pierwodruk: Dz!en- 
nik cieszyński, l (1906), 6. - Przypisek 
redakcji "Zarania". 
tViatr jesienny żenie polem, 
Jęczy skargą, jęczy bolem, 
Jak cmentarny dzwon: 
"Naszej niwy strój bo
at'y: 
\Y/" orme zioła, barwne kwiat'y 
Zwarzył wczesny szron." 
"Szkoda jasnej kwiatów skroni, 
l barw szkoda, s'zkoda 'woni, 
l szkoda tych sił, 
A tóre w matki ziemi łonie 
Tworzą barwy, tworzą wonie 
l zarodczy pył." 
"Szkoda kwiatów co powiędły, 
Jako myHi niedoprzędłej, 
Jak przerwanych pień; 
Niedoszłego szkoda plonu, 
Który zmarniał śród zagonu 
W nieszczęśliwy dzień!" 
T ak wichr jęczy, tak się żali, 
Biegnie z skargą coraz dalej 
W szczery, Boży świat. 
Ziemię, wody i bór budzi, 
Budzi nawpół sennych ludzi, 
'że wyszli z swych chat. 
Wyszedł za próg gazda stary - 
Z rzeki wstały wód opary, 
l rosa się skrzy 


80 


N a zagonie szronem ściętym, 
Jak na licu bólem zdjętem 
Nieobeschłe łzy. 
Przyszedł, stanął na zagonie 
l załamał twarde dłonie, 
I zawodzi w głos: 
"Pracowałem w czoła pocie, 
Nie szemrałem prz'y robocie, 
A tu - zmarniał kłos!" 
Gazdo! człecze gospodarny, 
T obie w głowie ten kłos marny 
l tej trocha ziarn! 
T obie tylko twój chleb w głowie, 
Twoje życie, twoje zdrowie 
I obrót twych ziarn. 
Ależ bracie, czyż ta ziemia 
Z roku na rok się rozplenia 
Tylko w chleba dar? 
O! potrzebne też są sercu 
Kwiaty na pól twych kobiercu 
I ich wdzięk i czar! 
O, wszak naszej duszy trzeba 
Cudów ziemi, cudów nieba, 
A stanie się cud; 
l że zrzekłsz'y się korzyści 
Ziemskich, z siebie zmyje, zczyści 
Egoizm i brud. 
Nie narzekaj, miły bracie, 
\Viosna nowa czeka na cię 
l zapuścisz pług; 
Gospodarcze zasię lato 
H ojne żniwa da ci zato, 
Da ci pelny bróg. 
Ależ jeszcze na tej ziemi 
l nne kwiaty wiosna pleni, 
Luby bracie mój; 
l rme plony darń wywiódła, 
Inne wody biją źródła 
W żywy jasny zdrój! 
Naród Polski tu jak kwiaty 
N a tej ziemi na bogatej
		

/Image 0011_0001.djvu

			Przed wiekami siadł; 
Zajął żyzne niw zagony, 
l swojego ducha plony 
W niej jak w spichrzu kładł. 
Sam Bóg mu ją w rękę włożył, 
l jak księgę ją otworzył 
Przed nim, rzekUzy: kreśl! 
Ale oto wróg zażarty 
Chce mu wyrwać białe karty, 
Zmącić jego myśl! 
Pragnie polską myśl zamącić, 
Polskie słowo z ust wytrącić, 
- Ten wolności wiew; 
Chce dziedziców w sługi zmienić, 
l szczep polski wykorzenić 
Ze słowiańskich niw. 
Chciałby zorać potem niwy 
l w nie rzucić cudze siewy, 
Cudzy wszczepić kwiat! 
Zeby zniszczał - kiedy z wiosną 
Nową - nowe plony zrosną 
Dawnej niwy ślad! 
O, mój bracie, wszystkie wrogi 
Nie wydrą nam ziemi drogiej, 
Gdyby nie ten wróg, 
Co w twej własnej siedzi piersi, 
Szkodząc więcej, niż najszczersi 
Z wszystkich wrażych sług. 
Zasadami podłych czynów 
Tyś truł młode dusze synów, 
Co wyszli z twych biódr; 
Ze się ziemi swej i nieba 
Zaparli dla kęsa chleba, 
Dla korzyści jutro 
Tyś im, wyszłym z tweKO łona, 
Nadał wzięte gdzieś imiona 
Od walhalskich furt!... 
A więc zwą się Wolfgang, Kuno, 
Dankwart, Siegfried, H agen, Bruno 
l Walter i Kurt. 
Masz ich pięciu - szałem zdjęci 
Czterzej - Niemcy to zawzięci, 
Piąty - nawet Czech! 
T óż wzgardziłeś Polskiem mIanem, 


Polską mową, polskim stanem. 
Bracie, wstyd iKrzech! 
T óżto, bracie, grzech i zbrodnia 
Dla przybysza, dla przechodnia 
Gubić własny płód; 
A zerwawszy z ojców grobem, 
Z ojców życiem i sposobem, 
Obrać obcy ród! 
Ziemio śląska, nieszczęśliwa! 
jesteś, jak ta kwietna niwa, 
Której zmarniał plon; 
Więc wiatr żenie głuchem polem, 
Jęczy skargą, jęczy bolem, 
Jak cmentarny dzwon: 
"Szkoda kwiatów, co powiędły, 
Jako myśli niedoprzędłej, 
Jak przerwanych pień; 
Niedoszłego szkoda plonu, 
Któr.y zniszczał śród zagonu 
W nieszczęśliwy dzień!..!' 
Lecz się nie smuć Śląska ziemio! 
Wielkie moce w tobie drzemią, 
lV czystem łonie twem. 
A z odrodzeń nową wiosną 
T ak iię wzmogą, tak się wrosną, 
Zesilą z tym dniem, 
Ze się, ziemio rodzicielko, 
Staniesz własnych krzywd mścicielkiJ, 
Łamiąc stary gwałt; 
Ze na nowe wejdziesz tory, 
Wskażesz nowe życia wzory, 
Nowy życia kształt! 


O już świta, o, już świta 
W blaski światła upowita 
Jutrznia nowych dni; 
l młódź wyszła z polskiej chaty, 
Z całej piersi na wiwaty 
Powitalne grzmi! 
Jutrznia świta, jutrznia wschodzi! 
Wstań że, wstańże Polska młodzi! 
Zbierzże się i zlicz: 
N a wolności górze świętej 
Z twojej piersi zażegnięty 
Zapal święty Znicz! 


81
		

/Image 0012_0001.djvu

			Zbierz się, zlicz się, jako ona 
Mężna rzesza Giedeona, 
Włóż pochodnię w dzban: 
Madjanitów hordy chciwe 
Najechały śląską niwę 
Starły zboża łan. 
I skrusz dzbany, wznieś pochodnie, 
A za wrogów mszcząc się zbrodnie, 
Rzuć się jako grom 
Na ich obóz w Pańskie imię; - 
A uwolnisz ojców ziemię 
I ojczysty dom! 
Skrusz czcze dzbany - serc egoizm, 
W znieś pochodnie - dusz heroizm, 
Podnieś ducha miecz, 
I spędź wrogi z tych niw laszych, 
Rozprósz, wypędź wszystkich naszych 
Nieprzyjaciół precz! 
Młodzi Śląska, święty Zniczu! 
Płoń jak męstwo na obliczu 
Tych, co walczyć chcą; 
Jako Boże płoń natchnienie, 
I ak moc Boża, jak przejrzenie 
Tym, co słabi są. 


82 


Płoń jak pieśni Polskiej żary, 
Jak słodycze, wdzięki, czary 
Mowy polskiej płoń; 
lako niwa płoń ojczys'ta, 
Płoń jak jasna i Przejrzysta 
Wody naszej toń. 
Młodzi Śląska, och! przed Zniczem 
Z jasnem, czystem stań obliczem, 
Z czystem sercem stań! 
A w potrzebie żywot własny 
Daj za płomień Znicza jasny, 
Daj w ofierze zań! 


Nie na słowa czcze i marne, 
Lecz na czyny, na ofiarne 
Młody zapał licz; - 
A dziewiczą serc czystością 
Nieć ojczysty Znicz! 
I będzie ten ogień święty, 
Młodzi! ze serc twych poczęty, 
Z serc wolnych od skaz 
Płonąć Polskim pokoleniom, 
Polskim słowom, Polskim pieniom, 
W nieskończony czas.
		

/Image 0013_0001.djvu

			Kazimierz Mi/ata. 


"Znicz" w latach 1929-1935. 


Po wspaniałym jubileuszu 35-letniego 
istnienia "Znicza" w roku 19291), praca po- 
szczególnych wydziałów, oparta na głębo- 
kiem podłożu regjonalnem, była dalszą 
kontynuacją zamierzeń, jakie powzięły po- 
przednie wydziały. Jednym z głównych ce- 
lów ich pracy było dl!żenie do wytworzenia 
między młodymi a starszą generacją śll!ską 
jak naj ściślejszej harmonji, by wspólnemi 
siłami spotęgować życie kulturalne i ideowe 
na Sl:}sku. Bezpośrednio po jubileuszu 
wydział z Pawłem Musiołem na czele przy- 
stępuje z zapałem do pracy, dziell!c ją mię- 
dzy pięć komisyj. O ile bowiem dotychczas 
całą machiną organizacyjną kierowało kilku 
ludzi, to teraz dzięki temu podziałowi mo- 
żna podołać nietylko wszystkim zadaniom, 
ale też większy zespół członków może słu- 
żyć stowarzyszeniu swemi siłami. Komisja 
naukowo-prasowa wydała czwarty zeszyt 
"Zarania śląskiego" z roku 1929 oraz pra, 
gnęła założyć bibljotekę "Znicza", któraby 
sJmpiała możliwie wszystkie "silesiaca" 
z czasów powojennych. Komisja statutowa 
przystępuje do opracowania nowego statu- 
tu i regulaminów. W zakres czynności ko- 
misji budowlanej wchodz:} zabiegi o uzy- 
skanie pokoi fundacyjnych dla "Zniczow- 
ców" w Warszawskim Domu Akademickim, 
oraz o przyśpieszenie budowy Domu Sll!- 
skiego w Krakowie. Jeśli idzie o działal- 
ność ideową, to wydział d:}ży do nawiązania 
kontaktu z akademikami-Górnoślązakami, 
ażeby przez ścisłą współpracę zniwelować 
różnice, jakie między "Cieszyńskiem" a 
"Górnośląskiem" panują. Podobny rozmach 
pracy daje się zauważyć w sekcjach "Znicza", 
które dzielnie pracują w poszczególnych 


1) Jubileusz H-letniego istnienia "Znicza" 
uczczono wydaniem "Księgi o Śląsku" pod redak- 
cją Alojzego Targa. Redaktor jej ogłosił w niej 
"Zarys historji Znicza" do roku 1929. Zobacz 
"Księgę o Sląsku", str. 209-231 lub osobną od- 
bitkę. 


ośrodkach uniwersyteckich. Tu wspomnieć 
należy o kursach ideowo-oświatowych 
w sekcji krakowskiej oraz o uroczystości 
z okazji lO-lecia sekcji warszawskiej. Inne 
sekcje urządzają imprezy, mające na celu 
propagandę Śll!ska. Nie da się w paru sło- 
wach opisać tej pracy. Nadzwyczajne zebra- 
nie z dnia 23 grudnia 1929 roku nadaje 
prof. Drowi Romanowi Dyboskiemu god- 
ność członka honorowego, dając przez to 
dowód głębokiej czci i przywil!zania, jakie 
dla swego Kuratora żywi młodzież śląska 
Jak wielką popularnością i uznaniem cie- 
szył się "Znicz", niech świadczy o tem fakt, 
że otrzymał kilka subwencyj, a poza tern 
szesnaście stypendjów z Katowic i sześć Ma- 
cierzy Szkolnej w Cieszynie. 
Dnia 23 grudnia 1930 ustępuje ze sta- 
nowiska prezesa kol. P. Musioł, jeden z naj- 
dzielniejszych "Zniczowców", który pchnął 
pracę stowarzyszenia na szersze tory i otwo- 
rzył przed nim szereg możliwości. 
Przekazan:} pod każdym względem wzo- 
rowo gospodarkę "Znicza" obejmuje wy- 
dział kol. Wilhelma Zwecka. Praca idzie na 
drodze normalnego rozwoju, a na bilans jej 
przypadają takie imprezy, jak wieczornica 
ku czci ś. p. Władysława Orkana w Ustro- 
niu, wieczory Kochanowskiego w Goleszowie 
i Dziedzicach 2 ), wieczór chopinowski w Cie. 
szynie, oraz szereg innych imprez, mających 
na celu zasilenie kasy. Wielkie wrażenie wy. 
warła na społeczeństwie śląskiem manife- 
stacja narodowa przeciwko zakusom nie- 
mieckiego ministra Trcviranusa na zachod- 
nie granice Polski, zorganizowana przez 
"Znicz", której poświęciły tyle miejsca obu- 


!) Wieczornicę ku czci ś. p. Wł. Orkana 
w Ustroniu oraz wieczory Kochanowskiego w Go- 
leszowie i Dziedzicach urządził latem 1930 roku 
poprzedni wydział z Pawłem Musiołem na czele, 
co rtiniejszem - już po złożeniu artykułu.- 
prostujemy. Przypisek redakcji "Zarania". 


83
		

/Image 0014_0001.djvu

			rzone gazety niemieckie na Sląsku. Dalszym 
owocem pracy wydawniczej "Znicza", za- 
poczl!tkowanej "Księgą o Sl
sku", jest tomik 
poezyj śląskich Adolfa Pierli p. t. "Dziwy 
na gróniach", pisanych w gwarze śl
skiej3). 
Komisja statutowa pracuje nadal nad sta- 
tutem, aby dostosować go do potrzeb życia 
organizacyjnego. Pracują nadal intensywnie 
sekcje. Wymienić choćby akademję śll!sk
 
i audycję radjową we Lwowie, wieczór śl
- 
ski w Warszawie i imprezy w innych środo- 
wiskach uniwersyteckich, a dojdziemy do 
przekonania, że "Zniczowcy" wytrwale pra- 
cują nad propagandą Sląska, d
żąc usilnie 
do nawiązania jak najściślejszych więzów 
między prastar
 ziemi
 piastowskI! a resztą 
Polski. Że praca ta nie idzie na marne, 
świadczą o tern liczne wzmianki na łamach 
najpoważniejszych wydawnictw polskich, 
oraz zainteresowanie się tl! dzielnicą szero- 
kiego ogółu, które ujawnia się w masowych 
wycieczkach na Sll!sk... 
. Pracę następnego wydziału pod kierow- 
n:ctwem kol. Adolfa Kani od 15 lipca 1932, 
cechuje usilna dążność do nawiązania ści- 
ślejszego kontaktu z bratni
 organizacjI! "Si- 
lesia", czego najlepszym wyrazem s
 wst
p- 
ne przygotowania do zlania się sekcji po- 
znańskiej ze "Silesi
", zapocz
tkowane urz
- 
dzaniem wspólnych imprez. I w innych 
sekcjach "Znicza" daje się zauważyć pewne 
zżycie się "Cieszyniaków" z "Górnoślązaka- 
mi". Wymienić tu należy wieczornicę ku 
upamiętnieniu wkroczenia wojsk polskich 
na SI
sk, zorganizowaną przez sekcję war- 
szawsk
 wspólnie ze "Silesią", oraz wyło- 
nienie specjalnego komitetu porozumie- 
wawczego w sekcji krakowskiej, którego za- 
daniem jest przygotowanie gruntu pod fu- 
żję ze "Silesil!" w Krakowie. Wspomnieć 
jeszcze trzeba o chórze sekcji krakowskiej. 
który licznemi występami na akademjach 


3) Adolf Fierla, Dziwy na gr6niach, Z przed- 
mową dra Romana Dyboskiego, profesora U!li- 
wersytetu Jagiellońskiego w Krakowi
, Krak6v.:- 
Cieszyn 1932, Nakładem stowarzyszema akademl: 
ków ze Śląska "Znicz", Druk W. L. Anczyca l 
Ski w Krakowie, S-ka, stron 60. 


84 


spotkał się z żywem uznaniem społeczeństwa 
akademickiego. 
Również pracę samopomocową wydzial 
ten posuwa daleko naprzód. Stara się przyjść 
z wydatnI! pomocą niezamożnym kolegom 
przez udzielanie krótkoterminowych poży- 
czek, których udzielono na pokażn
 sumę 
1005 złotych. W zwi
zku z nową ustawą o 
stowarzyszeniach akademickich zachodzi 
potrzeba opracowania nowego statutu, do- 
stosowanego do wymogów wyżej wzmian- 
kowanej ustawy. Komisja statutowa opra- 
cowuje statut, na podstawie którego po- 
szczególne sekcje nie mogl! należeć do wy- 
działu "Znicza" w Cieszynie, gdyż ten prze- 
kształca się w stowarzyszenie studentów ze 
Śll!ska "Znicz" z siedzibl! w Cieszynie. 
Wszystkie sekcje usamodzielniają się, opra- 
cowują swoje statuty i rejestrują się przy 
władzach uniwersyteckich. 
Dnia 15 lipca 1933 roku stanowisko 
prezesa obejmuje kol. Jan Wieja. Ze wzglę- 
du na ciężkie czasy i wobec wielkiego napły- 
wu do "Znicza" kolegów, nie opływają- 
cych w dostatki, na czoło pracy wydziału kol. 
J. Wieji wysuwa się akcja samopomocowa. 
Dzięki kilku subwencjom oraz imprezom o 
charakterze dochodowym, akcja ta nie do- 
znaje szwanku. Byłe sekcje "Znicza" pra- 
cują samodzielnie, a b. sekcja poznańska ł
. 
czy się ze "Silesią", tworząc Związek A.ka- 
demików ślązaków przy U. P. ZrozumIałą 
jest rzeczą, że praca b. wydzia.łu 
ost
je osła- 
bioną przez zupełnI! reorganIzaCJę I zatratę 
dawnej nadrzędności nad sekcjami. Ażeby 
jednak zachować łączność "Znicza" z b. sek- 
(:jami, walne zgromadzenia wybieraj
 coro- 
cznie jego przedstawicieli na poszczególne 
ośrodki uniwersyteckie. Nadzwyczajne Wal- 
ne Zgromadzenie z dnia 4 maja 1934 na- 
daje posłowi Dr Janowi Buzkowi godność 
członka honorowego za zasługi, położone 
dla "Znicza". 
Dnia 4 maja 1934 roku funkcję prezesa 
obejmuje kol. Kazimierz Milata. Po g!un- 
townych zmianach wewnętrznych, zWIl!za. 
nych Ze statutem, praca idzie normalnym to-
		

/Image 0015_0001.djvu

			rem. Uwaga wydziału zwrócona jest przede- 
wszystkiem na jubileusz 40-letniego istnie- 
nia "Znicza", który przypada na rok 1934. 
W związku z tym jubileuszem walne zgro- 
madzenie "Znicza" z dnia 21 lipca tego roku 
nadaje godność członków honorowych dy- 
rektorowi Drowi Józefowi Buzkowi, preze- 
sowi S. A. w Katowicach Drowi A. Fren- 
dlowi, Wojewodzie Sląskiemu Drowi Gra- 
żyńskiemu i burmistrzowi miasta Cieszyna 
Drowi Władysławowi Michejdzie. 
Dnia 15 września 1934 odbyła się w tea- 
trze w Cieszynie uroczysta akademja jubileu- 
SZowa "Znicza" z bogatym i urozmaiconym 
programem. Słowo wstępne wygłosił kol. 
Kazimierz Milata, prezes "Znicza", poczem 
cMr "Jedności" odśpiewał "Białego Orła" 
Chlondowskiego, "Rozpleciony warkocz" 
Nowowiejskiego i "Piosnkę kaszubską" Jo. 
teyki. Przemówienie okolicznościowe wy- 
głosił dr Roman Dyboski, profesor Uniwer- 
sytetu Jagiellońskiego, kurator "Znicza". 
Przemówienie to p. t. "Wartości kulturalne 
Sl
ska dla Polski" znalazło się późnie.i 
w. "Zaraniu śląskiem" (X (1934), str. 
112-145 oraz osobna odbitka). Pierwsz<1 
część akademji zakończyło solo fortepiano. 
we, wykonane przez Olgę Martusiewicz, 
prof. konserwatorjum krakowskiego (utwo- 
ry Fryderyka Chopina "Ballada", "Nok 
turn" i "Polonez As-Dur"). -- W drugiej 
części p. Kazimiera Klimczakówna wygłosiła 
nowelę Gustawa Morcinka p. t. Koński 
czerep (zob. Zaranie śląskie, X (1934), str. 
154--158). Kol. Rudolf Krupa wykonał 
koncert skrzypcowy Mendelsohna - Bar- 
tholdy' ego E-moll cZęść II i III z udziałem 
prof. Stanisława Drozdowicza przy forte- 
pianie. Kol. Adam Gajdzica deklamował 
"Modlitwę Konrada" z "Wyzwolenia" Wy- 
spiańskiego. Drugie solo fortepianowe p. 
Olgi Martusiewicz obejmowało "Etjudę" 
K. Szymanowskiego, "Krakowiaka fanta- 
stycznego" J. I. Paderewskiego, "Edjudę" 
J. Friedmana i "Danse fantasque" F. R. 
Łabuńskiego. Akademję zakończył chór "Je-. 
dności" odśpiewaniem "Pieśni śląskich" Jana 
Kiszy (op. l), "Pozdrowienia Tatr" Zy- 


gmunta Noskowskiego i "Piosenki iołnier- 
ski ej" Jana Galla. - Scenę teatru cieszyń- 
skiego na akademję udekorowali według 
własnych pomysłów koledzy: Luna Klimek 
i Kornel Filipowicz. 
Jubileusz odbił się echem wśród społe- 
czeństwa na Sląsku i zwrócił jego uwagę na 
młodzież akademick
, a nas samych umoc- 
nił i dodał otuchy do dalszej pracy około 
utrwalenia dorobku kulturalnego na Sll!sku. 
Pracę obecnego wydziału cechuje dąż- 
ność do nawiązania jak naj ściślejszych 
więzów między starszem społeczeństwem a 
młodzieżl! akademicką. Chodzi nam o zbli. 
żenie życia naszego do życia ogólnospoł.ecz- 
nego. Życiem dzisiejszego akademika po- 
prostu nie interesuje się ogół ludzi. Uwaga 
wielu jednostek zwrócona jest przedewszy- 
stkiem na potrzeby własnego bytu. Moralny 
obowil!zek zwrócenia uwagi na troski i kło. 
poty młodego pokolenia ciąży przedewszyst- 
kiem na tej części społeczeństwa, które 
przeszło przez życie akademickie i wie, jak 
ono przedstawia się w naj prostszych ra. 
mach. Ci ludzie winni się zajl!ć uświado. 
mieniem szerokiego ogółu o przejawach ży- 
cia akademickiego i o prl!dach, jakie nur, 
tują wśród młodzieży. Gdy społeczeństwo 
pozna myśli, charaktery, dążności i czyny 
młodzieży akademickiej, pozna najlepiej 
przeszłość kraju. 
Dzięki przychylności redakcji "Zarania 
śląskiego" - "Znicz" wypełnia mmeJszy 
numer, kontynuujl!C przez to pracę wydaw- 
niczą, zapoczątkowaną przez Wydział Pawła 
Musioła. Żywimy też nadzieję, że społe- 
czeństwo nasze zeszyt ten przyjmie przy- 
chylnie. 
Również akcję samopomocową staram}' 
się prowadzić po linji poprzednich lat, 
jednak akcja ta napotyka na trudności, 
gdyż z jednej strony brak nam potrzebnych 
funduszów, a z drugiej strony ilość kole- 
gów, potrzebujących pomocy materj, alnej 
stale wzrasta. 
Dla ustalenia współpracy z kolegami 
z katowickiej części woj. śll!skiego "Znicz" 


85
		

/Image 0016_0001.djvu

			.wyłonił komitet porozumienia z Central. 
nym Związkiem Akademików-Górnośląza- 
ków.Sądzimy, że wszelkie przeciwieństwa i 
różnice, które nas jeszcze dziś, chociaż 
w mniejszym stopniu, niewątpliwie dzielą, 
zostanI! zniwelowane do minimum. Tego 
wymaga specjalne położenie ,Sląska i na nas 
młodych leży moralny obowiązek zespolenia 
i scementowania naszej dzielnicy z Macierzą. 
Nici wielkiej przyjaźni i sympatji łączą 
nas ze związkiem akademików mniejszości 
polskiej w Czechosłowacji "Jednościl!", 
której rozwój i pracę na zagrożonym tere- 
nie z radościI! obserwujemy i podziwiamy. 
Statut z poczynionemi poprawkami i 
zmianami został już przez władze admini. 
stracyjne zatwierdzony (10 kwietnia 1935) 
i wpisy do "Znicza" odbywają się na pod- 


86 


stawie deklaracyj. Sprawno
ć £unkcjon<
- 
wania wszystkich agend naszego stowarzy- 
szenia mamy do zawdzięczenia kolegom na 
poszczególnych stanowiskach w Zarządzie, 
którzy dają na każdym kroku przykłady su- 
mienności w pracy dla "Znicza". 
Jak z tego krótkiego szkicu wynika, pra- 
ca w minionem pięcioleciu była dalszą praq 
dla Śląska i dla sprawy polskiej na Sll!sku. 
Życzyćby należało naszym następcom, aby 
pomni tradycji i pracy "Znicza" jeszcze za 
czasów niewoli, oraz działalności jego w Od- 
rodzonej Ojczyźnie, nadal kroczyli wytrwale: 
po utartej drodze pracy, aby przez to Sląsk 
stał się "b\lstjonem" polskości na południo. 
wo-zachodnich rubieżach naszej Ojczyzny. 
Pomyślności w pracy i zamierzeniach życzy' 
my im z całego serca.
		

/Image 0017_0001.djvu

			Paweł M usiol. 


Zagadnienie regjonalizmu na Śląsku. 


1. 
Słowo regjonalizm budzi różny od- 
dźwięk: jedni za istotę regjonalizmu uwa- 
żajl! konserwowanie zabytków kultury lu. 
dowej, inni bunt prowincji przeciw tak ad- 
ministracyjnej jak i kulturalnej zachłan- 
ności stolic, jeszcze inni patrzą na regjona- 
lizm tak, jak wielkomiastowiec na człowieka 
z prowincji: z ironiczną pogardą. Na Slą- 
sku natomiast utożsamiano częstokroć regjo- 
nalizm z seperatyzmem, jakkolwiek nic nie 
ma z nim wspólnego. Obecnie dzieje się to 
rzadziej, ale był czas, że słowo regjonalizm, 
jako echo, wywoływało na ustach rozmów- 
cy zarzut seperatyzmu. 
Tymczasem regjonalizm mieści się tylko 
w pewnym zakresie w wyżej podanych 
określeniach. \V :znaczeniu, jakie mu dziś 
nadajemy, jest regjonalizm głębokim prą- 
dem kulturalnym i społecznym, aktywizujl!- 

yrn szeroki kraj o twórczej pracy. 
Geneza regjonalizmu jest prosta: dany 
regjon posiada warunki (kultura ludowa, 
przeszłość, zagadnienia życia społecznegv 
i t. p.) na stworzenie wszechstronnego ru- 
chu umysłowego. Z chwilą, gdy się znajdl! 
ludzie, którzy do tych spraw podejdą od 
strony kulturalnej i ideowej, rozpoczyna się 
twórcza praca, której owocem będzie 1) 
konserwacja (w jakiejkolwiek formie) re- 
gjonalnego surowca kulturalnego i 2) dzieła 
naukowe czy artystyczne, zdobyte w pracy 
nad nim lub natchnione przezeń. (Przykład: 
Podhale - Chałubiński, Witkiewicz i na- 
stępcy.) Oczywiście, aby ludzie podchodzili 
do tych zjawisk od strony ideowej i kultu- 
ralnej, musi zaistnieć w umysłach świado- 
mość konieczności budzenia regjonów do 
twórczego ruchu. Ta świadomość może po- 
zostawać w związku z prądem umysłowym 
(w czasach preromantyzmu i romantyzmu 
widziano w ludowości jedno z źródeł odro- 
dzenia kultury), a więc z epoką, lub też 


może być reakcją na hipertrofję kulturalną 
stolicy lub wielkich miast, co zawsze grozi 
wyjałowieniem kultury narodowej. Ruch re- 
gjonalny spełnia zatem rolę zastrzyku świe- 
żych i różnorodnych soków w organizm 
kultury. 
Dz'isiaj oczywiście regjonalizm nie ogra- 
nicza się do tych zakreślonych brzegów. 
Współczesny regjonalizm usiłuje już być 
ideologjl!, roszczącą sobie pretensje do więk- 
szego wpływu na bieg życia, stawia więc 
pewne zasady, sięgające głęboko w życie 
zbiorowe. Ale o tem dalej. 
Nim się regjonalizm pojawił w obecnej 
postaci, istniał jako regjonalizm nieświado- 
my. Poprostu regjon wzywał do intensyw
 
nej, kulturalncj pracy, a dzięki warunkom, 
jakie miał, albo też zbiegowi okoliczności, 
zgr'omadził w regjonie grupę ludzi o ambi- 
cjach kulturotwórczych (uniwersytet wileń- 
ski w pierwszych dziesięcioleciach XIX wie- 
ku i kulturalne dążności ówczesnej młodzie- 
ży na kresach wschodnich). Często wprost 
ludzie tworzyli ruch regjonalny dlatego, 
że urodzili się i żyli w daQym regjonie, 
więc objcktcm ich kulturalnych zaintereso- 
wań był teren macierzysty (pisarze. śląscy). 
Brali poprostu to, co leżało u ich stóp. 
Dzisiaj regjonalizm, jak już wspomn,ia- 
łem, chce w dość szerokim zakresie regu- 
lować życie lub pewne jego dziedziny. Wy- 
chodząc z zasady, że scentralizowanie życia 
kulturalnego i społecznego w jednym, 
względnic w nielicznych centrach powoduje 
z jf'dnej strony jego wyjałowienie, z drugiej 
martwotę na prowincji, regjonalizm dąży 
do zaktywizowania życia w regjonach, do 
wydobycia ze społeczeństwa nowych pier- 
wiastków kulturalnych, społecznych i t. d., 
do zbudzenia w niem ambicyj i aspiracyj do 
odegrania roli w kulturze i życiu narodu. 
Ponieważ tego rodzaju dążność musi miee 
realne podstawy, a 'sI! niemi kultura Judo- 
wa (stl!d ta przewaga ludowości w' icgjo- 


87
		

/Image 0018_0001.djvu

			naliźmie), przeszłość danego regjonu i t. p., 
nic zatem dziwnego, że ruch regjonalny jest 
w pierwszym rzędzie zwrócony na zagad- 
cienia i zjawiska macierzystego regjonu. 
Definijuj
c, powiemy, że regjonalizm to 
świadoma aktywizacja życia umysłowego i 
społecznego w danym regjonie. 


2. 
Mówiąc o regjonaliźmie, mamy zazwy- 
czaj na myśli kulturalne zjawiska (życie ar- 
tystyczne, naukowe, muzealnictwo). W ni- 
niejszym szkicu o takim regjonaliźmie jest 
przedewszystkiem mowa. Niemniej jednak 
wspomnieć należy, że obok naj częstszego 
regjonalizmu kulturalnego, może zaistnieć 
regjonalizm polityczny (konieczność stoso- 
wania na pewnym obszarze innej polityki 
z różnorodnych względów; albo posłowie 
reprezentują specjalnie jakąś ziemię), gospo- 
darczy (pewien regjon stanowi swoisty 
kompleks gospodarczy, wymagający innej 
polityki gospodarczej, niż reszta dzielnic. 
Np. d
żność do rozszerzenia granic woje- 
wództwa śląskiego na zaRłębie d
browskie 
i krakowskie jest tendencją gospodarczą re- 
,ł;jonalnl!, gdyż obszary te stanowią jednolity 
kompleks gospodarczy.) W jakimś regjonie 
mogą się z sobą splatać wszystkie wymienio- 
ne regjonalizmy. Jeśli pojęciem rer;jonali- 
zmu obejmuje ktoś więcej dziedzin życia, 
mamy do czynienia z regjonalizmem wprost 
jako ideologj
 społeczną. Takim ideologiem 
regjonalizmu był ś. p. \Vładysław Orkan, 
który marzył o ustroju społecznym, dosto- 
sowanym do struktury regjonu. (Oczywi- 
ście taka koncepcja odpowiadałaby życiu. 
ustrój państwa jednakże nie może być 
iróżnicowany. ) 
W związku z tern wchodzimy w jeszcze 
jedno zjawisko: regjon może stanowić ca- 
łość ze względu na nazwę, przeszłość, tra- 
dycję wspólnoty plemiennej i administrację, 
ale może być wybitnie zróżniczkowany, je- 
śli idzie o gwarę, kulturę ludową i struk- 
turę społeczno-gospodarczą,. Klasycznym 
przykładem jest tu Sl
sk: kultura góralska 


88 


Beskidu Sll!skiego a kultura okręgu prze- 
mysłowego! Podhale przedstawia się o wiele 
bardziej jednolicie pod każdym względem. 
W regjonie śląskim może zatem powstać 
więcej ośrodków ruchu kulturalnego (już 
mamy Cieszyn, Katowice... Zresztą któż to 
powiedział, że ruch umysłowy regjonu musi 
się skupiać w jego głównem mieście?); tak 
jak może być więcej ośrodków gospodar- 
czych i t. p. Istotnem w regjonaliźmie jest 
nietyle wspólna treść regjonalna, ile raczej 
ideologja i dą,żność do jej realizacji w pew- 
nym regjonie. 
I tu dotykamy jeszcze jednego zagadnie- 
nia: czy regjonalizmem są też "nieregjonal- 
ne" przejawy życia umysłowego (mówimy 
już teraz o kulturalnym regjonaliźmie)? Na- 
turalnie że tak, o ile są, owocem dl!żności 
kulturalnych regjonu. Konserwatorjum Mu- 
zyczne czy Instytut Pedagogiczny w Kato. 
wicach nie mają programu regjonalnego 
(choć mogą i uwzględniają zjawiska typowo 
regjonalne), niemniej jednak jako wyraz 
kulturalnych aspiracyj Sląska s
 pokaźną, 
pozycją w bilansie regjonalizmu śląskiego. 


3. 


Regjonalizm śll!ski jest naturalnym wy- 
nikiem warunków dziejowych, w jakich to- 
czyła historja tego kraju. Długie bytowanie 
Sląska poza granicami Rzeczypospolitej, 
brak żyws7.ego kontaktu ludowych mas SII!- 
ska z czechami i niemcami z przyczyn języ- 
kowych i kulturalnych, wytworzyło psychi- 
czne podłoże pod regjonalizm śląski: po. 
prostu Sląsk zdany sam na siebie poczyna 
żyć własnemi wyłącznie problemami, osko- 
rupiaj
c się w ślą.szczyźnie, które to pojęcie 
było tu więcej niż lokalnym patrjotyzmem, 
Ten fakt ma swe dobre i ujemne strony: 
u jednych zacieśnia horyzont umysłowy do 
dzielnicowego podwórka (częsty tutaj ob- 
jaw nawet u goqcych patrjotów, nie umie- 
jl!cych zdobyć się na myślenie w kategorjach 
ogólnopolskich i ogólnopaństwowych) albc. 
wprost nastawia seperatystycznie, dla innych 
stanowi motor ambicyj i twórczych wysił-
		

/Image 0019_0001.djvu

			ków. W czasach budzenia się Sląska do 
życia narodowego (XIX wiek i czasy przed. 
wojenne) płyn
ł ruch kulturalny z natural- 
nych względów prawie wyłl!cznie w brze- 
gach regjonalizmu. \V wielkiej mierze był 
to pocz
tkowo nieświadomy regjonalizm (za 
czasów Lompy), który później będzie sobie 
zdobywał świadomość regjonalnej odrębno- 
ści, aby przed wojną światow
 stać się już 
prawdziwym regjonalizmem kulturalnym. 
Dorobek kulturalny tak Lompy i Stal- 
macha, jak i przedwojennych działaczy, jest 
nawskroś regjonalny. Odnosi się to głównie 
do dorobku literackiego i naukowego, bo 
inne dziedziny kultury, jak muzyka i pla- 
styka, dopiero niedawno stały się regjonal- 
nemi. Zresztą nie rozwijały się w tym cza- 
sie w regjonie śll!skim, bo mniej były po- 
trzebne od ksi
żki. Wymagają następnie 
bardziej przygotowanego środowiska, książ- 
ki zaś (i tak bez walorów literackich) pisa- 
no, gdyż miały wprost nienasycony rynek 
zbytu. 
Eksploatowano przedewszystkiem kultu- 
rę ludowI! Śląska, jego dzieje i współcze- 
sność. choć te dwie ostatnie dziedziny nie 
przyniosły wartościowszych rzeczy. Z wiel- 
ką skrzętnością, zbierano różnorodne zabyt- 
ki kultury ludowej, poczynajl!c od pieśni 
i przysłów, a kończąc na sztuce stosowanej. 
Pierwszym wielkim folklorystą to Lompa, 
ale prawie każdy z ówczesnych działaczy jest 
na marginesie zawodowej czy społecznej 
działalności zbieraczem i konserwatorem_ 
Działała tu pobudzająco chęć ocalenia tych 
zabytków przed wkraczajl!q na Slą,sk prze- 
mysłow
 cywilizacją, która je szybko ścierała 
albo wypędzała na peryferje. Zabytki służyły 
także jako wymowny dowód polskości 
Sląska. 
Praca badawcza nad przeszłości
 Slą- 
ska dała szereg mniej lub więcej wartościo- 
wych przyczynków. S
 one owocem pracy: 
dyletantów. Ponieważ żaden z naszych uczo- 
nych poważniej przeszłością Sląska się nie 
zajął, odrabiali częściowo to zaniedbanie 


nauki polskiej. Pokaźną pozycją są tu mo- 
nografje miejscowości (już je Lompa pisze), 
kościołów, parafij, pisane głównie przez 
księży. Przed wojn
 pojawiajl! się tendencje, 
by ruch naukowy nad Sląskiem ująć w karby 
zorganizowanej pracy, ale postulat ten znaj- 
duje się dziś dopiero w stadjum realizacji. 
Literatura czasów odrodzenia narodowe- 
go nietyle odzwierciedla życie Sląska, ile ra- 
czej jest wyrazem tęsknot i dążeń, potem 
zaspakaja głód książki: jest lekturą popro- 
stu, wprzągniętą w' służbę chwili dziejowej. 
W każdym razie ruch umysłowy przed- 
wojennego Sląska sprowokowany został tak 
jego przebudzeniem narodowem, jak i bo- 
gactwem surowca, cisnącego się pod ręce 
uczonego i artysty. Istotnie, jest go tu wiele 
i wielkie też rzutuje możliwości ruchowi 
umysłowemu tej dzielnicy. Zasobna wciąż 
jeszcze ludowość, nie przetopione w tyglu 
naukowej pracy a tylko zmuzealizowane i 
zarchiwizowane jej eksponaty, dawniejsza 
przeszłość, wzruszaj
ca epopea marszu tej 
ziemi do Polski z heroicznym finałem pow- 
stań śląskich, dynamika współczesności, peł- 
na socjalnych i gospodarczych problemów - 
oto ten potężny blok tworzywa, wołający 
o twórczy wysiłek. 
Już w roku 1849 Józef Łepkowski sy- 
gnalizuje w mocnych słowach niebezpie- 
czeństwo nauki niemieckiej na śląsku i ko,_ 
nieczność naszej kontrakcji w tej dziedzinie. 
Od tego czasu minęło blisko sto lat, ale do- 
piero w ostatnich latach wpuściła nauka pol- 
ska pługi w śląski ugór. Dorobek więc nie 
przedstawia się jeszcze pokaźnie. Tem bar- 
dziej intensywna musi być zatem ta praca, 
tern większym zastępem ludzi musi rozpo- 
rządzać. Ambicje takiej pracy Sląsk żywi. 
Są one jeszcze własnością nielicznej grupy, 
jednostek, trzeba przeto, by przedostały się 
w szersze koła inteligencji i wyzwoliły z nie; 
pożądaną energję. Potrzeba społeczeństwo 
nastawiać na kulturalne zagadnienia! Roz- 
siana po Sl
sku inteligencja (zwłaszcza nau- 
czycielstwo) winna spełniać rolę tak "udar- 


89
		

/Image 0020_0001.djvu

			nika" w rozprowadzaniu tych ambicyj, jak 
i producenta kultury. Każdy bowiem odci- 
nek życia, na którym człowiek pracuje, sta- 
nowi nietylko objekt zawodowych i społecz- 
nych, ale i twÓrczych zainteresowań. Nale- 
żałoby zatem wykorzystać tak możliwości, 
jak i ludzi, nadających się na ich realizato- 
r{'w. Jeśli stolice SI! sztabami życia umysło- 
wego, to niech do nich płyn l! z szerokiego 


kraju raporty z rozsianych po nim placó- 
wek, obsługiwanych przcz szarych pionie- 
rów pracy. I gdy takich placówek umysło- 
wego ruchu powstanie wielka moc w kraju, 
gdy wytworzy się między niemi emulacja, 
złoży się to wszystko na wspaniałe "praco- 
wisko postępu", o jakicm marzył jeden 
z naj sławniejszych regjonalistów w Polsce 
- Stefan Żeromski. 


Adolf Fierla (Kolędy beskidzkie). 


Na Łysejgorze. 


W yniósła nas Lysogóra pod niebo - 
Tóż nóm łacnij gwiozdy na nim hledać. 


Wlewo Beskid, wprawo Beskid, wszędzi Beskid bez kóńca - 
mało zdo sie być db niego nieba, ziymie i sYóńca. 


W yniósła nas Lysogóra pod niebo - 
bliży my go i lepszy je dostrzegać. 


Lączni świat sie Beskidami w blask słóńca - 
wlewo Beskid, wprawo Beskid, ws'zędzi Beskid bez kóńca. 


90
		

/Image 0021_0001.djvu

			Jan Szczepański. 


Socjologiczne problelny Śląska. 


Problemami socjologicznemi nazwałbym 
zagadnienia, ujmujące zarówno te zjawiska 
społeczne, o których pisze prasa pod tłu- 
stemi nagłówkami, jak i te procesy i zmia- 
ny, zachodzące niepostrzeżenie w ciągu mi- 
jających nas dni - a które od czasu do cza- 
su wywołują w życiu społecznem wstrzl!sy, 
załamania i przewroty. Problemy socjolo- 
giczne Sląska - to wytyczne, pozwalające 
się zorjentować w życiu mrowiska ludzkie- 
go, skupionego na skrawku granicznej zie- 
mi, kolonji eksploatacyjnej pruskiego kapi- 
tału, ziemi gwałtownych walk narodowościo- 
wych i ponurej walki o chleb. Uporczywego 
konserwatyzmu Sll!zaków w walce z germa- 
nizacją, powstań śląskich, zmian jakie za- 
chodzą na Sląsku po plebiscycie i powrocie 
do Polski, nie wyjaśni żadna analiza psycho- 
logiczna, ani zbadanie składu rasowego Slą- 
£ka - tylko wniknięcie w procesy społecz- 
ne, zachodzące wewnątrz terytorjalnej grupy 
'śląskiej jako całości, zbadanie wartości, tra- 
dycyj, mitów, wzorów społecznych działa- 
nia przyjętych wśród mieszkańców Sll!ska, 
zbadanie zależności ich życia społecznego od 
zmian ekonomicznych - może nam wska- 
zać czynniki, wyznaczające takie a nie inne. 
procesy społeczne, zachodzące na Sll!sku. 
Wydawałoby się, że życie społeczne jest 
wielkim chaosem, że wszelka działalność 
ludzka jest irracjonalna, że współżycie ludz. 
kie determinują subtelne, nieuchwytne dla 
sztywnych formuł naszego rozumu teore- 
tycznego, nastawienia i uprzedzenia - że 
życie społeczne jest tak bogate i różnorod- 
ne, iż wszelka próba naukowego ujęcia nie 
potrafi objąć nawet drobnej cząstki jego 
form - tak się wydaje, lecz tak nie jest. 
W spienionym nurcie życia społecznego so- 
cjolog wyodrębnia zamknięte układy pew- 
nych elementów, bada zależności zachodzące 
między poszczególnemi układami, wykrywa 
elementy istotne układów, odnajduje zwi
z- 


ki łączące układy w systemy. I chociaż 
każdy aktualnie dany czyn społeczny wy- 
daje się nam być irracjonalny, to jednak 
możemy w nim wyróżnić podmiot działajl!- 
cy i przedmiot działania, narzędzia i me- 
todę działania oraz wyniki. Każdy stosunek 
społeczny, dany jako zamknięty układ, mo- 
żemy rozłożyć na człony i zbadać ich wza- 
jemnI! rolę w tym stosunku. Rozporządza- 
my już wypracowaną teorją grup społecz- 
nych, dająCl! nam narzędzia - wprawdzie 
mało jeszcze precyzyjne - analizy konkret- 
nych grup. Rzuciłem tych kilka uwag dla 
wskazania, w jaki - naj ogólniejszy - spo- 
sób socjologja przystępuje do ujęcia życia 
społecznego. Monograficzne badania socjo- 
logiczne nad pewnemi dzielnicami, miastami 
lub wsiami, z jednej strony wykorzystuj
 
aparat pojęciowy socjologji teoretycznej, 
z drugiej -- weryfikują teorje, wzbogaca- 
jl! problematykę socjologji, wykrywając no- 
we fakty, nie znajdujące wyjaśnienia w do- 
tychczasowym dorobku teoretycznym. Rze, 
czywistość społeczna, tworzona z czynności 
i stosunków społecznych, jest niewyczerpal- 
na - w każdej grupie społecznej przedsta- 
wia się inaczej. Tak samo rzeczywistość fi- 
zykalna jest niewyczerpalna, co wcale ni
 
uniemożliwia ustalania ścisłych praw fizykI. 
Wynika stąd natomiast potwierdzenie do 
niosłości badań monograficznych - naj- 
pierw ze względu na korzyści teoretyczne, 
oraz ze względu na ich użyteczność praktycz- 
ną. Rzeczywistość społeczna różnych społe- 
czeństw jest różna; każda grupa społecznQ. 
ma swoje specyficzne problemy, które dla 
jej poznania musimy zbadać. Wskazać socjo- 
logiczne problemy Sląska - oto zadanie 
poniższych uwag (przyczem przez Sląsk ro- 
zumiem Województwo Sląskie). 
Określmy zagadnienie bliżej. Problema- 
mi socjologicznemi nazwałem zagadnienia, 
dotyczące zjawisk społecznych. Nie chodzi 


91
		

/Image 0022_0001.djvu

			mi tu jednak o wszelkie zjawiska społeczne. 
Zjawiskiem społecznem nazywamy każdy 
fakt, w którym - mówil!c naj ogólniej - 
człowiek oddziaływa na człowieka. Zjawi- 
skiem społeczncm jest ukłon, złożony na 
ulicy, przekonywanie klienta przez kupca, 
że ten towar jest dla niego najlepszy i t. d. 
Jasnem jest - że badanie tego rodzaju zja- 
wisk społecznych jest ważnem dla teorji 
czynów społecznych, lecz nieistotne dla okre- 
ślenia ogólnych i specyficznych problemów 
socjologicznych jakiejś dzielnicy. Wchodz
 
tutaj w grę inne zjawiska społeczne, ogól- 
niejsze, dotyczl!ce całości. 
Stosunki między grupami ekonomiczne- 
mi narodowościowemi, politycznemi, reli- 
gij
emi, ich wzajemne oddziaływania, walki, 
współdziałania, zmiany zachodzl!:e we
- 
nątrz tych grup i w stosunkach mIędzy me- 
mi - oto przykłady ogólnych zagadnień so- 
cjologicznych, domagających się zbadania 
w pracy monograficznej. Odnośnie do Slą- 
ska interesują nas te zjawiska społeczne, 
zachodzące na terenie całego województwa, 
zmieniające pośrednio lub bezpośrednio cało- 
kształt jego życia społecznego. 
Podstawą, z której wychodzą wszelkie 
terenowe badania socjologiczne, jest skład 
ludnościowy dzielnicy i jego zróżnicowania, 
Zorjentowanie się w zróżnicowaniach. eko. 
nomicznych, narodowościowych, polttycz- 
nych, religijnych i zawodowych Sll!ska nasu, 
nie nam odrazu jego główne problemy so- 
cjologiczne. Obok magnatów, jak von PIes!> 
- rzesze wyrobników i małorolnych, obok 
baronów węglowych i przemysłowych 
tysi
ce bezrobotnych, obok patrjotów pol- 
skich - wielki odsetek Niemców oraz lu- 
dzi pod względem narodowościowym nie- 
zdecydowanych, obok fanatycznych ka
oli- 
ków - protestanci i żydzi. Samo studJum 
uwarstwowienia społecznego i ekonomicz- 
nego ludności Sląska byłoby ważną pracą, 
ujmującą pewnego rodzaj
 st
tyczne p
dło- 
że na którem rozgrywa)? SIę dynamIczne 
p:zebiegi. Polegałoby ono na l
czbowe
 
zobrazowaniu (gdyż mogłoby SIę oprzec 


92 


jedynie na statystyce) struktury społecznej. 
Wykazujl!c np. procentowo nikłą liczb.. 
przemysłowców w przeciwstawieniu do 
wielkiej liczby robotników i odwrotny sto. 
sunek posiadania - studjum takie oświetlA 
dynamicznI! rolę organizatorów przemysł
- 
wych w życiu społecznem. Poza 
em daJ6 
ono podstawę, do której możemy. SIę .odwo- 
ływać przy analizowaniu wsz
lktch Innych 
zjawisk społecznych. Z kwest)? uwarstwo. 
wienia społecznego i ekonomicznego łączy 
się problem o wielkiej doniosłoś
i pra
tycz. 
nej - mianowicie problem mIgracyJ. N." 
Sląsku problem szczególnie ważny. Nasu- 
wają się tutaj takie pytania: czy elita go. 
spodarcza Sląska pochodzi z różnych w
rstv. 
społecznych Slązaków, cZy .też. stan
wI ele. 
ment napływowy? analoglczme eltta spo- 
łeczna i kulturalna; jakie czynniki społecz 
ne warunkujl! wewnętrzne migracje między- 
warstwowe, t. zn. jaki odsetek młodzieży 
warstw niższych wybija się na wyższy po- 
ziom społeczny i ekonomiczny i w ja
i:h 
warunkach ułatwiaj
cych lub utrudmaJI!-' 
cych awans społeczny? Jaki typ człowiek:1. 
wybija się na Sląsku, co jest mniej więcej 
równoważne z pytaniem o warunki wycho- 
wawcze na Sląsku? Dzięki czemu obecna 
elita polityczna wypłynęła i utrzymuje się? 
O ile wpłynęły na ten stan rzeczy powsta. 
nia, plebiscyt, kryzys ekonomiczny: prze. 
wroty społeczne i t. d. Dla poznam a dyna- 
miki społeczeństwa śląskiego pytania podsta- 
wowe. Łączy się z niemi bezpośrednio ty. 
powe dla Górnego Sląska zagadnie?ie. anta- 
gonizmu do "goroli" oraz zag
dmem:" ano 
tagonizmu do przybyszy z "ruskt pol
kl ,na 
Sląsku Cieszyńskim. Lektura zyC1orysow 
Slązaków, zebranych przez Polski Instytut 
Socjologiczny w Poznaniu w liczbie 205, 
przekonała mnie o głębokości teg? anta?o. 
nizmu. Powstanie tego antagomzmu Jest 
ciekawem zjawiskiem społecznem - jego 
zbadanie rZuca światło na motywy pow- 
stawania pewnych zbiorowych stereotypów 
myślowych oraz mitów społecznych.
		

/Image 0023_0001.djvu

			Wskazałem dwa zagadnienia podstawo. 
we, bez których nie może się obejść żadne 
systematyczne badanie socjologiczne: za. 
gadnienie struktury ludnościowej i zagad- 
nienie migracyj - dla Sląska oba szczegól. 
nego znaczenia. Oparłszy się na nich, mo- 
żemy przejść do innych zagadnień bardziej 
szczegółowych, mianowicie - mówiąc po- 
pularnie - do stosunków narodowościo- 
wych, politycznych, klasowych, religijnych 
i t. d. Zagadnienia struktury ludnościowej 
i migracyj badamy w odniesieniu do całego 
województwa. Badanie stosunków np. naro- 
dowościowych czy klasowych wymaga ju2. 
innego podejścia. Inaczej przedstawiaj l! się 
stosunki klasowe w trójkl!cie przemysło- 
wym, inaczej na rolniczym Sll!sku Cieszyń- 
skim. Nie zatrzymując się nad mniej w tej 
chwili ważnemi sprawami technicznemi, za- 
znaczę tylko, że studja te powinny się oprzeć 
o badanie lokalnych grup miejskich czy 
wiejskich i przechodzę do ogólnych uwag 
na temat t. zw. stosunków. Mówiąc o sto- 
sunkach, np. politycznych, mamy na myśli 
stosunki między grupami politycznemi czyli 
partjami i przez tą poprawkę zostaje usu. 
nięta nieznaczoność słowa stosunek. 


Zbliżając się do zagadnienia stosun- 
ków międzygrupowych na Sląska, zbliżamy 
się do kotłującego wiru. Po pierwszem ro- 
zejrzeniu nasuwa się wprost pytanie: kto 
tu z kim nie walczy? Polacy z Niemcami. 
robotnicy z kapitałem, władze z magnatami 
rolnymi i przemysłowymi, "sanacja" z opo- 
zycjI!, part je chrześcijańskie z socjalistami 
i komunistami, Jung-Deutsche Partei 
z V olksbundem i sen. Pantem, nauczyciel- 
stwo z duchowieństwem, katolicy z prote- 
stantami. Krótko: doszliśmy do centralnego 
problemu antagonizmów społecznych na 
SI(!sku 1 ) . 


l) Doskonałem studjum jest rozprawa doc. 
dra J. Chałasińskiego p. t. Antagonizm polsko- 
niemiecki w osadzie fabrycznej "Kopalnia" n
 
G6rnym Śląsku. Przegląd Socjologiczny, t. III, 
1925, z. I i 2. 


Antagonizmy są przejawami życia gru- 
powego, badać je można tylko w zwil!zku. 
z grupami, między któremi lub w których 
zachodzI!. Badania nad grupami są długie 
i żmudne - lecz teorja grup jest najlepiej 
dotychczas rozwiniętą częścią socjologji i 
pracownik ma w każdej chwili dostatecznie 
rozwinięty aparat analizy pod rękI!. Dlatego 
tylko ogólnie naszkicuję typy grup, któ- 
rych dążności rozwojowe i wzajemne sto- 
sunki z innemi grupami, determinujl! obraz 
społecznego życia na Sląsku. W pierwszym 
rzędzie są to grupy wytwórcze, zwil!zki prze- 
mysłowców, dalej związki zawodowe, par- 
t je polityczne, związki religijne, organizacje 
młodzieży i t. d. Badanie tych grup łączy 
się z poruszonym wyżej problemem migra- 
cyj, gdyż jest rzeczą dla Sląska pierwszo- 
rzędnej wagi, czy stanowiska kierownicze 
w tych grupach zajmują Slązacy, jak odno- 
si się do swoich przewódców ogół człon- 
ków i t. d. Wiele spraw życia ekonomiczne- 
go wyjaśnia np. ten fakt, że przemysł opa- 
nowany jest przez obcych, że o interesach 
ekonomicznych Slązaków decyduj l! obcy 
i t. d. Podobnie analiza ludnościowa grup 
politycznych rzuciłaby światło na np. dl!- 
żenia do zniesienia autonomji śląskiej. 
Ciekawą jest rzeczą, że zarówno inż. Wie- 
sner, sen. Pant, jak i Ulitz nie pochodzą ze 
Sląska. 
Antagonizmy rozwijają się na podłożu 
pewnych postaw i dążności członków róż- 
nych grup oraz grup jako całości. Studjum 
dążności i postaw jest szczególnie ważne, 
gdyż jedynie na ich podstawie oprzeć mo- 
żemy przewidywanie przyszłego zachowania. 
Dążności ekspansywne grup wywołują anta. 
gonizmy i walki - postawy członków wy. 
znaczają dążności grup. Zadowolę się tern 
stwierdzeniem, nie wdając się w jego ana- 
lizę. Zbadanie postaw narodowościowych, 
politycznych i religijnych Slązaków wska- 
załoby istotę zachodzących na Sląsku proce- 
sów społecznych. Od agitacji i wielkich ma- 
rzeń plebiscytu, od entuzjazmu powstań, 
prowadzi droga do rozczarowań, zniechęce- 


93
		

/Image 0024_0001.djvu

			nia i niezadowolenia ze współczesnego sta. 
nu rzeczy - droga, która wyraźnie rysuje 
się w życiorysach Slązaków. Powolne, nie, 
dostrzegalne zmiany postaw moglibyśmy po- 
równać do cichego podrywania brzegu przez 
spokojne fale rzeki. Studjum nad kształto. 
waniem się postaw społecznych - to naj- 
aktualniejszy problem socjologiczny Sląska. 
Do praktycznie niecierpiących zwłoki 
należą zagadnienia wychowania młodzieży. 
32 życiorysów młodzieży śląskiej, zgroma- 
dzonych w Polskim Instytucie Socjologicz. 
nym w Poznaniu, wskazuje wyraźnie - na 
Sląsku rozdzieranym gwałtownemi antago. 


nizmami, na Sląsku bezrobocia i nędzy obok 
luksusu wychowuje się specjalny typ czło- 
wieka. 
Nie mogę się tu nad temi sprawami dłu 
żej rozwodzić. Wskazałem te problemy, 
które w ciągu mojego udziału w badaniach 
Polskiego Instytutu Socjologicznego nad 
Sląskiem zarysowały mi się najwyraźniej. 
Na zakończenie: 237 życiorysów Slązaków 
leży w archiwum P. I. S. Czy na Sląsku nit: 
znajdą się fundusze dla udostępnienia wszy- 
stkim i wykorzystania tych najwspanial- 
szych "silesiaców", jakie wogóle kiedykol- 
wiek były? 


Adolf Fierla (Kolędy beskidzkie). 


Beskid pod wieczór. 


N a zielóne gałęzie, coroz niży a wyży - 
zorza blaski złociste wiesz o wszędzi a niże. 
Ni to jarzębina gore czerwióno, 
ni to ogiyń na gorach gro łóną. 
Wieszo zorza na ziel),ń same nici ogniste, 
maszle, w czerwiyń płónące i lańcuchy złociste. 
Aż zwolna 
po łańcuchach tycb złotych mrok sie W'spino na gory - 
i maluje skyrs lasy rozmodrzónym wieczorym. 


94
		

/Image 0025_0001.djvu

			/.lojzy Targ. 
O obcym kapitale na Śląsku słów kilka. 


Niedawno byliśmy świadkami bardzo 
żywej i gorącej dyskusji na łamach całej pra- 
wie prasy polskiej. Przedmiotem tej dysku- 
sji był "obcy kapitał w Polsce", ściślej jego 
polityka. 1)0 dyskusji tej doszło w związku 
z ujawnieniem nadużyć tego kapitału, a co 
za tern idzie, z zarząd7.eniami odnośnyc;h 
władz państwowych w formie nadzorów Sl!- 
dowych, czy przymusowych zarządów. Mi- 
mo że dyskusja, o której mowa, ustała już 
w swej ostrej formie, nie przestało istnieć 
ani na chwilę samo zagadnienie, zagadnie- 
nie pall!ce, zwłaszcza na Sląsku. 
Gdy chodzi wogóle o politykę kapitału, 
to atakuje się ją słusznie przedewszystkiem 
za to, że doprowadziwszy do obecnej nędzy 
gospodarczej, ustawicznie ją powiększa przez 
wyzysk szerokich warstw społeczeństwa oraz 
pogłębianie niesprawiedliwego podziału do- 
s:hodu społecznego między ludźmi. Gdy 
idzie zaś o politykę obcego kapitału w Pol- 
sce, to oprócz cech wyżej wymienionych po- 
siadał on będzie jeszcze i tę, że jako czyn- 
nikowi niezrośniętemu z państwem polskiem 
i niezainteresowanemu w jego najistotniej- 
szych dążeniach, obojętną jest sytuacja go- 
spodarcza tego państwa, a nierzadko może 
mu zależeć na celowem jej pogarszaniu. 
Tego rodzaju politykę prowadził zwłaszcza 
dawnicj kapitał niemiecki na Sląsku. 
Cbarakteryzując naj ogólniej politykę ob- 
cego kapitału w Polsce, możnaby ją okre- 
ślić jako politykę wyzysku państwa i okra- 
dania społeczeństwa. Politykę tę realizuje 
się przy pomocy naj różniejszych środków. 
Znany jest z dawniejszych CZasów pospolity 
sposób kierowania zamówień do macierzy- 
stych firm danego przedsiębiorstwa, względ- 
nie celowego, niedbałego wykonywania za- 
mówień zagranicznych w Polsce, aby zrazić 
w ten sposób zagranicznego odbiorcę do 
naszego warsztatu. Niemniej znaną jest spra- 
wa masowego odprowadzaoia kapitałów 


z Polski (w naj różniejszych postaciach), co 
prowadzi do coraz większego ubożenia pań- 
stwa polskiego. Do tej samej partji metod 
zaliczyć należy lekkomyślne zamykanie i ni- 
szczenie warsztatów pracy, oraz lekceważenie 
zdrowia i życia robotnika. To ostatnie do- 
kenuje się nieraz pod bardzo naukowI! na- 
zwą - "maksimum wydajności". To ma- 
ksimum wydajności w źle urządzonych i za- 
niedbanych, dla przykładu, kopalniach za- 
głębia kieleckiego i krakowskiego, równa 
się powolnemu zabijaniu człowieka. Bardzo 
obfity snop światła rzuciła również na me- 
tody pracy obc. bpit. Vi Polsce sprawa t. zw. 
premij wiertniczych w przemyśle naftowym, 
której sporo miejsca poświęciło w 5woim 
czasie "Państwo Pracy". 
W'ybrałem zaledwie kilka przykładów, 
mają.cych zilustrować politykę obcego kaJ 
pitału w Polsce. Możnaby ich przytoczyć je- 
szcze całą. moc. Z braku miejsca nie robię 
tego. Na jedno zjawisko wszakże muszę 
zwrócić uwagę, gdyż, zdaniem mojem, jest 
ono zbyt charakterystyczne. Mam tu na my- 
śli stosowanie t. zw. fałszywych bilansów 
i wadliwego prowadzenia ksiąg handlowych. 
Jest to najczęściej stosowany, a dla niewta- 
jemniczonego niezwykle skomplikowany 
sposób, przy pomocy którego współcześni 
wielcy przedsiębiorcy i bankierzy dokony- 
wują nieraz bezkarnie największych oszustw 
i nadużyć. Ktoby miał wątpliwości co do po- 
wyższego, odsyłam go do rozprawy prof. 
Aseńki i Gordzickiego p. t. "Pasorzytnictwo 
gospodarcze" (odbitka z miesięcznika 
"Bank"). Przytoczę zresztą niezmiernie 
wymowny przykład, który mam z "Gazety 
Polskiej". Spółka akcyjna "Union Textile" 
według bilansu z 31. VII. 1931 posiadała 
kapitałów własnych około 3,460.000. W ro- 
ku 1932 i 1933 nastąpiły bardzo małe zmia- 
ny. Zastanawiająco wielką pozycję stanowią 
w wymienionym bilansie pożyczki długo- 


95
		

/Image 0026_0001.djvu

			terminowe, bo 29 miljonów, przewyższa- 
jąc blisko lO-krotnie kapitały własne spół-. 
ki. Dług zaciągnięty został z pewnosC1ą. 
w centrali zagranicznej. Nie wchodząc w in- 
ne szczegóły bilansów "Union Textile", 
które opisuje "Gazeta Polska" z 14. XI. 
1934, powtórzę za autorem wnioski, jakie 
on z powyższych cyfr wyprowadza. Suma 
29 miljonów powinna była wpłynąć do 
firmy U. T. nie jako pożyczki, ale jako 
kapitały. Dlaczegóż zrobiono inaczej? Za- 
graniczna centrala osią.ga tą drogą pierw- 
szorzędne korzyści ze szkodą dla innych 
ważniejszych czynników. Przedewszystkiem 
suma 29 miljonów zł, wpłacona do U. T. 
w formie pożyczki, może być w każdym wy- 
padku wycofana z krzywdą. dla wierzycieli 
krajowych. Od sumy 29 miljonów wycil!ga 
się z firmy znakomite procenty, eksploatu- 
ją.c przedsiębiorstwo. Wreszcie wykazując 
tak znaczne obciążenie dłużne przedsiębior- 
stwa, zmusza się tern samem władze skar- 
bowe do odpowiednio niskiego wymiaru 
podatku od dochodu, na którym ciążą tak 
wielkie zobowią.zania. Otóż w tym ostat- 
nim wypadku zaczyna się główne jądro nad- 
użycia, nadużycia wobec państwa. Prze.. 
stępstwo jest widoczne, ale ponieważ for- 
malnie nie wykracza przeciw przepisom 
prawnym, dlatego uchodzi bezkarnie. Przy- 
toczyłem jeden przykład, może mniej co- 
dzienny, ale bardzo charakterystyczny. Na 
porządku dziennym SI! natomiast fakty nad- 
użyć bilansowych, jakie miały miejsce w Ży- 
rardowie oraz we "Wspólnocie Interesów" 
na Sląsku. Faktom powyższym poświęciła 
prasa dużo miejsca, tak, że nie będę ich tu 
przypominał. 
Szkodliwe oddziaływanie obcego kapita- 
łu na nasze życie gospodarcze oraz wyzysk 
społeczeństwa polskiego przez ten kapitał 
bez względu na to skąd on pochodzi, to do- 
piero iedna, co prawda naj ważniejsza stro- 
na medalu. Problem obcego kapitału w Pol- 
sce posiada bowiem również oblicze polity- 
czne i moralne. Na tę stronę zagadnienia 
mało zwracano dotychczas uwagi. Chciałbym 
w tym krótkim szkicu porusZyć wspomniane 


96 


zagadnienie odnośnie do Województwa Slą- 
skiego. 
Przedtem dla lepszego naświetlenia wy- 
wodów przytoczę kilka cyfr. Kapitał akcyjny, 
zainstalowany na Sląsku pod względem po- 
chodzenia, przedstawia się następującot) : 
Ogółem obcego kapitału na Sląsku jest 
do 90 procent, w tern: 
niemieckiego - 52 %, 
amerykańskiego - 13 %, 
francuskiego - 9.%, 
czeskiego - 4%, 
polskiego - 10 %, 
różnego - reszta. 
Nawiasem dodam, że w trzech głównych 
działach przemysłu, gdy chodzi o całe pań- 
stwo, udział obcego kapitału przedstawia 
się następują.co 2 ): 
w przemyśle węglowym 88.7 '1;; , 
w nafcie 86 % , 
w hutnictwie 73.8 % . 
Na tern miejscu dodam, że cyfry, które 
podaje Czechowicz, są za niskie. Autorowi 
chodziło, zdaje się, o nieprzejaskrawienie 
stanu rzeczy. 
\
T arto przy tej sposobności przytoczyć 
również, jak przedstawia się personalna ob- 
sada w przemyśle śląskim. Otóż wśród ro- 
botników ogromną przewagę posiada ele- 
ment polski. Robotników-Polaków liczy się 
powszechnie na około 95 o/, . Na element 
niemiecki przypada zatem około 5 %. W ten 
sam sposób powinna się przedstawiać reszta 
personelu, zatrudnionego w tym przemyśle. 
Tymczasem odpowiednie zestawienia z przed 
dwóch lat przedstawiają inny obraz. Na 
stanowiskach dyrektorów było w tym czasie 
54% Niemców; na stanowiskach: a) kiero- 
wników technicznych 58 %, b) kierowników 
administracyjnych 70?l, c) na innych sta- 
nowiskach technicznych i administracyjnych 
52 % Niemców. 


1) Por. Karol Grzesik, Przemysł 
ląski z punk- 
tu widzenia programu narodowego i społ
cznego. 
Zjazd działaczy. Katowice 1933. 
2) Gabriel Czechowicz, Nowe drogi gospo- 
darcze, Katowice 1933.
		

/Image 0027_0001.djvu

			Przytoczone wyżej cyfry są bardzo wy- 
mowne. Mówią one nietylko to, że kapitał 
niemiecki ma silny wpływ na gospodarcze 
życie sląska, ale wskazują również pośredriio, 
jaki wpływ wywiera kapitał niemiecki na po- 
lityczne i moralne życie społeczeństwa pol- 
skiego na Sląsku. Majątek niemiecki na Slą- 
sku podtrzymuje żywioł niemiecki, w istocie 
nieliczny na tym terenie, oraz ducha nie- 
mieckiego na Slą.sku. Wytwarza również u 
tutejszej ludności szkodliwe wyobrażenia o 
potędze czynnika niemieckiego na tym te- 
renie, oraz bezsilności Państwa Polskiego 
wobec tego czynnika. Zdarza się bowiem 
często, że w tym samym warsztacie pracuje 
dwóch ludzi, którzy stali naprzeciw siebie 
w czasie walk o niepodległość Sląska. Jeden 
z nich, to robotnik-Polak, drugi majster- 
niemiec. Ostatni daje się we znaki pierwsze- 
mu. Ten zatem, który walczył "za Polskę", 
jest uciskany przez swego wroga. Czy ta- 
kie rzeczy nie demoralizują? Tego rodzaju 
wypadki nieraz wskazywali mi znajomi ro.. 
botnicy . 


Albo inny fakt. W okresie WplSOW 
szkolnych od
ośne organizacje niemieckie 
ze wzmożoną intensywnością. rozpoczynają 
werbunek dzieci (prawie Zawsze polskich) 
do szkoły niemieckiej. Jeśli ten werbunek 
się udaje, to tylko dlate,go, ponieważ w agi- 
tacji główną. rolę gra jeden ważki argument, 
mianowicie pienią.dz. Wobec tego, że wia- 
dome organizacje niemieckie rozporządzają 
niemałemi sumami, odbywa się zatem praw- 
dziwy swojego rodzaju handel żywym towa- 
rem, handel duszami dzieci polskich. Spra- 
wa jest powszechnie znana. Przecież jednak 
za mało zwraca się na nią uwagi. Nie bierze 
się pod uwagę momentu, że Sląsk je:>t tą 
nieszczęśliw:). dzielniq, na której od lat od- 
bywa się demoralizacja ludności i na któ- 
rej działa cały zespół czynników demorali- 
zujących, gdzie indziej w takim stopniu nie- 
znanych. Trzeba odważnie postawić pytanie. 
jak wyglądać może charakter człowieka, 
który od urodzenia jest demoralizowany. 
W wieku szkolnym kupuje się go do szkoły 


niemieckiej, gdy dorośnie do organizacyj, a 
potem daje mu się albo obiecuje pracę. 
Nie jest dokładnie wiadome, ile pienię- 
dzy na opisaną wyżej robotę łoży tutejszy 
przemysł niemiecki. Wiadomo tylko, że łoży. 
Byłoby bardzo ciekawą rzeczl! porobić w tym 
względzie dokładniejsze obliczenia. Ogól- 
nie znany jest fakt szkodliwej działalności 
księcia pszczyńskiego. W powiecie pszczyń- 
ski m, wyłącznie rolniczym i polskim, pienią- 
dze tegoż księcia były prawie jedynym cZyn- 
nikiem, który tam sztucznie "produkował" 
niemców. Widzi się to zwłaszcza obecnie. 
kiedy majątek v. Plessa znalazł się pod za- 
rządem przymusowym władz państwowych. 
Ogólnie biorąc, ostatnie posunięcia rządu 
w zakresie kapitału niemieckiego na Sląsku 
okazały się bardzo korzystne. Dało się to 
zauważyć już przy wynikach ostatnich wpi- 
sów szkolnych. 
Wspomniane posunięcia społeczeństwo 
polskie przyjmuje z wielkiem zadowoleniem. 
Niemniej zdaje sobie sprawę z tego, że sa- 
mego zagadnienia niemieckiego kapitału 
w Polsce one nie rozwiązują. Rozwiązać 
powyższe zagadnienie można będzie jedynie 
przez całkowite usunięcie niemców od wpły- 
wu na nasze życie społeczne, to znaczy. 
przedewszystkiem przez wywłaszczenie 
wielkich majątków niemieckich w Polsce 
Dodam, że w zakresie rolnictwa osiągnie się 
przez to zlikwidowanie tak bardzo niewła- 
ściwego ustroju rolnego na Sląsku. 
Mamy w Państwie naszem trzy mniejszo- 
ści: żydowską, ruską i niemiecką. Tak się 
dziwnie jakoś składa, że punkt ciężkości 
w rozwiązaniu każdej z 3 kwestyj mniejszo- 
ściowych leży na odcinku ,gospodarczym. Na 
sprawę żydowską i ukraińską zwracałem 
uwagę w "Kuźnicy". W niniejszym artykule. 
przeznaczonym do "Zniczowego" numeru 
"Zarania", poruszam zaledwie pobieżnie je- 
dną stronę zagadnienia mniejszości niemiec- 
kiej w Polsce. 


- 


97
		

/Image 0028_0001.djvu

			Emil Blahut. 


Zarys medycyny ludowej i wierzeń leczniczych 
Śląska Cieszyńskiego. 


Instynkt samozachowawczy jest jednym 
z najpotężniejszych instynktów, jakie zna- 
my wogóle. Obejmuje on takie funkcje, 
jak szukanie pożywienia i wszelkie czyn- 
ności obronne, a więc czynności związane 
ściśle z życiem organizmu. Dziedziczna 
chęć utrzymania życia, choćby kosztem naj- 
większych wysiłków, jest własnością wszel- 
kiej żywej materji, począwszy od tworów 
jednokomórkowych, a skończywszy na 
człowieku, jako istocie w rozwoju rodzajo- 
wym, filogenetycznym najwyżej położonej. 
Ale życie idzie w parze ze śmiercią, a 
zdrowie z chorobą. Choroba jest właśnie 
tym czynnikiem patologicznym, który w su- 
mie swego szkodliwego działania daje to, 
czego fizjologicznie człowiek najbardziej 
się obawia, t. j. zejście śmiertelne. Stąd to 
kwest ja walki z chorobami zajmowała czło. 
wieka we wszystkich okresach istnienia 
świata, począwszy od człowieka przedhisto- 
rycznego, poprzez czasy starożytne, śred- 
niowieczne, a skończywszy na czasach naj- 
nowszych. To zapobieganie inwazji czynnika 
chorobotwórczego i w następstwie leczenie 
jego skutków jest właściwościI! nietylko czło, 
wieka, ale i zwierząt. Instynkt chorego 
zwierzęcia każe mu wygrzewać się na słoń- 
cu, tępić pasorzyty, lizać ranę, usuwać obce 
ciała, a te prymitywne zabiegi musimy 
przecież uważać za zabiegi lecznicze. Czło. 
wiek pierwotny, w celach ratowania zdro- 
wia, również zaczął szukać środków leczni. 
czych, a robił to na drodze czysto empi- 
rycznej, doświadczalnej, obserwacyjnej i 
eksperymentalnej, czasami tych dostarczał 
mu przypadek, wreszcie instynkt i intuicja 
były temi czynnikami, które nakazywały 
choremu podawać te lub inne środki lecz- 
nicze, rekrutujące się w przeważnej części 
ze świata roślinnego. Ale był cały szereg 
chorób, na które nie znano lekarstwa, wobec 


98 


których zachowywano się bezradnie i o któ- 
rych pochodzeniu nic nie wiedziano. Okre- 
ślano je jako choroby pochodzące od sił 
nadprzyrodzonych, boskich i te choroby 
nadawały się do leczenia tylko przez tych 
ludzi, którzy są pośrednikami między bo. 
gami a ludźmi, a tymi byli kapłani. I tu 
znajdujemy zarazem przyczynę, dlaczego to 
tak długo sztuka lekarska połączona była 
z kapłaństwem. Jako zabytek tego kapłań- 
sko-lekarskiego charakteru duchownych, do- 
chował się do niedawnych jeszcze stosun- 
kowo czasów zwyczaj leczenia chorób umy- 
słowych przez duchownych w formie zakli- 
nania i wypędzania djabłów egzorcyzmami. 
Srodki i sposoby lecznicze, które nie, 
kiedy rzeczywiście lub też sugestywnie dzia- 
łały, utrwalał w pamięci człowiek pierwotny, 
aby przy sposobności móc je z korzyścią dla' 
siebie zastosować. Zapamiętywał i przekazy-. 
wał na potomstwo. Ilość tych recept, co 
prawda może niezawsze skutecznych, ale 
tanich i dostępnych, z czasem rosła. Suma 
ich wreszcie dała to, co dzisiaj nazywamy 
medycyną ludową. Niestety, charakter dzi- 
siejszej medycyny ludowej różni się znacz- 
nie od charakteru, sięgającej jeszcze cza, 
sów pogańskich, medycyny ludowej dawnej, 
właściwej. Zawiera ona obecnie znacznI! do- 
mieszkę medycyny czysto naukowej, wykła, 
danej na Uniwersytetach. Lud jest wpraw. 
dzie konserwatywnym i dlatego niechętnie 
przyswaja sobie zdobycze medycyny nauko. 
wej, ale pomimo tego, ciągły i stały wpływ 
całego szeregu wieków potrafił częściowo 
przynajmniej sposoby lecznicze medycyny 
naukowej przeszczepić na grunt medycyny 
ludowej. Co raz się przyjmie wśród ludu, 
to utrwala się zazwyczaj na długo. A wpływ 
ten, dzięki lekarzom prowincjonalnym, in. 
teligencji wiejskiej, dziennikom i popular. 
nym wydawnictwom w naj nowszych cza.
		

/Image 0029_0001.djvu

			sach wzmaga Się znacznie. Jest to świadec. 
twem ekspansji i postępu kultury. I dlatego 
to kraje, stojące na wyższym stopniu kultu- 
ry, posiadają dawną medycynę ludową zna. 
cznie skromniejszą. Tern się też tłumacz} 
może skąpość ludowych środków leczniczych 
śląska Cieszyńskiego w stosunku do reszty 
Polski, zwłaszcza jej części wschodniej. Sląsk 
Cieszyński, jako ziemia naj dalej wysunięta 
na kresach południowo-zachodniej Polski, 
naj wcześniej dostał się w obręb wpływów 
kultury zachodniej, a razem z nią i medy- 
cyny naukowej. Trudno jest jednak wyko. 
rzenić to, co się już raz na gruncie ludowym 
przyjęło. Dzięki temu konserwatyzmowi 
zdołały zachować się do dnia dzisiejszego 
pewne sposoby lecznicze i związane z tern 
wierzenia ludowe i temi właśnie pokrótce 
się zajmiemy. Trzeba dodać, że medycyna 
ludowa jest u wszystkich ludów i ras, za- 
mieszkujących nasz glob ziemski, niezwykle 
do siebie podobna. Jeżeli więc opisujemy 
medycynę ludową Sląska Cieszyńskiego, to 
nie będziemy traktowali jej jako odrębnej, 
zamkniętej całości, lecz wiązać i łączyć bę- 
pziemy ją z medycyną ludową nietylko Pol- 
ski, lecz z medycyną ludową wogóle 1 ). 
Co według wierzenia ludu jest przyczy- 
ną powstawania chorób? 
Do naj częstszych i najważniejszych przy- 
czyn. wywołujących chorobę, zaliczają wie- 
rzenia ludowe: dopust Boży, czary, nasłanie 
złego ducha, przekleństwo, uroki. Dopust 
Boży i związane z nim choroby zlatują na 
ludzi niespodziewanie i niemiłosiernie. Cho- 
roba zesłana przez Boga, jako tak zwana 
kara Boska, raz ma charakter sporadyczny, 
godzący tylko w jedną rodzinę, to znów 
epidemiczny, nagminny. Zwykle bywa to 
kara za ciężkie grzechy ludzkie i za zapo- 
minanie o Bogu. Należy więc Boga przebła- 
gać modlitwami, okazać skruchę i wrócić do 
życia skromnego i religijnego, a choroba 
i nieszczęścia niewątpliwie ustl!pil!. 


1) Przy opracowywaniu niniejszego zarysu 
poslugiwałem się "Lecznictwem ludu pohkiego" 
H. Biegcleisena. 


Ważną pozycję w powstawaniu chorób 
zajmują czary. Są osoby t. zw. czarowniC} 
a częściej czarownice, które potrafią celowo 
sprowadzić chorobę lub śmierć, gdy tylko 
w ich posiadaniu znajduje się jakiś przed- 
miot z człowieka, na którego czary chcą. 
rzucić. Mogl! to być włosy, paznokcie lub 
części odzieży. Czarownice, jako istoty po- 
zostające w styczności z siłami nieczystemi, 
mieszkają zwykle gdzieś na uboczu, za wsią, 
pod lasem, osamotnione, omijane z wielką 
bojaźnią, których jedynym współlokatorem 
ma być czarny kot, uosobienie djabła. Cza- 
rownice potrafią zadać, ale gdy chcą., mogl! 
i odczynić czary, usunąć chorobę. 
Chorobotwórcze własności przypisuje 
etjologja ludowa również t. zw. żywiołom. 
Żaba, gdy wyrzuci z pyska wodę na czło- 
wieka, spowoduje powstanie brodawek czyli 
kurzawek. W iatr i powietrze czasami przy- 
bierają takie właściwości i taki skład, że sta- 
ją się dla człowieka czynnikiem niekorzyst- 
nym, powodującym powstawanie zarazy. 
Stąd jego nazwa - powietrze morowe. Złe 
wiatry zsyłane są przez siły nieczyste. Czę- 
sto przeciąg jest przyczynI! rozlicznych 
chorób i dlatego chłopi nasi niechętnie prze- 
wietrzają izby, aby się też przypadkowo nie 
przeziębić i nie .llegnąć. Choroba jest czcmś 
demonicznem. Sprawcą obłędu i napadów 
epilepsji bywa zły duch, który "opętał" 
chorego, miota i trzęsie nim, to znów nocą. 
w postaci demona-zmory dusi go i robi 
sen ciężkim, wyczerpującym organizm. Złe- 
go ducha można wypędzić egzorcyzmami, 
wodą święconą, można go tez wyprosić 
ofiarami. 
Dalszą ważną przyczyną powstawania 
chorób są uroki, które powodują uroczne 
oczy. Uroczne oczy posiadają. zazwyczaj lu- 
dzie patrzący z podełba, o wzroku przeni- 
kliwym, oczach czarnych, szybko toczących 
się w orbitach, o zrosłych brwiach i niesa- 
mowitym wyglądzie twarzy. Cechy te obser- 
wuje się przeważnie u cyganów, cyganek. 
starych kobiet i żebraków i te osoby, kie- 
rowane złą wolą, nieżyczliwościI! i zazdro- 


99
		

/Image 0030_0001.djvu

			ścią, najczęściej świadomie, rzucają uroki. 
Ale urok można rzucić i nieświadomie, gdy 
nie ma się powyższych cech, patrząc na uro- 
dę i piękność człowieka wzrokiem pożądli- 
wym i zazdrosnym. Czasami zły sąsiad, 
w przekonaniu niesprawiedliwej krzywdy, 
rZuca urok. Objawami uroku są bóle głowy 
i żołądka, nudności, kurczenie, ziewanie, 
brak apetytu, smutek i przygnębienie. Gdy 
człowiek urokliwy popatrzy na chatę, ro- 
dzina zamieszkująca ją będzie się kłócić, 
śmierć i nieszczęście nawiedzi jl!, krowy 
stracą mleko, dzieci zmarnieją. I dlatego pa- 
trząc z podziwem pierwszy raz na dziecko, 
dobytek i na statek domowy, należy powie- 
dzieć "bez uroku", a wtedy nikomu i ni- 
czemu wzrok nie zaszkodzi. Urokom ulegają 
również środki spożywcze, dlatego, gdy do 
pokoju w czasie obiadu wejdzie stara baba, 
to należy albo wezwać ją do stołu i nasycić, 
albo też ukryć przed jej wzrokiem naczynia 
z pokarmami. W przeciwnym razie jedzący 
może zasłabnąć i rozchorować się. Gdy 
umarły ma otwarte oczy, natychmiast należy 
mu je przymknąć, aby swym przymglonym 
wzrokiem nie pociągnął drugich z rodziny 
do grobu. Aby dziecko uchronić przed 
urokiem, obwiązuje mu się lewą rękę czer- 
woną wstążeczką. Uroki można odpędzić 
zażegnywaniem i okadzaniem, zwłaszcza 
gdy do tego użyte SI! rośliny o silnej i ostrej 
WOnI. 
Choroby i nieszczęście można rÓWnIez 
podłożyć. Bierze się z chorej osoby włosy, 
zawija do szmaty i kładzie się pod próg 
domu; kto z domowników pierwszy próg 
przestąpi, dotknięty zostanie np. chorob
 
kołtuna. Chcąc uśmiercić swego wroga, "bie- 
rze się kawałek szmaty z jego koszuli i kła- 
dzie pod głową nieboszczykowi, a w krótkim 
czasie właściciel owej koszuli umrze". Szcze- 
gólnie niebezpiecznemi w zadawaniu chorób 
lub śmierci są przedmioty wzięte z umarłe- 
go, a więc proch i kości z cmentarzy, wło- 
sy, paznokcie, zadane w potrawach lub pod 
próg. Podkładanie szkodzi również dobyt- 
kowi człowieka. W tym wypadku zakopuje 
się pod progiem stajni sąsiada zdechłego 


100 


psa lub kota, a w niedługim czasie bydło mu 
wyginie. 
Lud śląski, podobnie jak i gdzie in- 
dziej, rozpoznanie choroby wewnętrznej 
czyli djagnozę, opiera przeważnie na oglą- 
daniu języka i moczu. Jeżeli język jest 
czysty, czerwony - świadczy to o zdrowiu 
człowieka, jeżeli zaś obłożony, biały - to 
człowiek jest chory. Gdy mocz ma kolor 
żółty, mętny, wtedy człowiek jest cierpiący, 
mocz biały, przeźroczysty, oznacza stan zwy- 
kły zdrowia. Szczególnie znana jest ta druga 
metoda, metoda djagnozy choroby z moczu; 
nie ma ona jednak nic wspólnego z lekar- 
ską, ilościową i jakościową analizą moczu. 
Domorośli lekarze, hołdujący tej metodzie, 
znajdują wśród ludu mir i poważanie, da- 
rzeni są tak potrzebne m w praktyce lekar- 
skiej zaufaniem, większem nawet niż lekarze 
z dyplomem. Wielką rolę odgrywa tu zre- 
sztl! taniość i znaczna wygoda takiego le- 
czenia. Wystarczy, jeżeli tylko chory przyśle 
mocz. 
Sposoby leczenia ludowego pochodz
 
z różnych epok. Leczenie możnaby podzie- 
lić na leczenie środkami przyrodzonemi, ma. . 
terjalnemi i środkami nadprzyrodzonemi, 
mistycznemi, które mają usuwać nadprzy- 
rodzoną przyczynę choroby. Zródło tego 
drugiego sposobu tkwi jeszcze w lecznictwie 
pierwotnem, które miało charakter obrzędo- 
wy i należało do funkcyj stanu kapłańskiego. 
Do mistycznych środków zaliczyć wypada 
takie sposoby leczenia, jak: zaklinanie 
choroby, żegnanie chorych części znakiem 
krzyża, naparzanie bolącego miejsca parą 
zagotowanych ziół, okadzanie włosami, sier- 
ścią i ziołami, przebłaganie za pomocą pacie- 
rzy i śpiewów, odpokutowanie karą cielesną 
lub ofiarą i t. p. Niekiedy leczenie, wypły- 
wające z uosobienia przez lud choroby w oc- 
ganiźmie człowieka, polega bądź na obrzy- 
dzeniu pobytu chorobie w ciele, przez po- 
dawanie olbrzydliwych leków, np. łajna, 
różnych goryczy, środków wymiotnych, 
przeczyszczających i napotnych, bądź na 
dogodzeniu chorobie przez podawanie sło- 
dyczy. Chorób należy się przedewszystkiem
		

/Image 0031_0001.djvu

			wystrzegać. Jednym z najlepszych środków 
zapobiegających, profilaktycznych SI! amu- 
lety. Amulet chroni swego właściciela przed 
chorobą i nieszczęściem. Najczęściej używa 
się jako amuletów: krzyżyki, szkaplerze, 
medaliki, obrazki, relikwje Swiętych, ko- 
raliki. Powszechnie znanymi amuletami, 
przynoszącemi szczęście domowi i rodzinie, 
s
 znalezione podkowy, które przybija się 
w domu do progów. 
W leczeniu chorób wielką rolę odgrywa 
wpływ księżyca, a po części i innych ciał 
niebieskich i zjawisk atmosferycznych. Naj
 
skuteczniejszą porą do leczenia jest czas 
ubywającego księżyca i pełnia, z ubywaniem 
bowiem księżyca zmniejsza się też choroba. 
Zioła lecznicze zbierać najlepiej przed 
wschodem słońca i na wiosnę, wtedy to 
bowiem przyroda budzi się do życia i śro- 
dek leczniczy, wtenczas zebrany, zawiera 
najwięcej sił żywotnych i naj skuteczniej 
działa. Leki roślinne podaje się tak zewnę- 
trznie, jak i wewnętrznie, przytem swój 
wpływ leczniczy wywierają tak na ludzi, jak 
i na zwierzęta. 
Rokowanie w chorobie zależy też od 
tego, w którym dniu tygodnia choroba się 
rozpoczęła. Istnieją dnie w tygodniu t. zw. 
feralne, które niekorzystnie wpływaj l! na 
przebieg choroby i które nie nadają się do 
jakichkolwiek poczynań. Do dni feralnych 
zaliczyć wypada poniedziałek, a zwłaszcza 
piątek. "Piątek, zły początek" - mówi chłop 
i nie chwyta się nowej pracy, która i tak 
by mu się nie powiodła. 
Do powszechnie używanych środków le- 
czniczych należy okadzanie chorego. Jeżeli 
człowiek przestraszył się nagle drugiego 
człowieka, należy przestraszonego okadzić 

zczyptl! włosów z tego, który go przestra- 
szył; dobrze jest przytem wypluć się i oddać 
mocz. G,Jy człowiek przeląkł się psa, należy 
okadLić go sicrścią z tegoż. Kadzenia uży- 
wa się też w celu uchronienia się przed 
zarazą, przywidzeniem i urokiem. Okadza 
się nawet bydło, gdy się je na wiosnę po raz 
pierwszy puszcza na paszę, przyczem naj- 


częstszym środkiem okadzającym jest jało- 
wiec i boże drzewko. 


Dużą rolę w lecznictwie ludowem odgry- 
wają części ciała zmarłych, szczególnie ko- 
ści tak ludzkie, jak i zwierzęce. Brodawki 
czyli kurzawki znikajl!, jeżeli przeciąga 
się po nich znalezioną w polu kością; kość 
po użyciu należy jednak ułożyć w miejscu 
znalezienia i to w tern samem położeniu, 
w jakiem była poprzednio. Tak zwanI! mar- 
twą kość czyli ruchomy guz podskórny, usa- 
dowiony na twarzy, głowie czy ręce, okre- 
ślić najlepiej kością umarłego, a w braku 
tej jakąkolwiek znalezioną kością, a guz 
niewątpliwie zniknie. Kości świętych maj
 
szczególną moc, są sprawcami cudów, uzdra- 
wiają naj cięższe nawet choroby, dajl! bło- 
gosławieństwo, odpędzają. czary i niepo- 
godę. 
Przyczyną wielu chorób jest zepsuta krew 
i dlatego jej upust ma usuwać niejedną 
dolegliwość. Puszczanie krwi jest środkiem 
nietylko leczniczym, ale i zapobiegawczym. 
Do upuszczania krwi używa się pijawek 
i baniek. Czasami u człowieka pojawia się 
upust krwi spontanicznie, bez bodźców ze- 
wnętrznych. Ma to miejsce przy krwotokach 
z nosa i dlatego uważa się je za objaw ko- 
rzystny, pomagający zwłaszcza przy bólach 
głowy. Zła i ostra krew jest przyczyną pow- 
stawania na powłokach skórnych różnych 
owrzodzeń, czyraków. wą.grów i pryszczów, 
co objęte jest jedną nazwą "zachciołek" . 
Według przesądu ludowego, ostra krew jest 
świadectwem prowadzenia wstrzemięźliwego 
życia i dlatego do najskuteczniejszych środ- 
ków na tą grupę schorzeń należy czynność 
oczyszczająca krew, t. j. spółkowanie. 
Dla uzupełnienia charakteru lecznictwa 
ludowego Sląska Cieszyńskiego i wiążących 
się z tem wierzeń, podam kilka przykładów 
'objawów jednostek chorobowych, częściowo 
powód ich powstania i sposób ich leczenia. 
Leczenie bywa zwykle dość naiwne, chociaż 
nie pozbawione czasami pewnej intuicyjnej 
celowości i szans wyleczenia choroby. 


101
		

/Image 0032_0001.djvu

			Jeżeli na powiece toczy SIę os
ra sprawa 
ropna, pospolicie zwana jęczmIeniem, to 
wtedy skutecznym sposobem leczniczym 
jest lekkie splunięcie na oko i przestraszenie 
tem chorego. 
Krwawienia z ran tamuje bardzo dobrze 
pajęczyna, przyłożona na ranę albo sama, 
albo zamieszana z chlebem. Na rany i 
wrzody ropiejące przykłada się różne listki, 
najczęściej liście babki, ostrężyny i morskiej 
cebuli, dobrym środkiem jest też zajęcze 
sadło. 
Jeżeli w miejscu silnego uderzenia się, 
przeważnie na głowie, narasta sinawy guz, 
należy na miejsce to przyłożyć na płask 
ostrze noża, a guz wkrótce zniknie. 
Gdy chwycisz się gorącego przedmiotu, 
to chwyć się odrazu za ucho, a dokuczliwy 
ból zaraz minie, gdy się zaś poparzysz, to 
sparzone miejsce przysuj solą. 
Po ukąszeniu przez węża, pokąsany biec 
powinien jak najszybciej do wody i obmyć 
ranę, a' jeśli prędzej dobiegł do wody od 
węża, to wtedy rana nic mu nie zaszkodzi. 
Gdy na języku nagle wyrośnie krosta, 
znak to niezawodny, że cię obmawiają. Je- 
żeli odgadniesz osobę obmawiającą cię 
krosta i ból zniknie. Podobnie ma się rzecz 
i przy t. zw. dzwonieniu w uszach. Dzwo- 
nienie ustaje też, gdy się przeżegnasz. 
Od jaskółek można nabawić się krost i 
piegów. W związku z tem istnieje zwyczaj 
mycia twarzy w chwili, gdy po raz pierw. 
szy zobaczy się na wiosnę jaskółkę. 
Gdy wpadnie coś do oka, należy uchwy- 
cić lekko rzęsy, rozchylić powieki i splu- 
nąć trzy razy, a oko będzie czyste. Na cho- 
roby ócz, dobroczynny wpływ wywiera 
przekłucie uszu i noszenie kolczyków. 
Ból zębów spowodowany jest obecnościI! 
w ich wnętrzu robaczków i dlatego leczenie 
zęba powinno ograniczać się do ich wypę- 
dzenia. Srodkami do tego prowadzącemi są: 
szalej, okurzanie fajką i używanie wódki. 
Wódka jest tym środkiem, która pomaga nie- 


102 


tylko przy bólach zęba, lecz i przy wszelkich 
niedomaganiach żołądkowych. Gdy wyrwie- 
my bolącego zęba, to wtedy należy rzucić 
go poza siebie na piec, a wtedy ból zębów 
nigdy nie będzie nam już dokuczał. 
Katar czyli ryma zniknie, gdy chory 
obetrze nos do obcej chusteczki i podsunie 
ją właścicielowi, a gdy ten jej użyje, zabie- 
rze z nią i chorobę. 
Na choroby płucne i kaszel dobrze działa 
skóra wraz ze sierścią kota, przyłożona na 
klatkę piersiową, oraz podawanie wewnętrz- 
ne psiego sadła i innych tłuszczów. 
Wśród ludu istnieje przesąd, że osobę 
cierpiącą na czkawkę ktoś wspomina, mówi 
o niej, a gdy się odgadnie osobę wspomina- 
jącą, czkawka ustaje. Dla stłumienia upor- 
czywej czkawki, radzą wstrzymać oddech i 
liczyć do 50. Drugi sposób - to napicie 
się zimnej wody. 
Woda ma również pewne własności lecz- 
nicze, zwłaszcza w dziedzinie kosmetycznej. 
Szczególnie dobroczynnie działa woda rze- _ 
czna, w której zażywało się kąpieli w nocy 
z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. . 
Leczy zwłaszcza choroby skórne, usuwa pie- 
gi, czyni płeć piękną, powoduje wzrost wło- 
sów i pomaga w chorobach oczu. Podobne 
własności ma śnieg marcowy i woda de- 
szczowa. 
Reumatyzm 
świnka morska 
ją hodować. 
Lud śląski wierzy, że jeśli przekroczy się 
dziecko, to nie będzie ono już rosło i dla- 
tego trzeba je odkroczyć, że jeśli podziękuje 
się za leki, to stracą swoją siłę leczniczą 
i jeśli człowiekowi zachce się czegoś, a ape- 
tytu tem nie zaspokoi, to wtedy rozchoruje 
się ciężko i choroba pokręci i zdeformuje 
mu kości. 
Gdy w czasie snu człowiek odczuwa du- 
szność, gdy nie może się ocknąć ani ruszyć 
i zawołać o pomoc, to wtedy winna temu 
zmora. Zmora trapi szczególnie tych, którzy 
śpią na wznak. Siada ona na piersiach śpią- 


i inne choroby wyciąga 
(morszczok), dlatego należy
		

/Image 0033_0001.djvu

			cego i wysysa mu krew. Zmora to istota 
demoniczna, cechuje ją moc przemieniania 
się w różne istoty żywe i martwe. Raz przy- 
biera postać olbrzyma, to znów kota, innym 
razem postać białej jak śnieg panny, wreszcie 
postać brzydkiej czarownicy. 
Morowe powietrze wyobraża sobie lud 
pod postacią kobiety w białej płachcie, leqcej 
w nocy w powietrzu z zakrwawioną chust
 
w ręku, a gdzie się pojawi, tam przynosi 
śmierć i zgubę. Przeciw zarazie pomagaj?, 
tylko modły, przebłaganie Boga, procesje 
i ucieczka w głąb lasów, gdzie zdać trzeba 
się tylko na łaskę Boga. 
Medycyna ludowa używa jeszcze jako 
środka leczniczego ziemi, a jako środka 
chroniącego kamieni. Ziemia, jako żywiciel- 
ka wszelkiego stworzenia, darząca go życiem, 
potrafi też to życie w niektórych przypad- 
kach przywracać. Dlatego rażonych pioru- 
nem zakopuje się do ziemi, w nadziei przy.. 
wrócenia im życia. \'{l łączności z tem panuje 
przekonanie, że ludzie rażeni piorunem 
zwykle budzą się w grobie, aby umrzeć 
powtórnie naskutek uduszenia się. Przyło- 
żenie wilgotnej ziemi pomaga również przy, 
ukąszeniu przez pszczołę lub osę. Kamienie 
posiadają własność bronienia człowieka od 
wszelkiego złego. Tem tłumaczy się też zwy- 
czaj obstawiania zagrody i roli kamieniami. 


Wśród ludu, obecnie już w mniejszym 
stopniu, głęboko zakorzeniona jest niewiara 
do lekarzy, która utrwaliła się nawet w przy- 
słowiach, z których wystarczy przytoczyć 
takie np.: "Chcesz nie być chora, strzeż się 
doktora" lub "Lepiej posłać po rzeźnika niż 
po doktora". Ta niewiara i nieufność ma 
źródło swe w tradycji powyżej wspomnia- 
nego już prastarego zwyczaju, wedle które- 
go leczenie zaliczało się do religji, miało 
charakter obrzędowy i było przywilejem le- 
karzy-kapłanów. Spadkobiercami ich stali 
się później aż do dzisiejszych CZasów włl!cz- 
nie wróże, zamawiacze, zamawiaczki, czaro. 
wnice i domorośli lekarze, u których chłop 
chętnie szuka porady i ratunku. W swoim 


fachu posiadają nawet specjalistów, jedni 
naprawiajl! i składają kości, drudzy puszczają 
krew, inni wreszcie wyrywają zęby. Czyn- 
ności swe wykonują w dobrej wierze i bez 
oszukaństwa. Najczęściej znachor czy czaro- 
wnica jest w jednej osobie lekarzem, ka. 
płanem i prorokiem. Jako lekarz używa 
czarownik w leczeniu oprócz środków natu- 
ralnych, farmakologicznych także środków 
mistycznych. Nadzwyczajną siłę leczniczą 
posiada słowo. Lud wierzy w moc słowa 
i w spełnienie tego, co ono oznacza, bez 
względu na to, czy to będzie życzenie, czy 
też przekleństwo. Aby słowa wywarły swój 
magiczny wpływ, muszą być ujęte w pewne 
formuły, posiadać pewną inkautację i muszą. 
być wypowiedziane w odpowiedni czas i 
sposób. W ten sposób ujęte słowa nazywają 
się zamawianiem, a to posiada zdolność wy- 
leczenia choroby i sprowadzenia lub usu.. 
nięcia nieszczęścia. Szczególną moc mają sło- 
wa biblijne, dalej słowa, których znaczenia 
nie znamy, najczęściej wyciągnięte z łaciny, 
z liturgji i odpowiednio przekręcone. Za- 
mawianie, powtarzane zwykle przy chorym 
trzykrotnie i przeplatane pacierzami, bywa 
najczęściej wymawiane szeptem, przechodzą- 
cym nawet w mruczenie i bełkotanie, w ten 
sposób chce bowiem wróż zachować swą 
sztukę w tajemnicy. Sztukę zamawiania dzie- 
dziczy dopiero przed zgonem czarownika 
ktoś z rodziny, syn czy córka. Spadkobierca 
musi mieć jednak pełną wiarę w moc zaże- 
gnywania. Aby jednak zamawianie osiągnęło 
skutek leczniczy, musi i chory wierzyć w nie 
w zupełności. Podczas zamawiania w oto- 
czeniu chorego musi panować bezwzględna 
cisza. Cudowna moc zamawiania polega nie- 
tylko na słowach, ale także na czynności 
magicznej, polegającej na składaniu rl!k, 
żegnaniu i pomazywaniu. Każda choroba 
ma inną formułę zażegnywania. Początkowo 
zamawiania i zaklęcia służyły tylko do le- 
czenia chorób, później jednak zaczęto je 
używać do szkodzenia ludziom i bydłu. Cho- 
robę z zaklęcia może usunąć tylko środek 
czarodziejski, a tym jest zamawianie, często 
pomaga też i modlitwa. Zażegnywacz wzy- 


103
		

/Image 0034_0001.djvu

			wa przeciw duchom nieczystym i demonom 
chorobowym pomocy Boskiej, Chrystusa, 
Najświętszej Panny i wszystkich Swiętych. 
Schemat zamawiania w ogólnych zarysach 
składa się z: 1. przedmowy, w której lito- 
ściwy Zbawiciel wysłuchuje skargi chorego, 
2. właciwego zamawiania, wyliczającego sie- 
dlisko każdej choroby, 3. zaklęcia, opisują- 
cego puste miejsce, dokąd choroba ma się 
wynieść i co ma się z nią stać, 4. zakończenie, 
wyrażaj
cego formułę uzdrowienia. Otacza- 


nie SIę czarownic nimbem tajemniczości i 
mistycznej wiary, bywa skuteczną podpoq 
ich wątpliwego leczenia. 
Lecznictwem ludowem zajmują.. się także 
niekiedy starsze kobiety i gospodynie, które 
świadome są leczniczych własności ziół. Nie 
uprawiają one lecznictwa zawodowo, radzą. 
tylko choremu z dobrego serca, bez wyna- 
grodzenia, byleby tylko przynieść choremu 
ulgę w cierpieniach, a wdzięczność z jego 
strony jest ich najlepszą zapłatą. 


Jan Szczepański. 


Pożegnanie Beskidu. 


Były dni pełne złotej radości jesieni 
'l1;ystukiwane eJ,robotem podkutych butów - 
- niosłem hale szerokie u nóg sprężystych 
- głębokie rzuty dolin błękitniały... 
ki oki wprost 'li) niebo 
buki jak ognie ofiarne płonęły 
...szczyt toczy wokół senny błękit - 
T oczyły się szczytów fale ściemniałe 
na leśnych uroczyskach smrekowy ciemniał cień 
- ścieżka powrotu zagubiła się w mchach i chojarach. 
Kładłem duszę wezbraną górami - szeroko 
pierś mi spalona; darł wiatr 
przełęcz - krąg spojrzeń dalekich ostatni 
doliny - doliny - 
dolinami wzwyż odpłynął las. 


104
		

/Image 0035_0001.djvu

			Wiktor Wawrzyczek, stud. chem. V. J. 
Kilka słów o źródłach mineralnych na 
Śląsku Cieszyńskim. 


W artykule tym Ole mam zamiaru oma- 
wiać źródeł mineralnych na Sląsku JUz 
znanych, lecz opiszę pokrótce te, których je- 
szcze dotychczas nie wykorzystano pod 
względem ich składu chemicznego. Dalej 
wypada mi zaznaczyć, że źródła, nad któ- 
remi badania chemiczne przeprowadziłem 
ub. roku, nie przedstawiają takiej wartości, 
jakiej powinneby odpowiadać ze stanowiska 
lekarskiego. Chemik, zbiorniki wód wystę- 
pujące w naturze, w których znajdzie cho- 
ciażby minimalne ilości soli rozpuszczonych, 
będzie uważał za źródła mineralne. Lekarz 
natomiast ciaśniejsze zakreśli granice; dla 
niego określenie "woda mineralna" jest 
równobrzmiące z określeniem woda leczni- 
cza. Takiemi też wodami chcę się pokrótce 
zająć. 
. Pod wyrazem wody mineralne będziemy 
rozumieli takie wody, w których rozpu- 
szczone są związki, zazwyczaj pochodzenia 
nieorganicznego, występujące w skorupie 
ziemskiej, lub też takie, których średnia tem- 
peratura jest wyższa od średniej temperatu- 
ry otoczenia. Znaj
c własności termiczne 
wód mineralnych, stwierdzamy, że okre- 
ślenie ostatnie dla wód mineralnych Sląska 
Cieszyńskiego odpada. Wobec tego zajmę 
się pokrótce badaniem ich chemicznego 
składu. 
Zaznaczyłem na początku, że źródła, któ- 
rych opisem mam się zająć, nie przedstawia- 
ją większego znaczenia dla lekarza, a zatem 
nie można narazie myśleć o tem, jakby na 
ziemiach tych założyć zdrojowiska. Dzieje 
się to nie dlatego, jakoby źródła te nie mia- 
ły składników, które są zdolne pewne 
choroby usunąć, lecz dlatego, że wielkość 
tych źródeł leży poniżej minimum przepisa- 
nej wartości. Że mimo to podjąłem się ich 
zbadania, to tylko dlatego, aby znalazło się 


"Omnia mutantur nihil interit". 


więcej miłośników przyrody naszej Ziemi 
Cieszyńskiej, którzy przy większym nakła- 
dzie energji badawczej mogliby odszukać 
bogatsze skarby naszej ziemi. 
Po tej krótkiej dygresji przenieśmy się 
teraz na ziemię Sląska Cieszyńskiego, aby tu 
wskazać mało dotychczas znane tajniki jej 
przyrody. 
Na północny zachód od Cieszyna w od- 
ległości około 8 km w wiosce Pogwizdo- 
wie, niedaleko kościoła, w dolinie małego 
potoku, znajdujemy źródło jodowe, które 
już tamtejszej ludności oddało znaczne 
usługi. Zródło to - jak przypuszczam - 
byłoby więcej użyteczne, gdyby zajęto się 
jego ochroną, gdyż w przeciwnym razie, 
błota jakie tam się znajdują, mogą wkrótce 
je zamaskować. Należałoby stwierdzić przez 
wiercenie, czy w głębi ziemi znajduje się 
silniejsza żyła jodonośna. 
W centrum Wielkich Kończyc, na grun- 
cie p. Czempiela, w malowniczem położeniu 
jest również źródło jodowe. Trudno twier- 
dzić, czy oprócz jodu mogą tu znajdować 
się jego towarzysze, potęgujące wartość 
leczniczą tej arterji. Wspomniane źródło 
położone jest na głębokości 208 m. Po raz 
pierwszy w r. 19] 2 F-ma Diesseldorf w 
związku z szukaniem dalszych pokładów 
węgla (w Małych Kończycach już dawniej 
odkryto węgiel) natrafiła podczas wiercenia 
na to źródło. Fontanna miała wysokość 
20 metrów, co świadczyć może o wielkim 
zapasie owej wody mineralnej. Łącznie z 
wodą na powierzchnię uchodził gaz błot- 
ny, czyli metan (CHd, jako pierwszy 
przedstawiciel węglowodanów nasyconych 
o ogólnym wzorze C n H 2n + 2, gdzie "n" 
jest dowolną całkowitą liczbą począwszy 
już od l (jeden). Zródło to czynne było do 
roku 1914. Jednakże spowodu obawy przed 


105
		

/Image 0036_0001.djvu

			nieprzyjacielem (był to okres, a raczeJ po- 
czątek wojny światowej), źródło to firma 
kazała zabezpieczyć, wtłaczając w iego otwór 
potężnc kliny drewniane, oblewając je nadto 
silną zaprawą cementową. O sile leczniczej 
tego źródła niech świadczy fakt, że kilku 
mieszkańców omawianej wioski pozbyło się 
reumatyzmu, używając owej kąpieli jodo- 
wej. Zaś krowy pijąc tę wodę - rzecz 
charakterystyczna spadły na wadze 
(straciły na ciężarze) przy równoczesnem 
zachowaniu zdrowia i wydajności mlecznej. 
Dalej trzeba zaznaczyć, że źródło to znajduje 
się w pobliżu linji kolejowej, która w listo- 
padzie ub. roku została otwarta na odcinku 
Cieszyn-Zebrzydowice. U rok tamtejszego 
krajobrazu w takich wypadkach też nie od- 
grywa pośledniej roli. 
Na północ od stacji Pruchnej, w wiosce 
Rychułdzie w niewielkim lasku, na łagod- 
nem wzgórzu, znajduje się źródło siarczane, 
jak to stwierdziłem zapomocą analizy. Za- 
pach tej wody wskazuje na obecność siarko- 
wodoru (H 2 S). Poza tem stwierdziłem 
obecność węglowodanów błotnych i to nie- 
tylko nasyconych, ale także i nienasyconych, 
a więc szeregu olefin o wzorze ogólnym 
C n H2n i szeregu acetylenowego o wzorze 
C n H2n - 2- Dalej obecność soli kuchennej, 
ślady potasu i mała ilość żelaza w postaci li- 
monitu, czyli wodorotlenku żelaza (2 Fe2 
0 3 3 H 2 0) zwanego także wodnianem żela- 
za. Nie jest jednak rzeczą wykluczoną, że o- 
mawiane źródło zawiera także inne formy 
utlenienia żelaza. 
Dziesięć minut od stacji Ustroń znajdu- 
jemy źródło żelazne. Wykryto je w r. 1884. 
Analiza tej wody wykonana w mojem labo- 
ratorjum wykazała co następuje: Ilość za- 
wiesin w l litrze wody wynosiła około 7 
miligramów, w której już metod,! wodanku 
potasowego czyli siarkocjanku potasowego 
(KCNS) znalazłem ślady żelaza trójwarto- 
ściowego, otrzymując w myśl reakcji 
Fe." + 3 KCNS = Fe (CNS)s + 3 K' 
czerwonawe zabarwienie od siarkocjanku 
żelazowego (Fe(CNS)s). Kropki oznaczają 
atomy pierwiastków np. atomy chloru, 0- 


106 


trzymując chlorek żelazowy (Fe CI 3 ), lub 
grupy atomów np. grupę hydroksylową 
(wodorotlenową) "OH" mając w tym wy- 
padku Fe (OH)s. Ilość osadu w 1 litrze zna- 
lazłem 0,9130 grama, w tem części organicz- 
nych 0,0007 grama. W osadzie wykryłem 
jony żelaza drogą analizy mokrej, zaś zapo- 
mocą analizy spektralnej (widmowej) znala- 
złem sód, potas i wapń, które to pierwiastki 
(w postaci soli) dają charakterystyczne wid- 
ma, mianowicie sód daje linję żółtą, potas 
fiołkową, a wapń ceglastą. Powyższe widma 
wywoływałem przy pomocy spektroskopu 
Bunsen-Kirchhoff a. 
Przy drodze wiodącej z Istebnej do Ko- 
niakowa na szczycie Beskidzie po lewej stro- 
nie drogi w lasku pod zgrzybiałym dębem 
sączy się źródło siarczane z dosyć znaczną za- 
wartością siarkowodoru. 
W Jaworzynce, 10 minut od szkoły znaj- 
duje się również źródło, którego woda od- 
dała już wielkie usługi tamtejszym mie- 
szkańcom, przypisującym jej działanie 
wzmagające apetyt. 
Podobne źródło znajdujemy w Wiśle, 
15 minut od skoczni, od strony Stożka. 
Analizy tej wody nie wykonałem, gdyż wy- 
cieczkę odbyłem bezpośrednio po burzy, 
przez co źródło mieściło silny odsetek wody 
deszczowej. 
Na koniec chciałem jeszcze podać kilka 
uwag w sprawie wykonywania analizy wody 
mineralnej. Badanie wody rozbija się na 3 
zasadnicze części. Pierwsza część, to strona 
bakterjologiczna, która przy użyciu mikro- 
skopu stwierdza obecność pewnych drobno- 
ustrojów (bakteryj) przedstawiających się 
w formie przecinków wydłużonych, drob- 
nych kuleczek, linji spiralnych etc. Inna 
cZęść zajmuje się badaniem ciał organicz- 
nych, wykrywająca między innemi węglo- 
wodory, jakoteż oznacza zawiesiny pocho- 
dzenia organicznego, przyczem należy wodę 
pozostawić celem wyklarowania na przeciąg 
48 godzin, zamiast ją filtrować, gdyż okazu- 
je się, że nawet dobre filtry powodują to, że 
ciał organicznych znajdujemy więcej, niż 
jest ich w rzeczywistości. W końcu trzecia
		

/Image 0037_0001.djvu

			część, t. zw. analiza ciał pochodzenia nie- 
organicznego bada, jakie składniki występu- 
ją w danej wodzie (analiza jakościowa), ja- 
ko też określa ich ilość oraz wzajemny 
stosunek (analiza ilościowa). W tym celu 
poddajemy odparowaniu 1-2 litrów wody 
na parownicę przy użyciu łaźni wodnej 
(Wasserband), poczem powstały osad roz- 
puszczamy w destylowanej wodzie (Aqua 
destiłata) lub w kwasach, najczęściej uży- 
wamy kwasu solnego (Salzsaure), kwasu 
azotowego (Salpetersaure) lub wody kró. 
lewskiej (K6nigswasser - Aqua regia), a 
następnie badamy przedewszystkiem na te 
sole pierwiastków, które odgrywają wybit. 


nleJszą rolę leczniczą od pozostałych, a wy- 
krywanie i oznaczenie ilościowe wykonywu. 
jemy według specjalnych metod, stosowanych 
w analizie jakościowej i ilościowej. Do ba- 
dania wód mineralnych (i innych) należy 
również badanie twardości wody, spowodo- 
wanej głównie obecnością węglanu wapnio- 
wego (CaCO g ), siarczanu lub węglanu ma- 
gnezowego, a więc Mg S04' 7H 2 0 i MgCO g , 
posługując się metodą np. Ciarka, w któ. 
rej z ilości użytego mianowanego roztworu 
mydła na wytworzenie piany nie znikajl!- 
cej w ciągu 5 minut oblicza się stopień 
twardości wody, przeliczając je albo na 
stopnie niemieckie lub francuskie. 


Adolf Fierla (Kolędy beskidzkie). 


Noc na Beskidzie. 


W cis'ze sie świat górski spajęczył, - 
slazła cisza na grónie po ramiónach przełęczy. 
Cisza gory omotała, cichusieńko, jak pająk, - - 
serca gróni w tej cisz) też pocichu dychają - - - 
I nic nima w tej ciszy, jyny cichość głęboko, 
i nic nima w tej ciszy, jyny Beskid wysoki. 
Jyny Beskid wysoki, cichą ciszą głoskany, 
a w tej ciszy jedliczki) w cichość gór zasłuchane - - - 


107
		

/Image 0038_0001.djvu

			Władysław Milata. 
Rzut oka na osadnictwo w Istebnej. 


Rozpoczęte przed kilku laty przez In- 
stytut Geograficzny U. J. badania geografi- 
czne nad osadnictwem wiejskiem i miej- 
skiem w Beskidach Zachodnich, oraz w przy- 
legających częściach województwa krakow- 
skiego i śląskiego, w niedalekiej już przy- 
szłości pozwol
 na korzystanie z zebranych 
materjałów. 
Między innemi zebrano i opracowano 
materjały dla całego Sląska Cieszyńskiego 
(Golyschny, KalIus, Milata, Pohl). Wszyst- 
kie te prace pozostaj
 narazie w rękopisach 
i w miarę możności będą ogłaszane dru- 
kiem. Już jednak samo to, że materjał zo- 
stał zebrany i opracowany, jest bardzo wa- 
żn:;< rzeczą, gdyż, jak nam wiadomo, stare 
osadnictwo Sląska Cieszyńskiego - dzięki 
wpływom zewnętrznym - ulega stałym 
przemianom. 
W poniższej pracy przedstawiono krótko 
osadnictwo Istebnej, jako jednej z najwięk- 
szych i naj starszych wiosek w Beskidach 
Sląskich, oraz dlatego, że stare osadnictwo 
tej wioski w niedługim już czasie zupełnie 
zaniknie wskutek wpływów zewnętrznych 
(letniskowych) . 
W opracowaniu tern pominięto histo- 
rję osadnictwa Istebnej, zwrócono zaś prze- 
dewszystkiem uwagę na te cechy osadnictwa, 
które SI! typowe dla całego obszaru kotliny 
istebniańskiej. 
Między głównem pasmem Beskidów 
Sląskich, na wschód od przełęczy Jabłon- 
kowskiej (Girowa-Ochodzita), a nasadą 
wybiegających z niego pasm poprzecznych 
Czantorji i Baraniej Góry, ciągnie się bar 
dzo wyraźne obniżenie terenu, "rodzaj ol- 
brzymiego rowu" (Hanslik, Sawicki), który 
biegnie od Jabłonkowa do Rajczy. W środo 
kowej części tego "rowu" śródbeskidzkiego, 
tworzącego w tem miejscu wyraźną kotlinę 
("kotlina istebniańska" - według Szajno. 
chy) , leżą wioski: w dorzeczu górnej Olzy 


108 


- Istebna, zaś na grzbiecie europejskiego 
działu wodnego (Ochodzita) i jego stokach 
- Koniaków, a w dorzeczu Czadeczki - 
Jaworzynka. 
Krajobraz kotliny istebniańskiej jest 
prawie wszędzie dojrzały, stoki są łagodne, 
miękkie, dna zaś szerokie. W urzeźbieniu 
tego obszaru widzimy znaczne różnice, za- 
chodzące między górami, otaczającemi ko- 
tlinę od północy, wschodu i południa, a 
częścią środkową kotliny. Patrząc na stoki 
gór, otaczających kotlinę, widzimy, że wzno- 
sZąc się łagodnie, tworzą one w wysokości 
540-560 m dosyć rozległe spłaszczenia sto. 
kowe. Wyżej przechodzą w strome stoki 
podgrzbietowe i zrównania grzbietowe. Gę- 
sta sieć potoków o znacznej długości, spły. 
wających z części podgrzbietowych, sprawia, 
że działalność erozyjna tychże jest bardzo 
silna, ich leje źródłowe, dzięki erozji wstecz- 
nej, wcinają się wgłąb grzbietów górskic
, 
obniżając je i wyginając falisto ku północy, 
wschodowi i południowi. W części środkó- 
wej kotliny, posiadającej charakter pagór- 
kowatej wyżyny, pozbawionej większych 
kompleksów lasów, wystawionej na dzia- 
łalność prom:eni słonecznych i opadów at- 
mosferycznych, widzimy formy bardziej za- 
okrąglone i kopulaste. Potoki, krótkie i 
rzadkie, płyną zygzakowato i wolniej, two- 
rZąc małe meandry, dzięki czemu ich dzu>. 
łalność niszcząca jest bardzo słaba. 
Srodek kotliny zajmuje wzniesienie Zło- 
ty Groń (71 O m), o stromych stokach i 
znacznem zrównaniu grzbietowem. Wznie- 
sienie to zawdzięcza swe powstanie erozji 
potoków: Glinianego, Olzy i Brzestowego, 
które otaczają go z. trzech stron, powodu- 
jąc swą niszczącą działalnością odosabnianie 
się tegoż od grzbietu wododzielnego, z któ- 
rym obecnie jest połączony. Bardzo cieka- 
wym jest kręty bieg rzeki Olzy, która w za- 
chodniej części kotliny przebija się do ni-
		

/Image 0039_0001.djvu

			żej położonej kotliny Jabłonkowskiej, two- 
rZąc kilka meandrów wciętych. 
W i e ś I s t e b n l! z punktu widzenia 
osadniczego podzielono na dwie części 
północną i południową. 
Północna cZęść wsi (Zaolzie), 
leżąca na południowych stokach Karolówki, 
Stecówki, Beskidku, Kiczor i Młodej Góry, 
a sięgająca po rzekę Olzę, ma osady rozrzu- 
cone pojedyńczo, albo też skupione w mniej- 
szych lub większych przysiółkach. Powyższe 
osady tworzą jeden wielki pas osad, prze- 
rywany lasem, od Młodej Góry na zacho- 
dzie po Karolówkę na wschodzie. Osady te 
w większości są formą starego osadnictwa 
sezonowego, zamienionego na stałe. 
O s a d y c z ę Ś c i P o ł u d n i o w e j, 
po lewej stronie Olzy, położone są na połu- 
dniowych stokach Złotego Gronia w dwu 
skupieniach i kilku mniejszych przysiół- 
kach, leżących na grzbiecie i stokach działu 
wodnego, tworz
 drugi pas osad, biegnący 
od Jasnowic (na zachodzie) po potok Roz- 
tokę (na wschodzie). 
Dwa skupienia zagród: a) pod kościo- 
łem katolickim, b) od kościoła katolickiego 
po kościół ewangelicki, tworzące zarazem 
główny trzon wsi, położone są na połud- 
niowych stokach Złotego Gronia. 
Trzecie skupienie to - Jasnowice, wysu- 
nięte na południowy-zachód, a leżące na 
stokach wzniesienia o wysokości 585 m i 
nad potokiem Olecką. 
M o r f o log i c z n e p o ł o ż e n i e z a- 
g ród. Stwierdzenie położenia morfologicz- 
nego zagród jest rzeczą podstawową w ba- 
daniach geograficznych nad osadnictwem. 
Z niem bowiem łączy się szereg form mor- 
fologicznych, wpływających na gospodarkę 
rolną, a pośrednio i na osadnictwo. 
Dla kotliny istebniańskiej wyróżniono 
następujące typy położenia: a) dno doliny, 
b) stoki południowe, c) stoki północne, d) 
zaklęśnięcia stoku, e) przełęcz, f) grzbiet. 
. W Istebnej położenie morfologiczne 
zagród wygląda następuj
co; 


CZęść północna wsi: 


Położenie 


llo
ć zagród 


dno doliny 
stoki południowe 
stoki północne 
zaklę
nięcia stoku 
przełęcz 
grzbiet 


25 
129 
7 
3 
33 


Część południowa wsi: 


Położenie 


no
ć zagród 


dno doliny 
stoki południowe 
stoki północne 
zaklę
nięcia stoku 
przełęcz 
grzbiet 


15 
239 
19 
6 
14 


Zagrody położone na dnie doliny zlo- 
kalizowane są na stożkach napływowych po- 
toków, na terasach i w rozszerzeniach dolin- 
nych. Położone na stokach (spłaszczenia 
stokowe), leżą w środku między szczytem 
a potokiem (bliżej tego ostatniego). Z po- 
wyższego zestawienia cyfrowego widzimy 
znaczne różnice,. jakie zachodzą między po- 
łożeniem morfologicznem zagród w części 
północnej wsi i południowej, oraz jak bar- 
dzo upośledzone są inne typy położenia, a 
przedewszystkiem dno doliny i stoki pół- 
nocne, na korzyść położenia stokowego po 
łudniowego (stoki południowe - 368 za. 
gród na ogólną liczbę 490 zagród). Stoi to 
w związku z wybitniejszem usłonecznie- 
niem stoków południowych. Np. dno dolI- 
ny Olzy nie mogło sprzyjać rozwojowi 
osadnictwa, osłonięte częściowo przez Zło. 
ty Groń od południa. To samo możemy po- 
wiedzieć w stosunku do stromych brzegów 
Olzy w partji przełomowej, gdzie osadnic- 
two rozwinęło się tylko w rozszerzeniu do- 
lin nem (Suszkowie, Szymczowie). 
Możemy więc twierdzić. że decrdujl!- 
cemi czynnikami przy wyborze miejsca pod 
budowę zagród były: a) usłonecznienie sto- 
ków, b) bliskość wody, c) możność zwoże- 


109
		

/Image 0040_0001.djvu

			nia plonów wdół do stodół. W części zaś 
północnej wsi wielki wpływ na osadnictwo 
wywarły stosunki własnościowe. 
O s a d n i c t w o a w o d a. Na obsza- 
rze Istebnej dzięki obfitym opadom, wielkim 
kompleksom las6w (część północna wsi), 
które są czynnikiem regulującym wilgoć, 
wody jest wszędzie poddostatkiem. 
Zebrany bardzo skl!PY materjał wyka, 
zuje, że oprócz studni zaopatrzonych w żerd- 
kę (studnie na klukę), których głębokość 
waha się między 3, 5 a 9 m, zagrody zao- 
patrujl! się w wodę ze źródeł i potok6w, 
zaś w głównym trzonie wsi częściowo z wo- 
docil!gów. 
Tam, gdzie osadnictwo jest rozproszo- 
ne, prawie przy kaZdej zagrodzie jest stu- 
dnia, czy też źródło. Osady skupione ko. 
rzystają z jednego źródła (żłobu), studni. 
albo też wodociągu, który rozprowadza wo- 
dę po domach (plac "Burowie"). Jak już 
wyżej wspomniano, w głównym trzonie wsi 
zagrody zaopatrują się w wodę, sprowadza- 
ną ze Złotego Gronia rurocil!gami, z któ- 
rych korzysta 45 gospodarzy (poza szkołą, 
plebanjl! i t. d., gdzie są osobne rurociągi). 
Zmierzone odległości zagród od wody 
wykazujl!, że w odległości 10 fi od wody 
jest 48 % zagród, od 20 do 50 m - 38 %, 
od 50 m do 80 m-lO %, ponad 80 m - 
4 % zagr6d. 
. Z tego widać, że wszystkie osady (za- 
grody) mają wodę w niewielkiej odległo- 
ści. Możemy więc twierdzić, że związek osad- 
nictwa z wodl! na obszarze Istebnej jest do- 
datni, a przejawia się w ogólnej bliskości 
studni czy źródła i w dążeniu do uzyskania 
v:łasnego źródła, studni, czy nawet wodo- 
CIągu. 
O r j e n t a c j a Z a g ród. Wielki 
wpływ na położenie morfologiczne zagród 
i zorjentowanie lica domu wywiera insolacja 
i inne czynniki klimatyczne (wiatry). Zo- 
rjentowanie lica domu na południe przeja- 
wia się w dążeniu do jak największej ilo- 
ści światła (słońca). 
Tabele orjentacji zagród: 


110 


Czę
ć północna wsi: 


Część południowa wsi: 


Orjenlacja I IIo
t Zilgrfid 
S 101 
SW 35 
SE 34 
E 15 
EN 2 
N 3 
W 6 I 
I NW l 


Orjentacja I Unśt zagrid 
S 193 
SW 19 
SE 24 
E 29 
EN 5 
N 4 
W 18 
NW 1 


Z powyższego zestawienia widzimy prze- 
wagę przedewszystkiem południowego (294 
zagród), południowo-wschodniego (58 za- 
gród) i południowo-zachodniego (54 za- 
gród) zorjentowania lica domu. 
Orjentacja lica domu na SW, SE wywo- 
łaną jest stosunkami morfologicznemi 
położeniem zagród na nierównym stoku. 
Znaczne odchylenia od orjentacji południo- 
wej wykazuj l! zagrody, położone w rozsze- 
rzeniach dolinnych, osłonięte wzniesieniem, 
albo też domami (w skupieniach). Zagrody. 
położone na stokach o wystawieniu północ- 
nem, zwrócone są swemi licami ku połud: 
niowi, względnie ku południowemu-wscho- 
dowi. 
Materjały budowlane i typy 
z a g ród. Zasadniczym materjałem budo- 
wlanym w Istebnej jest drzewo (zaledwie 
17 domów murowanych*). Zagrody buduje 
się z drzewa świerkowego, którego dostar- 
czają lasy (miejscowa mała cegielnia nie ma 
znaczenia). Zagrody o konstrukcji zrębo- 
wej, budowane SI! z belek, których jest 6-8 
widocznych, w nowszych domach nawet 
9-11, zależnie od ich grubości, trzy górne 
zaś stanowią połączenie całości. 
Wyprawa ścian (bielenie, tynkowanie) 
w zagrodach drewnianych na obszarze Iste- 
bnej nie występuje (1 dom tynkowany, 1 
szpary bielone), niektóre tylko chaty mają 
zastosowaną ochronę ścian północnych, za- 
chodnich i wschodnich przez obicie kor
 
drzewną, gontem lub szalowanie z desek. 


*) Wszystkie dane cyfrowe odnoszą się do 
$tanu z roku 19JI.
		

/Image 0041_0001.djvu

			Dla omawianego obszaru wyrozlllono 
pięć typów k s z t a ł t u f u n d a m e n t u: 
a) frontowy - pod ścianą, podłużną, b) 
szczytowy - pod ścianą, poprzeczną, c) pła. 
ski - o jednakowej wysokości pod wszyst- 
kiemi ścianami, d) różny - podpierający 
specjalnie jeden róg, e) boczny - biegną,cy 
skośnie pod ścianą poprzeczną,. Typy te 
wyrażaj l! się cyfrowo: 
a) - 249 zagród, 
b) - 77 
c) - 11 
d) - 102 " 
e) - 51 " 
Dane powyższe w zupełności potwier. 
dzają zasadę zorjentowania lica domu na 
południe (typ frontowy przeważa - 249 
zagród). Wysokości fundamentów naj- 
częściej sięgają od l m do 1.50 m. W skraj- 
nych jednak wypadkach, w których dają, pod 
zagrodami wysokie partery, CZy nawet pię- 
tra, dochodzą pod ścianami podłużną" czy 
poprzeczną od 2 m do 3 m wysokości. Fun. 
dament powyższego typu bardzo cZęsto spo, 
tykamy w głównym trzonie wsi, gdzie w od- 
powiedni sposób jest wykorzystany przez gó- 
rali, którzy zamieniają go na mieszkania, 
sklepy, najczęściej jednak na stajnie, chle. 
wy, wozownie. 
Materjałem budowlanym, z jakiego bu- 
dują się fundamenty, jest piaskowiec iste- 
bniański, rzadziej godulski. Głównym ma- 
terjałem p o kry c i a d a c h ó w jest drze- 
wo, a mianowicie gonty (słoma nie wystę- 
puje), wypierane zwolna przez inne mate- 
rjały, jak: p:tpa, dachówka, eternit, blacha. 
Na 490 zagród w roku 1931 wypadało: 
I zagród krytych 
gonlem 1 gonl+papa 1 papa eternit I dach
wka I hlacha 
13561 24 I 87 16 1 6 I 


Znaczne różnice w pokryciu dachów ob- 
serwujemy, porównując część północną, wsi 
z częścią, południową. W części północnej 
wsi, o charakterze przysiółkowym, spotyka. 
my zaledwie 20 domów krytych papą" 4 


eternitem, l dachówką, l blachą. 
W części południowej, o charakterze 
skupionym, ilość domów krytych papą wzra- 
sta do liczby 66, eternitem 12, dachówką 5 
domów. 
Możemy więc twierdzić, że mimo zna- 
cznego rozprzestrzenienia poszczególnych 


r 
i 


r 



 
fit:- :

 

j:rf i :
.. ': . . . 
". ," } " .
,. ' 
"'
itt':" 
",:'-


:1t,.. 'i 

;;.. 
....; 
 

,.. 'f"., ,
\ ..I ,'" 
... 
..: 
<::
, , 
-- -'. . \ 
. ..
" " 
. ;t
: .. ,-.

 .::- .,i: . 
' 
.---.. 


.. 
. 
r 
* 

", 
;; 


" 
i\;:,ł . 


.. 
;
'..,n 


"if'"!') 
,. "'G-'t .', '" 
.. 
.
. 
;;-1!
::

' ,I'} 

... 
 ... 
,;' {
f.
.i
W 


Fundament słupowy, podpierający jeden róg. 


materjałów pokrycia dachów, papa, dachów- 
ka, eternit trzymają się raczej szlaków ko.. 
munikacyjnych stokowych i t. d., oraz głów- 
nych skupień osad, że zaś spotykamy je 
rozrzucone po całym obszarze, to można to 
tłumaczyć wpływami kulturalnemi i warun- 
kami materjalnemi górali. 
B u d y n k i g o s p o d a r s k i e. Głów- 
nym materjałem budowlanym jest tu drze- 
wo, chociaż spotykamy i inne materjały, 
jak: kamień polny (13 budynków), cegła (3 
budynki), beton (1 budynek). 
Stodoły, szopy i wozownie mają kon- 
strukcję słupową i ściany z desek; stajnie 
zaś i chlewy konstrukcję zrębową,. Dachy 
są kryte bardzo jednolicie, bo w 78 % prze. 
waża gont, następnie papa 15 %, gont + 
papa 5 %, inne materjały pokrycia dachów 
wykazują tylko 2 % (budynki nowsze). 
Orjentacja budynków gospodarskich jest 
różna, zależy przedewszystkiem od zorjen- 


111
		

/Image 0042_0001.djvu

			towania budynku mieszkalnego (dojście do 
chlewa, stajni), następnie od warunków 
atmosferycznych - osłona budynków mie- 
szkalnych przed wiatrami szkodliwemi i od 
położenia morfologicznego osiedla. Funda- 
menty są, zbudowane z kamienia polnego 
(piaskowiec istebniański), a kształt funda, 
mentu zależny jest od położenia morfolo- 
gicznego budynku gospodarskiego. 
C h a t a w I s t e b n e j należy do typu 
dwuizbowego, chaty jednoizbowe należą, do 
rzadszych. Załączona tabela orjentuje o ty, 
pach zagród spotykanych na omawianym 
obszarze: 


A . El E. EiJIi!! Fot.Z. 
B , rn (i!I
 
C Em F: aJ ł-
tO-./"ia.. 
D. rn! 00 .., II/not" ,.,."to.<#o 
G. ffij..dob,;d.;........ 
.L/o. lct...."__ 
H '
ff] 
 I' Rożne 
O' izba ...ne,; łi!!I.5toj"ł-Q.I8].s{odota. 


Cyfrowa rzecz powyższa przedstawia SIę 
następująco : 
A - 30 zagród, 
B, C 15 zagród, 
D, E i H - 297 zagród, 
F - 71 zagród, 
G - 63 zagród, 
I - 14 zagród. 
Według spotykanych typów możemy 
ustalić cykl rozwojowy zagród, zależnie od 
potrzeb gospodarczych i warunków mate- 
rjalnych górali. 
Typ A (30 zagród), naj skromniej szy, 
spotyka się zazwyczaj u bezrobotnych. 
Typ B i C (15 zagród), jeden z naj- 
starszych, przynależy chałupnikom, posiada- 
jącym najmniej roli, przyczem sień jest za. 
zwyczaj klepiskiem. 
Typy D, E, H (297 zagród), naj liczniej- 
sze, rozrzucone po całym obszarze, wystę- 
pują, przeważnie u zamożnych gospodarzy. 


112 


Typ F (71 zagród), odpowiadający po. 
łożeniu zagrody na stromym stoku, spoty- 
kamy najczęściej w głównym trzonie wsi, 
przynależy przeważnie zamożniejszym go- 
spodarzom, Jako typ nowy należy uważać 
typ G (1l3 zagrody), spotykany obecnie co- 
raz częściej, a tern samem zniekształcający 


. - 
"; 


., 


,," 
.A 
if!I " 


.-/ 


, . . 
I ł ł
\..... 
I 11, 
t, , 
 I t::: 


". :,
\, 
; .

 . . , . - .111\ . 
:;i,fNii"'
 !
,:. . - - 
II rl J " . ..
\ 
.J
 _ 


\ .,
... "'4i 


Gł6wny trzon wsi. Dobud6wka dla letnik6w. 


dawne budownictwo i szpeqcy krajobraz 
osadniczy. Wspomnianą przybudówkę (dla 
letników) buduje się albo nad izbami mie- 
szkalnemi, albo z boku domu, a stoi to 
w związku z coraz liczniejszem nawiedza- 
mem tych stron przez letników. Poza tem 
spotykamy cały szereg innych typów, które 
jednak w zarysach nie odbiegają od ogólnie 
spotykanego w Istebnej typu zagrody. 
U wag i koń c o w e. Poza zagrodami 
związanemi z gospodarką, rolną" zaznacza 
się w krajobrazie osadniczym wsi znaczna 
ilość domów niezwią,zanych z gospodarką" 
które jednak wybijają, się w tym krajobrazie 
I,a pierwszy plan. 
Należą, tu: kościoły (2), plebanja (1), 
szkoły (4), wile dla letników, gajówki (5),
		

/Image 0043_0001.djvu

			OSADNICTVO J5TEBN£J. 

,
 ,.-


 
 
/
 f. ł-Q.
 ł"-ł' 
i"" .,._ -
 H"balo".fo. ;. 4 
 i40 
lLr r--- '- - 
 N -----, "1
 -. 

 i 
 
r: 

t:: F'" 
 \ ( 
B
G
 


 

'

 
 
./ f",," "
\ - )
V \) 
 ____..../ 
 SA . j r V;; '-----. 


.. ,'" n /\ --: ,,;;;; 0-.J. 
 y"U" 
}-- ,
_ 

:::::::./ 
 \ 
 
 
 
.,.....1
 ";=--:"'j) ( f.'./i -X 

 ::ł Jl 4 ,. ---'..J X[:/
 - f. A ( 
. 

.... 
 
 
 f;X;:
:::::- 
,) 
 J J
 '-- 
 
 ,:\
;=r- ---- 
 r\ '--- "" / l/d f(
 
Ktc

':t-.. ".(J /; 1l; 
 
 «; 
 
 
 y , (.,,
 "-- < h! / o
 <;J
 :: 'v I) 0- \ J. 1/ 
 
,\ 
. 
 k 
 \" --- 
 
 ) t} 
:---/I '(,
..... '(' '-- 1/ 
'\ /, 

\.. "( 
. 
 


 [) I)L_
 
 : 
\ *- 
" f\ W .;:;-:J ,"-' '\''-''/ \ -<:: 
. 
 "' D /? Ol !dJ, kCY0..V;) J 
 
,-/ l\Jj I'- ) I) d 
, ;: -Ł 
tj. 
 v) (, __ I c:::....' .
 (I 1/, '4;" I"I
 
: 

 l 
 (\"\ ,--...-J l\\ \\TC - -/ 
 - '-:J: 
 
 ,," Y\r
../ 
'\ 

; 
IL
E? 
 1

7.
\ L \ c




 l
r 
 i


\

 -,?r


 D .-

 
 

 
: '-" 
 vg, __I-J"\ \ 



 '"'- 
 
 ,,({


. ').) 
 K (,\i"
 ,
-; \l1 \ \ 
 
. / 4 Kr0:.
 
 v\\ 
'h
 :.. "::' .)"Iu--w 

 " 5&9 _ ,,
v 1

r:-:.,....1 J 
 1- 
. 
 '-

 
 1\\ A".
'(\" I 

 

\'\l

Y 
 '. ':J rr3J 
I' Ił fłl:
r- 
 . 
. ..
 
t
 A \ () l
 
 lM

:::
j.! '

""
 \ 
(\l\{D'\"
 
,
 " ;'d

\
VI 
 
 

 1/1 /' ?(+ 
 J)
 

 \ \ \ . \ \ \ '\ \".\ '\ q 
, lill.L_. j )<\.' .'-.: ___ '----
"_ \ \ \ 
 \ ) *' ) : ,\ ... / 


 / \...:..""-:/ '/ ,"-=- \ r--:---: 
..', \). I) (:.A 
SY3 ... .. {I 

,'( 

 


 ///
 -" ,)l\ 
s,? (

 (5 l '\ 
G'.. I' 'II)

I\

 
( *C1. 
I /1/ / I
J( \\ 
 J, L: 

"\.. " I ,," 
 '::'" '
\(n] 
\. '/1.- '-- 1--'--, V / v- ____ v . I) · " .. () , " ....... 
r") 
 '/!(" '-J 'ł" 
; 1/(:-:- /
 '-' \ :)1 
 ...,
;" n", ", 
 

 .', n. '
;:\ '--- 'tY if.:-'/ / 
 
) S13 
" l 
 
 lP',," . 
 I, 

 : 
j\
..- 11(/ 1 / ,--<
::/",,:,,
 1(1"" l -
 -- 
.. 
'1;t::t 
 

 :' ;);--:t: LJ?;:::
] 



 
 "'
e- y 
J LA ) (
I1 I 
 
 H .' 

 J \\ 1\ R{J;:::;; 
) l\
 "/ 
 ,,\ 'I I ) it;\;1 :1 drt--łx' f J 7 . 
 
\ j, \.
;::-
 _1-/ /J :::
 D/
' I

 'I l' ,) ( ,:/" -' 
\ _ J ,\\ V 
:.;:.. :;...- !o'..\ r----z;;....--
.. I" ::..JY "
." 
iZ' 
. 
 . - .:. ......
I:v."
 

.."
. ......... 
'-' Ul, l - ł-----'<. "\I. :::::r-- " ,I I 11 1 l"'" . ..... --- '" 

 
 \ Y :::----> '\ 
\q m 'ć' .-'--- <1 1\ 
" 

 '. ,
 

'\ Itj l2 '\ 

:,: 

.rft ,. ',-
 Ił " ,," I 
"'"
/:.-
---- Ą 
>l;- 
'-
 I -/ 
 

 )\
........... 

 9 ---:::J-ł 
if ';;V..... 
 v. "" J 
- - .
 
J:{/Y'ORZYA/jfA
		

/Image 0044_0001.djvu

			V/Sł.A 



 


(\ 
;/

 

x",,



 
'
 ;-1\t:3l)j.: 
}
 \ 





. 

 \ 
\
(

=t \
 
; : 

'--V
( 'j:J ] (k 


 
 " :::::::
 '(( . .
 
 ., =A-lo/.elr 
, 'I "

 ( <- \:::.. -...; 


\II\" '\" 
 ---...
 L 
" """;,
 ------ , \ 
 , 

 
" 
i 
I) \. Y'
'I
!;;:. _,,{:/9' 

 :<:.

 .:, .l, 
<

 . 
'fa.t,.,Yo l"j --łł' -

V:; Z 
 -(-
----
 
 -...-
 ,. 

 ki, r'( '- u
 ? 
::

::;

z-t

"A
L 
,( ,," '" p
 \ '1 ;:

£ 
 
 
>VT ;:
:::;: _ 



:" 
...?
 K 
 
'\ ' ,.
' ,. ,
 ::;: Jj ''-'- AC>"t'ł, \ ,. c \A '==» 

661 ('--"'-

 fi/UL' 'fi . 
 . 
 ,"') I:l j'< 7< 7 C
 c7I J/( " ::J
;-; oJ P 
<;: " '- '-___ ," 'śV
r" i, "" 
 L 
'i." JI ';;6' 

,




-



7d:
 '1
 '

:
t

,
1



%: 
--- f L
- "",H[S ;:;;:
(I)\V- 1 r-- :i
 i(ic -:X
<
1 

 / ( .. 
 ot
"i.- >1::; - 


/!-f 'W;l
":;' 
 <::C::'" 
(> '-ł.p;;: -r 

v 
 
 ( '" '1 j( "" :---- {\ 
· 
.....(" .. 'r7" 'Y '\ '>t.P '(,'!:j 
 
 <: 
 
" 
,,, 
...J.(.'- ..N ' .,.. 
/ 

" 'hl.' V 

 N 

 c;;:..""" 1/ ( ....-:: r----. .-' 
J...."'1 
Y;1>- · K'\ X /' c-- (I F" J;( r V 'II L " t 
\ . 
 f,- ) /' 
 ;/.. "--,(}
 ____ 1'0)£ i.Y'1' - 
 
11.'11,11 ,t ..11:<, _ ---- 
,. ". . I --..- _. -
 
 
" ... Q 
. ' '
.
'-, "


 \. 
... ._._0 I · 11\ II 11'-'; 0_. 
 .. P 

l r ił II..... '. 
"'._ 'I II" 
 ._
...ł>P LEGENDA 
.-)'/'
.... 'l""c · /' 

.
 
 . , z
da dre,;:niana, zn:h. ,pont - 
Co paPQ.. 

 

" . ,A, Q. '" d.lJm muro..rany, frryt!} eternitem. 
........-;
... 
. --, I;] . .. .. .. d(uhowlóą;. 
QI . .. .. .. PCl.fe'+ . 
:7 '-f I ,
 '- -----...;:: . . wila dł"elJniiJ.na. (kr!lta. e- ernitem 
J T .....7 ,. 'Y,kCl. . ""'-"" Q .. .. .. pante#?? 

 .. .. .. pa.po,,- 



 Q"'L.Co_ . lu'niczovlra.. pCJ-jo'w-Ńa dre",."j(U',a. /tr!lto.- .fonte 
¥L. . .. _ .. .. eterni 
"i;(NOL. . "D-:dłe.i"ic
wo, mvr. da.chóv/ra.. 
. 


H4
DlcI..,lttZ. 


&4-hCZ",./ra. 



 
:>- 

 
m 
\.A 
N 

 
- 
;::. 


m. 
lem. 



 wda. ",.,rowa"a. kryle. bla.cho.. . 
O j(arcz;na. dre..r';ia.na. A-,.yrtL 'pDnł"un. 

 .. .. .. papą, . 

 .... ct-a.cho'w-/(a.. 
O Mn? ł71t/rowa.n!l. Irryty .F0nteW1. .. 
rf . ta,.ta.Ń I.rodn.y. 
(rir p,' .. pa.ł--OV-"" . 

. 
...:.._,_ 
tlcrl
lra.., tą/u.... 
- -..-..-..-' dropI. . 
tt:::tT II/U. .f,.c.n.cQ. lo.
t.I. Io..
 . 
/f"e.$lco..przl oS "...tV,.ZIł e/0W7f/ Oz,.aL7f4 o,. ",,/b.c' . 
I'fllQta. /ll'ta.c{y.$/"a.4f;
		

/Image 0045_0001.djvu

			leśniczówki (4), karczmy (5), domy dające 
pomieszczenie poczcie, sklepom (5), tartaki 
(3). Kościoły (katolicki), plebanja, szkoły, 
poczta, położone centralnie względem wsi 
(parafji), blisko szlaku komunikacyjnego, 
tworzą, centrum, w którem skupia się ży- 
cie wsi. 
Gajówki, leśniczówki, nadleśnictwo, jako 
domy państwowe, wyglą,dają, na zamożniej- 
sze i są rozrZucone po całym obszarze. 
Tartaki, z tego dwa wodne, jeden paro- 
wy (nieczynny), położone są, nad Olzą. i 
mają, obecnie tylko lokalne znaczenie. 
Wile dla letników (pensjonat, sanato. 
rjum, budynki P. W. K.) i karczmy trzy- 
mają się raczej szlaków komunikacyjnych 
i skupień osad. 
O s a d n i c t w o l e t n i s k o w e, wpra- 
wdzie jeszcze w zarodku, zaczyna się roz- 
budowywać w północnej części wsi (Zaol- 
zie) - o wystawieniu południowem, z wiel- 
kiemi spłaszczeniami stokowemi, obfitością 
wody i pokrytej wielkiemi lasami. Ta cZęść 
wsi' zupełnie się do tego celu nadaje. Część 
południowa wsi Istebnej, a środkowa kotli- 
ny. istebniańskiej, pozbawiona lasów, a wy- 
stawiona na silne działanie promieni słonecz- 
nych i opadów atmosferycznych, nie na. 
daje się do rozbudowy osadnictwa letnisko- 
wego. Część południowa kotliny, dorzecze 
rzeczki Czadeczki, pokryta lasami, o wysta- 
wieniu południowem, a poza tem pod 
wpływem ciepłych wiatrów południowych, 
może być w przyszłości zabudowana san:!- 
torjami dla chorych piersiowo. 


Jak już na począ,tku wspomniano, głów- 
ny trzon wsi na południowych stokach Zło. 
tego Gronia, zagrody pod kościołem kato- 
lickim, Jasnowice - tworzą kilka grup 
osadnictwa zwartego, skupionego. Główny 
trzon wsi kształtem swym przypomina 
kształt łańcuchówki stokowej, który dzięki 
wzrostowi zaludnienia i ilości zagród jest 
obecnie bardzo zatarty. 
Reszta wsi ma charakter bardziej przy- 
siółkowy. 
Rozproszenie osadnictwa 
wystąpiło bardzo wyraźnie w północnej czę. 
ści wsi, a przedewszystkiem w dolinie Ol- 
zy, następnie na stokach Ochodzitej, w po- 
łudniowo-wschodniej części wsi - w for-- 
mie małych przysiółków (Bąbolówka, Brze. 
stowy, Kościanowice), oraz na grzbiecie 
działu wodnego (Matyska, do Wencla) i 
w połudn.-zach. części wsi między Jasno. 
wicami <'ł potokiem Glinianym - w formit; 
pojedyńczych zagród. Osadnictwo rozpro- 
szone powstałe przeważnie po wyrębiskach, 
wypaleniskach, na dawnych pastwiskach 
(sałaszach), jest młodsze i jest wynikiem 
późniejszej parcelacji obszarów serwituto. 
wych. 
Naogół w osadnictwie rozproszonem 
daje się zauważyć tendencja do skupieni" 
przez przybytek ludności, zagród i ruch le- 
tniskowy. 
Wielkie znaczenie dla rozwoju osadnic- 
twa i jego współczesnych przemian ma obec- 
na sieć komunikacyjna, dzięki której wkra 
cza w ten obszar urbanizacja. 


113
		

/Image 0046_0001.djvu

			Kornel Filipowicz. 


Fragmenty prozy mieszczańskiej. 
Śmierć Sakaluka. 


MOTTO: 
Zołędzie padają z nieba, 
Sadzę krótkie żołędzie w dolinie, 
Sadzę długie żołędzie w dolinie, 
Sadzę s3dzę żołędzie czarnego dębu. 
(PieŚń dzikiego szczepu Nishinamów 
w Ameryce półn.) 
Była znów wiosna. Wysoko, na jeszcze 
dość bladem niebie stadko gołębi wyczy- 
niało sprawnie jak eskadra samolotów naj- 
dziwniejsze ewolucje. Zupdnie jak garść 
srebrnych monet podrzucona w górę. Raz 
były, raz ich nie było. Powietrze - wpraw- 
dzie pogoda jest piękna, było mdłe i zdra- 
dliwe, jak mówił aptekarz Ruszczyński. Mi- 
mo to dużo już ludzi chodziło bez palt. 
Szczególniej w niedzielę do kościoła, jak się 
ponaschodzili. Sliczne krawatki opalizujące 
pod światło, w kieszeniach pstre chustki. 
Spodnie zaginały im się zabójczo na bardzo 
żółtych butach. Otóż te gołębie zleciały pro- 
sto na dach domu Jurka... Jurek stał, mru- 
żąc oczy. Usiadły trochę wystraszone na 
szczycie, poprawiały się chwilę, potem opa- 
dły łukami na podwórze. Jcst godzina półdo 
drugiej, za pół godziny pójdzie Jurek do 
swoich obowiązków. Między wysokie rzędy 
radjonu, trójkątnych paczek ze świecami 
i pęków szczotek dyndających u sufitu, któ- 
re trzeba zdejmywać drążkiem za każdym 
razem i wieszać znów, ilekroć grube gaździny 
mówią: Ni tako, ryżowo, ta mo drzewo pę- 
knięte. Trzeba wygniatać brzuch przez ladę 
i wprawnie próbować palcami sierść. Z po- 
czątku to wszystko bardzo podobało się Jur- 
kowi. Szczególnie zapach tych stert towa- 
rów, których było dużo z każdego gatunku. 
Teraz jakże mu to wszystko stało się wstręt- 
ne. Od kiedy zauważył, że i soda do gotowa- 
nia, ta przyjemna, trzeszczą,ca w palcach 
substancja, ma też duszny zapach cynamonu. 
Och, jakby chciał się zamienić z Józkiem 


114 


z drogerji. Tam S:J: dopiero cuda. I ten 
zapach. 


A choćby to, że można zawsze sobie brać 
wywoływacz, a w niedzielę paraduje się 
z aparatem fotograficznym, który trzyma 
się tą pięknicjszą stroną, nazewnątrz. Józek 
puszy się i nadskakuje dwom panienkom 
(jedna od fryzjera z Dolnej, druga szwacz- 
ka). One kręcą. zadkami w obcisłych spód- 
niczkach, są upudrowane dobrym różowym 
pudrem i zdaleka zanoszą, odurzająco jaśmi- 
nem. Józek ma w klapie na fioletowym 
sznureczku buciczek zakopiański i ciupażkę. 
Takie małe. Pamiątka wprawdzie nie z Za- 
kopanego, ale zawsze. Zamyślił się powa- 
żnie nad tym bucikiem i ciupażką. Uważa 
je Za wyraz skończonej dystynkcji. Wptaw- 
dzie synowie poczmistrza są z uniwersytetu 
i nie noszą takich drobiazgów, ale to tacy . 
inni ludzie. Popatrzył miłośnie na kręcą,ce 
się po podwórzu gołębie i skoczył strome. 
mi schodami na górę po marynarkę. Po- 
klepał po drodze mokre płachty, które mat- 
ka powywieszała na balkonie. Miały dobry 
zapach alborilu i łopotały ciężko jak żagle 
tajemniczego okrętu. \X'ciągał marynarkę 
wśród uwag matki: Co, ty się tak pocisz, ca.. 
ły kabot pod pachami bydzie mioł od tego 
poski... Już mo. Siostra ubierała się do biu- 
ra. Zawsze ma taką brudną bieliznę pod 
spodem. Wpadł jeszcze po coś do drugiego 
pokoju. Tu było chłodno, trzeba było za. 
mykać szczelnie drzwi, bo od pary złaził 
lakier z szaf. Nad łóżkami wisi jasny Chry- 
stus w zbożu, a niżej okrą.gła twarzyczka Pa- 
na Jezusa umęczonego z napisem: "Bleib mit 
uns, den es wird bald Abend". Ten pokój 
był dziwnym przybytkiem. Nawet ojciec, 
jeśli grał kiedy w karty z Wach lem i z szew- 
cem (przeważnie w niedzielę po południu), 
to tylko w kuchni. Wprawdzie tam gorąco,
		

/Image 0047_0001.djvu

			ale zdejmuje się bluzki i wiesza poza sobą 
na krześle. Jurek lata parę razy po piwo. 
\X' lccic gra się na łące na rozłożonym kocu. 
Chłopcy chwalą się wtedy łażeniem po drze- 
wach i wogóle szaleją jak opętani. Najmłod- 
sze pociechy pełzają koło ojca i znoszą nie- 
strudzenie kolorowe kamyczki na kocyk.. 
Tata nic tylko przybija karty: A, cenerka! 
A, blankówkę! A jeszcze roz!... Uważa przy- 
tem, żeby się piwo nie rozlało w trawę. 
Bo trzeba wiedzieć, że Wantułowie byli 
tu intruzami, dostali się na stróżostwo dzię- 
ki szerokim a nietrwałym znajomościom od 
kufla starego. To dawne lata. Ale Turek 
jeszcze dobrze pamięta swój rodzinny dom 
w Żukowie. Czasem tam zajeżdża, teraz 
rzadziej, bo chałupę odkupił jakiś niemiec 
i wszystko poprzeinaczał, śliwki wyciął. Je- 
szcze przed rokiem dom był taki sam, jak 
wtedy, gdy Jurek miał osiem lat. No taki 
był niemal jak inne chałupy w Żukowie. 
Jasny, niski (nawet był trochę różowawy), 
I).akryty powyginanym jak rozpięty stary 
parasol dachem. Wokół stały gęsto śliwki, 
'pobielone zimą i latem do trzech czwartych 
.pnia. Dom Jurka byłby taki sam, jak inne, 
gdyby nie to, że tylko tu właśnie pod deską.. 
koło studni mnożyły się różowe glisty, brane 
jako przynęta na ryby. I gdyby nie tajem- 
nica pod belkami z drugiej strony szopy, 
łasice w stodole przez nikogo nie wyłapane 
i mnóstwo radości z gołębiami. Ranki i po- 
połqdnia, wieczory. Wszystkie pełne dziania 
się i wielkich zdarzeń. Jakże inne miasto. 
Ale jakże mu tu wiele rzeczy spowszedniało. 
Nowy lśniący aparat fotograficzny z wy- 
stawy, z mnóstwem przedziwnych kółek, nie 
potrafi wywołać w nim takiego dreszczu, jak 
kupiony kiedyś dwukolorowy ołówek w spół- 
dzielni. Jedno zachowało swoją dawną war- 
tość. Gołębie. Gołębie są niemal takie same 
na wsi. Kręcą się pusząc po podwórzu na 
czerwonych jak lak łapkach. 
. 
Schodzą się u Ryszkowej i radzą długo 
o kalafiorach, kapuście włoskiej, brukselce, 
a mimo, że to dopiero jedynasta, kuchnia 


pełna jest mocnego zapachu wieprzowych 
kotletów. Od kalafjorów niedaleko do spraw 
Replów. Po chwili mówi się już o tern, że 
Replowa chora jest na taką dziwną chorobę 
kobiecą." nie wiadomo czy pójdzie do szpi- 
tala. Może to rak. Nagryzła się też z tym 
mężem dość, nic dziwnego, jakby to był 
rzeczywiście rak. Kotlety skwierczą, ilekroć 
Ryszkowa podlewa je wodą i pryskają ostrą 
parą, tak że trzeba mrużyć oczy. Należy 
przyznać, że nowy właściciel kamienicy jest 
bardzo pracowity i uczciwy człowiek. I żona 
też. Żona pracuje przed południem w sekre- 
tarjacie Związku \X'łaścicicli Realności, a po 
południu w banku. Dziecko bawi się zawsze 
samo na podwórzu, nie potrzebuje żadnej 
opieki. Jest myślące i bardzo samodzieine. 
Znosi dachówld i cegły na schodki do ogród- 
ka, albo patrzy za wróblami ćwierkaj
cemi 
nie wiadomo gdzie. Ojciec od czasu do cza- 
su poprawi mu fartuszek i znów dalej ma- 
luje płot. Na co oni wciąż zbierają te pie- 
niądze, mówiło się kiedyś o nich w kuchni 
Ryszków. Syn będzie się kształcił, więc 
wo- 
je stanowisko ma. SIeczkowa objaśnb że 
niema mowy o jakiemś zbijaniu pieniędzy, 
na kamienicy wisi parotysięczny dług hipo- 
teczny. Wszyscy wiedzą, że to nieprawda. 
SIeczkowa broni dlatego, że jej jedynej po- 
zwolił gospodarz wieszać bieliznę w ogro- 
dzie. Prawdziwa wygoda, bo nie trzeba nieść 
aż na łąkę i pilnować, żeby nie pokradli. 
A na strychu smaruje się wszystko sadzą 
w niemożliwy sposób. Od czasu jak nowy' 
gospodarz objął rządy. dużo się zmieniło_ 
SIeczkowa z Sakalukiem już porządnie na 
pieńku, mimo że jeszcze trzyma pożyczony 
kiedyś termometr. 
Dzień za oknem wyświetla się taki jak 
wczoraj. Z listonoszem, który przyn iesie 
"Kurjerka" i prospekty loterji klasowej z fir- 
my "Nadzieja". Kto wie, może jaką kartkę 
z Żywca, z Suchej, ze Sosnowca? 
Ci ludzie nie przeżywają wielkich trage- 
dyj. Mają dni dość równe i spokojne. Chy- 
ba że mąż wyjeżdża na manewry, to pakuje 
się mu koszule, bułki, nowy pendzel do go- 
lenia. Wtedy jest trochę rozgardjaszu, lata- 


115
		

/Image 0048_0001.djvu

			nia, trzaskania drzwiami i pocenia się w ka- 
mizelce. 


. 


Jaskółki sypały się z głośnym świergotem 
koło okien i milkły gdzieś z drugiej strony 
domu. Chłopcy powylatywali na ulicę z du- 
żem i pajdami chleba z masłem. Smakowały 
im chleby, bo przydreptywali z nogi na no. 
gę, nawet nie mieli ochoty grać w cho- 
wanego. 
Pan Sakaluk wychylił się przez parapet 
i krzyknął za jednym chłopcem: hej, hej, 
mały, chodźno tu na chwile... Pan Sakaluk 
nie miał już sił prowadzić dłużej rozmowy' 
z oci
gającym się malcem. Poprostu czuł, 
że umiera i pragnął posłać depeszę na pocz- 
tę. Do synka do Warszawy. Wręczył chłop- 
cu papier i pięciozłotówkę z przyzwoleniem 
zaorania sobie reszty od tego co za depeszę. 
Położył się, a raczej upadł na kanapę, aż za- 
ruszały się groźnie porcelanowe figurki, pou- 
stawiane na galeryjce. Odpoczywał chwilę, 
dysząc ciężko wiosennem powietrzem. My- 
ślenie jeszcze szło mu dość sprawnie. Na- 
przykład w tej chwili o synu. Depesza. De. 
pesza dobrze napisana. Przyjeżdżaj natych- 
miast, jestem chory, ojciec. Z adresem i na, 
dawq akurat dziesięć słów. Pomyślał jeszcze 
o termometrze pożyczonym SIeczkowej. Mo- 
żeby odebrać termometr i zmierzyć goqcz- 
kę? Uświadomił sobie, że to bezcelowe, że 
on już musi umrzeć tak jak Karo. Karo 
zde.chł wczoraj i dużo dni nie chciał wyleźć 
z pod kanapy, nic tylko warczał.. Nie wie za 
co. Za to, że go karmił jeszcze jak był 
mały, rozkoszny, gruby (przewalał się wtedy 
niezdarnie z nogi na nogę). Ostatniemi 
czasy chodził z nim wieczorami na prze- 
chadzkę, żeby nawet nie wiem jaki był 
deszcz. Wczoraj rano leżał Karo, brunatny 
seter z łapami wyciągniętemi, wciśniętą., mię- 
dzy nie głowI!. Zapomniał o jarząbbch i 
buszowaniu w stawach za kaczkami. Zmie- 
rzyć gorączkę? Poco? I tak dłonie pal
. 
w piersiach jest jakoś dziwnie drewniano. 
Teraz patrzy Sakaluk na swoje ręce. Potem 
na pokój. Niema galeryjek na kredensie i 


116 


posrebrzanej statuetki z kloszem. Jastrzl!b 
wypchany ma krótką., bestjalską głowę i 
wiecznie tak samo rozpięte skrzydła. Ut: to 
on się naniszczył ptactwa. Kaczki wylatują 
ciężko, z łopotem ordynarnie. Prawa - lewa 
lufa. Buch, buch. Stary poczciwy Ch ramek 
zawraca łódkę. Karo młody, brunatno- 
czerwony płynie parskając z kaczką w py- 
sku. Sniadanie u Janickich. Czuje smak chle- 
ba posmarowanego równo masłem i dobrej 
kawy. Pan jeszcze u nas zabawi do niedzieli. 
Pani Janicka jest taka uprzejma. Ekonom 
też je razem śniadanie, kręci się na krześle 
i wyciera co chwila nos, choć nie ma kataru 
Czeka tylko niecierpliwie, aż pan się zapyta: 
Będzie koniczyna trzeci raz na folwarku? 
Tak się zdaje że będzie. Miłe wspomnienia 
Oddycha tylko troszeczkę, żeby nie czuć 
ciężaru na piersiach. Tak mu jest dobrze. 
Patrzy na swoje ręce. Tyle dni przeżytych. 
Tyle - różnych dni. Takie jak dzisiaj, takie 
jak dzisiaj też były (ze świergotem jaskółek)_ 
Mgliste. A takie, kiedy słońce rano prze- 
zierało jeszcze jako tako, potem coraz mniej, 
po południu wcale już nie było słońca. Naj. 
więcej takich dni było, kiedy pracował 
w banku w Warszawie. Syn był jeszcze ma- 
ły i potrzebował dużo ołówków do smaro- 
wania. Przynosił mu je tuzinami z biura 
Cholera jak to się wszystko pcha do głowy. 
Dowlókł się do etażerki i począł gnlf.rać 
w książkach. Trzeba coś przeczytać. Robin- 
son Kruzoe, Dolina Smierci. Odwraca kartę: 
Włodzimierz Saka luk nr. 29. Syn tak lubiał 
książki. Skupowywał je, podpisywał i nu- 
merował dziecinnem niewprawnem pismem. 
Przyjedzie syn. Teraz taki inny. w szerokim, 
angielskim raglanie, dbały o walizki, z roz- 
kładem jazdy w kieszeni. Czy to tak znów 
dawno, jak trzymał się jego surduta i płakał: 
Tatusiu czy ci żołnierze w niebieskich mun- 
durach 'ch
ą tatusia zabić? Nie, niekoniecz. 
nie chcieli zabić, tylko kazali zlizywać języ- 
kiem ukraiński herb na ścianie. Żona mu 
umarła bardzo młodo. Władek miał wtedy 
cztery lata. Nie zdążył z nią przeżyć tych 
wszystkich faz miło
ci. Kiedy umierała, to 
się 'jeszcze bardzo lubili, było dużo nowych
		

/Image 0049_0001.djvu

			spraw bardzo ważnych, Włodek był zachwy- 
cający, odświeżyli się i poczęli się na nowo 
sob
 interesować. Właśnie wtedy umarła. 
Na cóż synek. Takie dziecko nie potrafi zro- 
zumieć. Ale jemu było tak bardzo przykro. 
Nie można powiedzieć jak przykro. Wałęsał 
się z kuchni do pokoju i zpowrotem, patrzał 
na zimny piec w kuchni i zawsze mleko 
wyzbiegało mu na blachę. Po śmierci żony 
rodzina rzuciła się na niego jak wściekłE 
psy (rodzina żony, jego linja była dość sk
- 
pa). Ha! Ty zabiłeś żonę, zagryzłeś ją, była 
młoda i nie trzeba się wogóle żenić jak się 
jest taki. Musiał uciekać przed tą zgrają na 
zachód. Tu byli ludzie mniej serdeczni, ale. 
zato trochę uczciwsi. Zresztą obcy nie majl! 
tyle pretekstów do brania na języki. Ktoś 
zastukał w drzwi. Ryszkowa zaglądnęła. 
Czy czegoś panu Sakalukowi nie trzeba, 
słyszała, że jest chory. Ee, jak jest tak źle, 
to trzeba koniecznie doktora. Przecie pan 
Sakaluk od paru tygodni nie wychodzi ni- 
gdzie. Nie wychodzi dlatego, że jest może 
chory czy coś tylko mu nogi popuchły, to 
(iężko w buty się ubrać... Bardzo pomaga 


moczenie nóg w takiej specjalnej soli. Co 
się Pilchowa namęczyła, a nic tylko ta sól 
pomogła. No więc doktora nie, ale lemo- 
niadę to mu przynajmniej zrobi... Trzeszczy 
tkanka w cytrynie pod nożem, aż w gardle 
ściska. Właściwie to wolałby spokój, dużo 
spokoju. Ale Ryszkowa jest teraz w ciąży i 
musi ze wszystkimi współczuć. Zrobiła się 
z niej całkiem inna kobieta. Popije lemonja- 
dę i czuje jak go orzeźwia i rozpływa się po 
całem ciele. Nawet przesi
ka do biednych 
:zdrętwiałych nóg. Myśli znów o synu. Obli- 
cza ile depesza pójdzie (był jakiś czas urzę- 
dnikiem pocztowym, to wie, jak i co). Wło- 
dek przyjedzie pośpiesznym pociągiem, bo 
jakby mógł inaczej zrobić, kiedy tu ojciec 
taki chory? 
Za oknem wszystko powoli ucicha, ro. 
dzice poskrzykiwali chłopców do domu. 
Słychać tylko pośpieszne kroki plutonowych, 
pachn
cych wodą kolońską. Pędzą na rand. 
ki z fryzjerkami za miasto w różne strony_ 
Dzisiaj jest wieczór zanoszący chrabąszcza- 
mi i ostro jaśminem. 


. 


117
		

/Image 0050_0001.djvu

			Roman Kołodziejczyk. 


Moje miasto. 


Wstęp nieco rzewny. 
A może wam się nie podoba, że z dale- 
kiej nowej ojczyzny piszę o "mojem mie- 
ście" ? O mieście, które jest mną i którem 
jestem 'ja? O mieście, które kocham tę- 
sknotą, ? 
Cieszyn! \X'iele zieleni spływa ze wzgó- 
rzy w dół ku Olzie, ze wzgórzy, które to 
miasto upodabniają do Rzymu. Bo Cieszyn 
to właściwie Rzym. Miasto tęsknot, nabo- 
żeństwa i wierności. 
Taki jest Cieszyn. Spozierają, na siebie 
z przeciwnych krańców dwie wieże - sym- 
bole: Piastowska i zboru. Drogę przecina 
nieco napuszona wieża ratuszowa z nieod- 
łączną towarzyszką, romańską, wieżą ko- 
ścielną. I to jest właśnie pierwsze wrażenie. 
wzrokowe - stare wieże. I spokój. 
Bo moje miasto jest senne. Od czasu 
do CZasu zrywa się, krzyczy światu, że żyje 
-- i znowu cisza. Taka dziwna, kojąca cisza, 
o której marzą, ci wszyscy, co ją, znają,. 
W dole szumi Olza. Przewala się po ka- 
mieniach, potyka o arkady mostu, opływĄ 
zamek i znika za zakrętem z zieleni. 
Nie dziwcie się więc, że piszę o Niem. O 
tem dalekiem mieście... Bo 
Moje miasto widziane z daleka, 
jest piękniejsze jcszcze. Wy, co tam jesteście, 
nie możecie je znać. Nie odkrywacie czaru. 
cieszyńskiej \X' enecji-Przykopy, nieco cu- 
chnącej i brudnej. Widzicie tylko brud. 
Jak ci pesymiści ze starego dowcipu, widzą,- 
cy w serze szwajcarskim tylko dziury? 
Widzicie tylko nierówne bruki i ulice, 
pnące się pod górę. Nie możecie w żaden 
sposób pojąć, że tak musi być. Poprostll 
dlatego, że Cieszyn jest miastem wiecznego 
rachunku sumienia i pokuty. Przecie Zaraz 
u wstępu rZuca się w oczy m o t t o: "O 
Mensch, betrachte diesen Stein und zugleich 
dich abcr selbst" - .na kościele św. Trójcy. 
Ale wy przechodzicie mimo. 


118 


Że psioczycie na dworzec kolejowy, no 
to jeszcze wybaczalne, ale nie mogę poj
ć 
dlaczego... nie... na arcydzieła sztuki "naJ- 
nowszej". Ale... wolę o tem milczeć! I tak 
nie pomoże! 
Cieszyn widziany z daleka: Mam interes 
do kwestora mojego uniwersytetu. Nie chce 
wogóle słyszeć o sprawie, a chodzi o wydo- 
bycie 15 złotych. Powiadam: 
- Ależ panie kwestorze! Trudno żądać, 
ażebym jechał aż do Cieszyna... 
- Dokąd? 
- Do Cieszyna. Na Sląsku - dodaję 
ostrożnie. (Raz bowiem wpadłem. Kazano 
mi - w "Orbisie" -.- jechać do Cieszyna 
- przez Poznań.) 
Kwestor ożywia się. 
- A co tam nowego w Cieszynie? 
Mówię mu i o Kopym, i TrampIerze, 
i "Kaiserbadzie", o "Hirschu", "Lajtnerce" 
i t. d. i t. d. Wyciągam z rupieciarni wspom- . 
nień wszystkie ploteczki, zmyślam jak opę- 
tany. I wyobraźcie sobie: Kwestura wypła- 
ciła mi 15 złotych bez trudu. 
Takie cuda działa Cieszyn na odleg!ość. 
Cieszyńscy cicszyniacy na myśl o Cieszynie 
ziewaj
. Niema się zreszt
 czemu tak b
rdzo 
dziwić. Bo powiedzmy sobie szczerze: Cie- 
szyn jest na dłuższą metę nudnawy. I, chwi- 
lowo, bez przyszłości. Że przeszłość miał - 
ba! "Fiirs gehabte gibt der Jud nichts" - 
powiadają cieszyńscy Niemcy. I mają, rację. 
Choć dziwna rzecz! Cieszyn żyje swoją 
przeszłością. Nawet arcyksi
żęco-habsburską,. 
Czasem przyjedzie odświeżyć przedwojenne 
wspomnienia jakiś wybitny aktor (np. Mois- 
si, Wegener, Weidt i t. d.), czasem jakiś 
literat czy mówca. Są, to względy natury 
czysto uczuciowcj. Bo forsy oni w Cieszy- 
nie nie zbiją,. 
Muszą, jednak wyjeżdżać z uczuciem lek- 
kiego niesmaku i żalu. Spowodu granicy,
		

/Image 0051_0001.djvu

			snu i -- wstyd powiedzieć - architektury 
i sztuki. 
Cieszyn powinien mieć i zachować swój 
charakter starego miasta. A jeśli już ni<: to, 
to przynajmniej powinien zachować umiar_ 
Nie wolno na litość Boską bić każdego pię- 
ścią w nos, jak to ma miejsce przy ulicy 
Szersznika. Panowie! Jak można? 
Jak można? - 
stawlac na tle mniej lub więcej stylowego 
zamku niestylowy pomnik? Wy sami kiedyś 
oburzaliście się na projekt pomnika Mickie- 
wicza w Wilnie! A teraz? 
Albo zmieniać historyczne nazwy j'laców 
i ulic. To nikomu nie pomoże, a nas - da- 
lekich - boli i krzywdzi. 
Trzeba wszystko robić z umiarem. Bez 
niepotrzebnej ....:..... i jakże lokalnej - świato- 
burczości. 
A1,e już dość psioczenia. Wiem: to jest 
okres przejściowy. Cieszyn jest - kto go 
wie po raz który! - w okresie pokwitania_ 
pzierIatkom zaś wiele się daruje, choćby 
nawet miały 1125 lat. 
Cieszyn. bowiem jest zawsze bardzo mło- 
dy. Choć ludzie się starzeją, umierają, zmie- 
niają, On zawsze będzie tym samym. 
A teraz to nie -- moje miasto śpi! Lu- 
dzie zasypiają zmęczeni i zmuszają je do snu. 
Zróbmy teraz mały przegląd sił 
po to, aby się przekonać, czy Cieszyn jest 
skazany na wymarcie. Otóż nie! Stanowczo 
nie! Chociażby dlatego, że ma młodzież. I 
to bardzo zdolną, ha! wprost same genjusiki 
(aż sikają, genjuszem!), na których widok 
uradowałoby się serce starego Kretschmera. 
Współczuję mu, że nie znał Cieszyna, pi- 
sząc historję ludzi genjalnych. 
Co on na te!l przykład widział w Pl a- 
tenie, czy innym jakimś pospolitym gryzi- 
piórku - wierszorobie niemieckim? W Cie- 
szynie nie takie genjusze się rodzą (wyjąw- 
szy nadpisanego)! Są więc genjalni pis2fze, 
poeci, malarze, wytrawni myśliciele i nau. 
kowcy, podobno nawet jakiś kompozytor 
się pęta. Mamy nawet jednego fotografa! 
To znaczy fotografa-artystę. 


Tylko że... nie eksploatują się i ich. Bo 
taka to już jest psiakrewska, pierońska na- 
tura tego miasta. Eksploatuje się jednego 
tylko mistrza: browar-mistrza. I trzeba 
przyznać, że ten jest wprost bezkonkuren. 
cyjny no i nasławniejszy. Bo reszta - po- 
prostu nic nie robi. Jest to jakiś cygański 
bezruch, jakaś 
Bohema rediviva. 
Ludzie, którzy nic nie pracują nad sobą, 
żyjący dosłownie od partyjki hridge'a (ta- 
roka? bilardu? szachów? picia?) do drugiej, 
granda rozkrzyczana i roześmiana, beztroska 
i wesoła. No i oczywiście bezforsista. Każdy 
z nich ma swoją Mimi i swoich wierzycieli, 
których sprytnie mota intrygą. Nawiasem: 
sami między sobą zawierają ryzykowne umo- 
wy dłużne. Są nawet i tacy między nimi, 
którzy święcie w to wierzą, ż
 cygan-dłużnik 
zwróci cyganowi-wierzycielowi dług.. 
Oficjalnie nie przyznają się do cyganerji. 
Uważają ją za przeżytek, zabytek muzealny, 
zgrywę i t. p. I w tern mają, rację. Na 
100 %. (Przynajmniej raz w 100 % sphcam 
mu swój dług.) Ale każdy z nich mimowoli 
wygląda na artystę. 
To są, młodzi. 


A starzy 
właściwie odbyli już swą służbę i odpoczy- 
wają "pod Jeleniem" na laurach (ewentual- 
nie bobkowych liściach) przy małej czarnej. 
O nich mówi się głośno, kłania im się 
"szarmancko" na ulicy i - przechodzI się 
do porządku dziennego. Taki to już los. 
Mają zresztą szczęście, że są w Cieszynie. 
Gdzieindziej urąganoby im i wzywano do 
dyskusji na odśpiewaną dawno piosenkę pod 
tytułem "starzy i młodzi". 
Zresztą, dzięki starym wie się jeszcze coś 
o Cieszynie. (Młodzieży pracującej -- za- 
tyka się delikatnie buzię. Głos mają tylko 
młode półgłówki i kretyny!) 
Oni zresztą nadają ton Cieszynowi. Bez 
ich współudziału nie odbywa się żadna im. 
preza, mało! bez ich inicjatywy. Młodzieży 


119
		

/Image 0052_0001.djvu

			alho jej brak, albo jej mieć nie wolno! Prze- 
si
knęliśmy 
Pauvres diable s 
wściekł:), prowincjonaln
 inercją. A to jest 
zakaźne. Konaj
 na tę chorobę wszyscy. Od 
kupców przez urzędników do młodzi
ży. 
Bo wszyscy są zarażeni. Smiertelnie. 
Trzebaby by'ło . zrobić jakiś zastrzyk zaskór- 
ny i prysznic. Może się wreszcie ockną. 
A powinni wreszcie. Bo inaczej zagryzie i 
pochłonie Cieszyn 
N owe Miasto 
za 01z
. Czeski Cieszyn żyje kosztem Cie- 
szyna. Jak jemioła. Nie przyganiam mu 
tego, to jest najzupełniej zrozumiałe. Jeżeli 
matka śpi - dziecko udaje bohatera. 
Nie mam zresztą sentymentu do tej czę- 
ści miasta. Poprostu drażnią mnie te napu- 
szone wystawy, zadarte zarozumiałością nosy 
i pretensjonalne budynki. Mogę mieć tylko 
uznanie. I mam je. Tak dla miasta, jak dla 
jego znakomitych knajp. Z pilznerem, boro- 
wiczką i śliwowicą. Poza niemi nie widzę 
niczego miłego. Aha! Pozostaj
 młodsz
 
Przedstawicielki płci nadobnej, 
których zresztą i u nas (to znaczy w Cie- 
szynie) jest wcale pokaźna liczba. A piękne 
s:), jedna w drugą. Pan Kornel twierdzi, że 
we Lwowie s
 piękniejsze kobiety. Siedzę 
tu już trzeci rok - ale nie uważam. Raczej 
w Cieszynie. Tak! 
Warto się przejść pod "laubami" w nie- 
dzielne przedpołudnie, kiedy wracają z ko- 
ścioła uśmiechnięte (jak sama wiosna) i roz- 
gwarzone. Wszystkie, od 16 lat do 59 są 
piękne i młode. Wreszcie szykowne. Tęskno- 
ta podchodzi do gardła na ich wspomnienie. 
\Viadomą bowiem jest rZecz
, że siedliskiem 
wszystkich stanów uczuciowych jest żołądek. 
Chętniebym siadł w cieniu zieleni pod 
wieżą Piastowsk
 i pogwarzył z niemi. Na 
wesoło. Ot tak prosto z mostu, bez ogródek 
i niepotrzebnego morusania się ckliwemi 
sentymentami. Z niemi bowiem można mó- 
wić'- O wszystkiem. O tern jak cieszyńscy 
ludzie żyją, mówią i myślą. O naj nowszych 
ploteczkach, biegnących z Wyższej Bramy, 


120 


aż po Małą Łąkę, o pracy naszych asów, O 
zwierzątkach wreszcie i pchełkach, czepia- 
jących się rękawa innych i takich małych 
ludźkach z gimnazjów. Ludzie SI! przemili i 
przedobrzy. Kiedyś mówiłem o tern, że każ- 
dy cieszyniak mógłby się spokojnie pisać pod 
wiersz Kasprowicza: "O ludzie, kochane 
ludzie, gdybym ja mógł, co nie mogę" Na- 
sze asy są nietylko naszemi. Niestety. Mógł- 
bym sentymentalnie powiedzieć, że s:), one 
własnością Ojczyzny. Nieco górnolotne, ale 
prawdziwe. 
A my młodzi? Szukający kredytów 
w przyszłości? Ha! Zobaczymy! To jedno 
jest pewne: 
Sen o życiu 
naszego miasta trwał będzie dalej. Nie przer- 
wiemy go. Obecnie. Do tego trzebaby wiele 
energii, dobrej woli - no i staro-francjoze- 
fowskiego "viribus unitis". Czy jednak się 
uda? Raczej nie. Bo my znamy się wszyscy 
tak dobrze jak garbate osły. (Osioł jest naj- 
mędrszem stworzeniem. Posiada inteligencję 
i spryt goethowskiego Mefista: Ich bin ein' 
Geist, der stets verneint.) Ja osobiście je-, 
stem zdania, że możnaby spróbować. Choć- 
by dla zburzenia kultu pępkarstwa. Cieszyli 
- dziś - niestety wpatruje się jak nie- 
boszczyk Buddha we własny pępek. A to 
dziś nie wystarcza. 
Sen o życiu Cieszyna musi się ziścić. 
Cieszyn musi stać się Cieszynem. Miastem 
radoś'ci, życia i Polski. \VłaŚnie Polski. Ci e- 
s;_yn s e ni. p e r f i d e l i s szedł do Polski 
- i kiedy stanął u celu swoich marzeń - 
zgin
ł. Po konradowsku. Wszystkie inne 
miasta zyskały w Polsce, a Cieszyn zmarniał. 
Ale nie na długo. Bo takie to już jest 
Psiakrewskie miasto, 
że kiedyś się zbudzi. I będzie wielkie. Zoo 
baczycie niedowiarki i pesymiści! Jeszcze 
przyjd
 podziwiać naszych ludzi, nasze za- 
kątki, naszą Wenecję i Pizę. 
Jeszcze przyjdą siąść nad trzecim jazem 
dalecy wędrowce, nałykać się zdrowego, cie- 
szyńskiego optymizmu. Zobaczycie!
		

/Image 0053_0001.djvu

			w szum wodospadu i za- 
"Płvniesz Olzo po doli- 


Wsłuchają się 
śpiewaj
 smętne 
nie..... 
U rocza śl
zaczka w 
poda im serdeczną swą 
śmiechem. 
_ Skąd Pónbóczek prowadzi? A dyć 
przeca pój dom też haw do nas na dziedzine... 
A wtedy i Bathelmus zmieni fryzurę i 
dowcipy, i Florjan przybierze naturalne ko. 
lory, i Trampler będzie się głośno śmiał pod 
podsieniami. 


wałaskim żywotku 
dłoń i powita 7. u- 


Wtedy pamiętajcie! Wmurujcie w ścia- 
nę mego domu tablicę (koniecznie z cieszy- 
nitu, bo taki już jestem zawzięty lokal pa- 
trjota) z napisem: Wielkiemu Prorokowi 
(może być grubemu, j ak kto chce). Aha! 
Jak przyjadę do Cieszyna po latach, konie- 
cznie zróbcie mi chór braci pogrzebowych. 
,,\1{litaj nam Marchołcie, Marchołcie, wi- 
taj miły." 
Bo jestem jak Marchołt i gruby i sprośny. 
LwÓw, 4 czerwca 1935. 


Recenzje i sprawozdania. 


Pola Gojawiczyńska, Powszedni dzień, 
Poprzedził przedmową Ignacy Matuszewski, 
Warszawa 1933, Towarzystwo wydawnicze 
"Rój", 80, str. 2\3. 
Tytuł nowel Poli Gojawiczyńskiej, ,_Po- 
wszedni dzień", jest nietylko symbolicznym 
z.wrotem, lecz i wyrazem, odzwierciCfUaj
- 
cym w całej pełni rzeczywiście powszedniość 

ycia Slązaków. Dotychczasowa śl
ska twór- 
czość literacka przyzwyczajała czytelników de 
odświętnego patrzenia na życie ludu śląskie- 
go. Byliśmy jakby hypnotyzowani wszyst- 
kiemi błyskotliwemi drobiazgami, które wy- 
stawia się zaproszonym gościom podczas ma- 
łych, familijnych uroczystości, gdzie !;OSPO- 
darz chętnie przechwala się taniemi łakocia- 
mi swego stołu - a częstują,c nas, pragnie 
usłyszeć słowa podziwu i zachwytu, wyra- 
żone nad bogactwem swojego domu. Tym- 
czasem zapomina o jednej najważniejszej 
rzeczy, że w ten sposób przygotowane uro- 
czystości są faktycznie odświętne, w znacze- 
niu świ:J,t małych, a licznych, które nie ko- 
sztuj
 ani wiele zachodu, ani nie wymagają 
większego trudu, ani też nie rosiadaj
 f.łęb- 
szej myśli konstruktywnej. Poprostu są, 
obliczone na pokaz, a równocześnie pozba- 
wione ruchu, przez co stają się nudne i 
mdłe. Po kilku takich uroczystościach jeste- 
śmy przesyceni i przemęczeni jednorodzajo- 


w
 straw
, która z czasem staje się me. 
strawną. 
Dlatego z prawdziwą radością czyta si
 
każdą ksią,żkę, która odbiega od ut:lrtego 
zwyczaju ujmowania śląska, która umie 
uchwycić i pokazać inne przejawy z niesły- 
chanie bogatego życia, jakie tętni na tym 
skrawku ziemi polskiej. 
To też nic dziwnego, że "Powszedni 
dzień" Gojawiczyńskiej ujmuje i przykuwa 
czytelnika, bo autorka wprowadza nowe ele- 
menty z życia Śląska, bo pokazuje ludzi, 
których obfitość spotykamy w szarem i co- 
dziennem życiu. Ludzie ci są nam bltscy, 
Jobrzy znajomi, spotykamy ich na każdym 
kroku, widzimy ich przy pracy, znamy ich 
kłopoty i zmartwienia - słowem żyjemy 
wspólnie, tworząc różnorodne bogactwo rZe- 
czywistości. 
Nie znajdziemy wśród ludzi z "Pow- 
szedniego dnia" żadnej wielkości, któraby 
próbowała nas olśnić siłą problemów lub 
mocą natchnienia, ale za to zobaczymy praw- 
dziwe, proste życie i wielkość tego zycia, 
które swoim urokiem wabi serce i budzi 
głęboką refleksję. 
Ta wielkość prawdziwego życia jest tak 
głęboka i ma tak
 moc sugestywną, że tru- 
dno nam jest się bronić przed silnem wzru- 
szeniem, zmuszającem nas do pełnego prze- 


121
		

/Image 0054_0001.djvu

			życia czytanych nowel. A czytając je, zapo- 
minamy, że jesteśmy tylko czytelnikami i 
mimowoli zamieniamy się w ludzi, żyjących 
w książce. To życie powszedniego dnia 
ogarnia nas całkow.icie wielkością swej pro- 
stoty i mówi nam, że w szarej codzienności 
dzieją się rzeczy ogromne i brzemienne 
w znaczenie, bo tworzy się rzeczywistość 
kulturalna społeczeństwa. Ta rzeczywistość 
nie była nam nigdy obca. Dlatego tak bliscy 
są. nam bohaterowie książki, dlatego tak 
szybko w ich życiu dostrzegamy cząstki ich 
własnych przeżyć. Bo czyż możemy przejść 
obojętnie obok "pani Golomkowej", która 
zbudzona płaczem i cierpieniem Marji, nie 
przesypia nocy, lecz cicho czeka świtu, bo 
ma głębokie poszanowanie dla cierpIenia 
swojej sublokatorki. Wie ona, Że są tak 
wielkie rany zrozpaczonego serca, że żadne 
współczucie nie jest w stanie ich ukoić - 
może to uczynić tylko czas i samotność. 
Kiedy znowuż patrzymy na młodą. rodzinę 
Fiolków, opromienioną goq,cą miłością, a 
xównocześnie zamierają.cą powoli z nad- 
miaru cierpień, to ogarnia nas ten sam ból, 
to samo szamotanie się z czyhającą śmiercią. 
i to samo gorące pragnienie jasnego i rado- 
snego życia. 
A jak niezmiernie ujmującym typem ko- 
biety śl
skiej jest Swistołowa z noweli p. t. 
"Górnoślązaczka"? Nie posiada bowiem nic 
napuszoności, ani sztucznego poświęcenia. 
Pracę swoją pojmuje jako konieczność wła- 
snego istnienia i jako obowią.zek trwania na 
ziemi praojców. Dlatego wszystkie jej po- 
czynania nie różnią się niczem od zwykłych 
zajęć domowych, I dlatego też porywa nas 
za serce prostotą pracy, poczuciem własnej 
wartości, dumą narodową. i wiecznem k rZą- 
taniem się koło tworzenia polskiego dorob- 
ku kulturalnego. Swiadomość działania i 
wola czynu wyrasta u niej nie z podniet 
zachęty, ale z konieczności dziejowej trwa- 
nia na odwiecznej placówce rodzimej ziemi 
i z tęsknoty do Polski. Swistołowa jest świet- 
ną reprezentantką sił} atrakcyjnej i ży- 
wotności kultury polskiej. Zresztą cała no- 


122 


we1ka tematowo została oparta na różnicy 
kultur ścierają.cych się na terenie SI	
			

/Image 0055_0001.djvu

			to w sposób wprost mistrzowski, w słowach 
oszczędnych i pełnych zwartości. Umie two- 
rzyć obrazki, pełne nastroju i wierności ży- 
ciowej. Dlatego bohaterowie, a raczej ludzie 
Gojawiczyńskiej, nie mają, tej nieznośnej, a 
tak często spotykanej patetyczności za wy- 
j
tkiem "Górnoślązaczki", która w końco- 
wej scenie jest nieco rażąca. Autorka pa- 
trzą,c na dolę i niedolę środowiska śląskiego, 
umie dostrzec ciekawy splot cech i pojęć mo- 
ralnych, tworz
cych obraz tradycji, w której 
zasadach kształtuje się ideowe oblicze grup 
społecznych. Dopiero na tern umiejętnie 
podmalowanem tle społecznem kreśli z do- 
kładnością fotograficzną swoich ludzi pow- 
szednich, których znała i z którymi żyła 
wśród zadymionych osad i miast ślaskich. 
W szys
y ci l
dzie są., różni od d
tychczas 
spotykanyd1 w literaturze o Śląsku, bo Go- 
. jawiczyńska nie koncypowała ich w ab- 
strakcji, lecz wzięła wprost z życia. I to jest 
najcenniejsze w ksi
żce, - ta świeżość spoj- 
rzenia na lud śląski, daleka od rozpowszech- 
nionego szablonu. 
. Życie Sląska - mówiąc nawiasem - to 
przepiękna mozaika barw, myśli, uczuć i 
działań, która ciągle czeka jeszcze na swo- 
ich mistrzów. 


Piotr Stasiak. 


F. Res, Z naszeJ 7ymjy ś1imskej, 1935, 
Drukiem Księgarni i Drukarni Katolickiej 
Sp. Akc. w Katowicach, str. 20. 
Mały ten zbiór poezyj gwarowych jest 
właściwie pierwszym dojrzałym owocem 
w tej dziedzinie regjonalizmu ślą,skiego. 
Poezje te ukazują się w szacie gwary prud- 
nickiej, a więc z najdalej na zachód wysu. 
niętych rubieży obszaru etnicznie polskiego 
na Sl
sku. Przykładem niech będzie wier- 
szyk p. t. 
SliIńcy a mjejśiInczek. 
Na cejśće jeżdżum pylny fury, 
Objyli wożiIm do studoly. 
Na modrim ńebje blyszczi sliIńcy; 
Tak pauli, aże liśći wjyngńe. 


Nadchodźi wjeczur, ruch ustauwau; 
Ostatńy wozy zajyżdżajiIm. 
Na kraju ńeba za polami 
SliIneczko spuszczau se pod źymjam. 
Nc dworze ćma je. Wrauz wychodźi 
MjejśiInczek jasni za wjyrchami; 
Zaglimdau na mje s mjylim śmjychym 
I kiwje mi swiIj dobri wjecziIr. 
Jak slUńcy parzi, tak mje dranczi 
Robota myrskau w Um padole. 
Zażyrka. starojść i trempjyrka 
Przy lewim boku Ć/ingnum sy mnum. 
Jak szumńe mi mjejśunczek śwjyći, 
Tak dej mi, Boże, laskam przeżyć, 
Choć pauram mjylich godźin w ćichu, 
Myż zamrzam oczy tu na wjelcy. 
Ortofonja gwarowa zachowana jest 
jak widzimy __o przez stosowanie uproszczo- 
nego pisma fonetycznego, wskutek czego 
lektura nie sprawia większych trudności 
czytelnikom. Jako przyczyn"ek do gwaro- 
znawstwa śl=!skicgo należy zbiorek powyż- 
szy, obejmujący czternaście wierszyków, po- 
witać życzliwie. 
Nawiasem dodajemy, że naukowego 
opracowania gwary śląskiej tamtych okolic 
podjął się autor omawianego zbiorku, dr 
Feliks Steuer, ogłaszają,c w wydawnictwach 
śląskich Polskiej Akademji Umiejętności 
pracę językową p. t. Gwara sulkowska (Kra- 
ków 1934)_ 


B. 


Jerzy Probosz, "Wesele góralskie", 
sztuka cegjonalna w rękopisie. 
Gronie, nasze gronie, 
Śląska wy ozdobą, 
W
r6d was serce płonie, 
Człek czuje się sobą. 
W
r6d was my
l ma leci 
Do mgławic przeszłoki, 
Gdzie swoboda 
wieci, 
Do zorzy przyszłoki... 
Ks. Emanuel Grim. 
W tych słowach pieśni zawarte są my- 
śli przeszłości i przyszłości. Góry były czemś 
tajemniczem, czemś co przykrywała mgła, 
a pod ni
 ukrywa się jakiś urok, jakaś świę- 
tość. Z tej skarbnicy należałoby tylko czer- 


123
		

/Image 0056_0001.djvu

			pa
 pdnemi gadciarni, lecz przytem trzeba. 
się wczuć w te szmery tajemne ziemi, drzew 
i potoków, poznać dusze mieszkańców tych 
ustroni. Czasem odwiedzi "ktoś" te góry, 
posłyszy "coś" i chwyta za pióro i pisze..., 
pisze, by znieważyć ową świętość, wyśmiać 
wszystko nie ze złośliwości, lecz z nieznajo- 
mości, bo obcy nigdy nie wczuje się w ow
 
tajemniczą przeszłość, rzeczywistość dzi- 
siejszą i w skarbnicę przyszłości. 
Wyczuł duszę ziemi, słyszał płacz ja- 
worów i buków ś. p. Jan Łysek, zrozumiał 
echo odgłosów, wyczuł bole ks. Grim, reszta 
jednak nie wczuwała się dotąd w ow
 
świętość. 
Tatry, Podhale mają już dziś swych 
znawców, brak ich natomiast śląskim Be- 
skidom. Swita zorza przyszłości, coraz wię- 
cej już dziś wychodzi pracowników z po" 
między samych górali. Ci chwycą kiedyś za 
pióro i ową tajemniczość, ów urok, ow
 
świętość przeleją na papier dla przyszło- 
ści. Góral był długo poniewierany, pogar- 
dzany i wyśmiewany przez wszystkich, więc 
też zamknął się w sobie i wytworzył u siebie 
wiele oryginalności. Wspomnienia i trady- 
cje, zwyczaje i obrzędy starał się zebrać i 
ułożyć 'w widowisko regjonalne syn gór Je- 
rzy .Probosz z Istebnej, samouk, z ukoń. 
czoną tylko szkołą ludową, a kształcący się 
dalej przez czytanie ksi
żek. Autor ten, jako 
chłop góral, zna duszę ludu, to też )ego 
"Wesele góralskie" jest tak przedstawIOne, 
jak ono w rzeczywistości u górali się od- 
bywa. Nie jest to jeszcze arcydzieło, owszem. 
j
st to kloc, pięknie siekierą ociosany, który 
llależy jeszcze kozikiem ogładzić. Utwór 
składa się z czterech części. Pierwsza, to 
"Poznanie", które zwykle odbywało się przy 
uroczystościach. Górale na lichej kamienistej 
ziemi; po zabraniu im pastwisk, wyżyć nie 
mogli, więc setki ich musiało "góry opu- 
ścić dla chleba". Powracający z dolarami by, 
li poszukiwanemi partjami przez najbo- 
gatsze jedynaczki. Jednak Janek Groniowy 
wybiera ubogą sierotę. 


124 


W ten pierwszy akt wprowadził autor 
dwa zwyczaje: prządki i szkubaczki z wielu 
pieśniami, dziś niestety ginącemi. 
Druga część, "Snymby" (zaręczyny) 
brzmi
 tradycją i oryginalnością" lecz mało 
mają rzeczywistości, gdyż małże
stwo by
o 
i jest do dziś handlem i spekulaCją złączema 
dwu bied z możliwością zdobycia warunków 
na nędzne wyżywienie. . 
Trzecia część, "Wywodzenie", pokazuje 
te zwyczaje, jakie były. w rzeczywi.stości, tyl- 
ko że dziś odbywają się one przy instrumen- 
tach dętych. Gajdy id
 już w zapomnienie, 
bo nie potrafi
 "uchwycić nut( dZisiej.szej, 
skażonej naleciałościami austfJacko-woJsko- 
weml. 
Czwarta "Czepienie" jest bardzo urozma- 
icona tańcami i śpiewami, chociaż więcej 
zakrawa na teraźniejszość niż przeszłość. 
W niektórych miejscach (np. z Kubkym 
i z kucharką) . jest trochę przesady. 
Całość ma bardzo wiele udatnych mieJsc, 
żarty i dowcipy są cZęsto oryginalne i roz- 
śmieszające, tańce i śpiewy należałoby le- 
piej wyćwiczyć, dialekt oczyścić z nalecia-. 
łości, akcję prowadzić tak, jak ona prze
-. 
stawiała się przed kilkudziesięciu laty, me 
wplatać dzisiejszych zepsuć. . 
Jako pierwsza rzecZ młodego Jeszcze au- 
tora, zasługuje na poparcie. . 
Wiele mamy jeszcze w górach tematow 
do utworów regjonalnych, "boj tek" (pie- 
śni) jest kilkaset. Powodzenie pierwszej 
sztuki powinno być dla autora zachętą do 
dalszej pracy na swojskiej niwie. . 
Słyszałem, że autor znowu pracuJe nad 
dwu nowemi utworami, jeden podobno o 
lnie, drugi o szałasach; pr
ypuszczam 
i
c: 
że będzie to dalsze zebrame starych plesOl 
i zwyczajów, radziłbym jednak pracować 
powoli i należycie rozmyśleć każdą scenę. 
Sęk. 


Dr Stanisław Kipta, Gliwicki proces EI- 
sów w roku 1905 (Materjały do historji ru- 
chu narodowego na Sląsku), Polska zachod- 
nia, 1934, 266, 268-273.
		

/Image 0057_0001.djvu

			Dzieje ruchu narodowego na SI:j,sku, 
znane zaledwie w mnieiszych lub większych 
fragmentach. czekają daremnie na swego 
historyka. Praca nad tą niedawną stosun- 
kowo' przeszłością. utrudniona jest wielce, 
głównie z powodu braku źródeł, które 
znajdują się al ho w prywatnem posiadaniu, 
albo też nic dochowały się wogóle do na- 
szych czasów. Ogromne zróżnicowanie tego 
ruchu, łą.czą.cego się z ruchami społecznemi, 
religijnemi i konspiracyjnemi, jakie rozwi- 
jały się tutaj z końcem ubiegłego i z począt- 
kiem bieżącego stulecia, wymaga od histo- 
ryka długich i żmudnych poszukiwań. Gro- 
madzenie wszelkiego rodzaju przyczynków 
i źródeł w bibljotekach i muzeach śląskich 
staje się wobec tego pilną potrzebą, a wsze!- 
Ide rróby opracowania czy to większych 
okresów, CZy pojedyńczych zdarzeń. czy wre- 
szcie poszczególnych postaci, witać należy 
z uznaniem. 
Pi
kną. kartę z nicdawnych dziejów ślą- 
skich, nieznaną już młodszemu pokoleniu. 
przypomniał w kilku feljetonach "Polski za- 
chodniej" dr Stanisław Kipta, sędzia w Ka- 
fowicach. Ogłosił mianowicie w pełnem 
I:-rzmieniu w tłumaczeniu polskiem kpt. Or- 
c1ry akt oskarżenia, wiernie przedstawiają.cy 
wyniki śledztwa w drugim głośnym procesie 
bliwickim "EIsów" w roku 1905 i uzupeł- 
{'ił 30 informacjami, dostarczonemi mu 
przez Jana Jakóba Kowalczyka i Józefa Grze. 
gorzka 1 ). 
Surowy materjał urzędowy, zawierają.cy 
jednak wiele ciekawych szczegółów i zasłu- 
gują.cy z tego względu na przeczytanie, 


l) Po ogłoszeniu "Materjał6w" ukazał si" ar- 
tykuł "Echa przypomnienia procesu Els6w", Pol- 
ska zachodnia, 1934, 279, W którym czytelnicy 
(m. i.- mgr. Bogusław Paprotny) podali kilka uzu- 
pełnieli i sprostowań W likie natomiast ze Śląska 
Opolskiego, w związku z ujawnieniem w "Mate. 
rjałach" nazwisk z przed lat 30, przebija obawa 
przed nowemi przdladowaniami. "Ci, kt6rzy są 
w Polsce - czytamy - mogą z tego mieć honor, 
ale dla nas nie będzie żadnego zysku i pożytku, 
ino szkoda. Już tak nam jest źle, że ze wszyst- 
kiem trzeba się kryć jak kot ze szpyrką"u. 


poprzedził wydawca krótkim wstępem, 
z którego dowiadujemy się, że "dużą rolę 
w ożywieniu się ruchu narodowego w po- 
czą.tkach dwudziestego wieku na Slą.sku ode- 
grał ruch konspiracyjny abstynencki, orga- 
nizowany przez prof. Wincentego Lutosław- 
skiego. Organizacja ta, nazwana "Eleusis" 
(rozpowszechniona w całej Polsce ówcze- 
snej) , propagowała w pierwszym rzędzie 
poczwórną. wstrzemięźliwość, a to od alko- 
holu, tytoniu, hazardu i rozpusty. Ruch teo 
posił cechy wybitnie narodowe i nieDod- 
ległościow
." . Na Sląsku miał on licz
ych 
zwolenników, którzy gromadzili się w celu 
poznania literatury i historji ojczystej, na. 
wiązują.c przez to nić łączności duchowej 
z Macierzl!. Za prof. Lutosławskim 2 ) przy- 
byli na Sląsk do pracy ideowej jego ucz- 
niowie, akademicy krakowscy i lwowscy, 
między innymi Kornel Makuszyński 3 ), prof 
Stanisław Pigoń i Sliwiński, oraz - niewy- 
mienieni przez Kiptę - Zygmunt Podgór- 
ski, Stanisław Witkowski, Tadeusz Smo- 
lewski, Szczęsny Turowski, Augustyn Kli- 
maszewski, dr Tadeusz Strumiłło i wielu 
innych 4 ) . 
Jednym z głównych organizatorów tego 
ruchu na Sląsku był Joachim Sołtys, redak- 


2) Wspomnienia swoje z tych czas6w ogłosił 
Lutosławski w artykule "Moja praca na śląsku", 
Strażnica zachodnia, I (1922), nr 3, str. 9- 11 , 
oraz obszerniej, w artykule pod takim samym ty- 
tułem, Zaranie 
Iąskie, VIII (1932), str. 130-134. 
Do prac swych na Śląsku powraca także w gło- 

nej swej książce, Jeden łatwy żYWOt, Warszawa 
1933, str. 261 i nast. - Zobacz r6wnież artykuł 
Jana Przybyły, Praca prof. Lutosławskiego na 
G6rnym Śląsku, Strażnica zachodnia, I (1922), 
nr 3, str. 11-14. Edward Rybarz, jeden z ucz- 
ni6w 
ląskich Lutosławskiego, pisał także o tych 
ruchach w pracy zbiorowej (Konar, Rybarz, 
Szczepański) p. t. "G6rny śląsk", wydanej przez 
okręg 
Iąski Z. 0_ K. Z. (Polsko
ć Sląska w histo- 
rvcznym rozwoju, str. 71-72). 
3) Piękne i rzewne wspomnienia Kornela Ma- 
kuszyńskiego z tych czasów ogłosimy w jednym 
7 najbliższych numer6w "Zarania". 
4) Nazwiska te podał Rybarz i anonimowy 
autor artykułu ,.Znaczenie Krakowa w odrodze- 
niu narodowem G6rnego Śląska", Reforma, I 
(1933), I. 


125
		

/Image 0058_0001.djvu

			tor dwutygodnika "Iskra". Z innych mIeJ- 
scowych działaczy dużą rolę w tej organi- 
zacji odegrali bliscy uczniowie Lutosław- 
skiego: Jan Przybyła, Edward Rybarz, wy- 
słany przez swego nauczyciela do Londynu 
na specjalne kursy, oraz Ś. p. dr Jaworowicz, 
lekarz z Rybnika. 
Niemcy uważali ten ruch za bardzo nie- 
bezpieczny dla siebie. Organizacja została 
częściowo wykrytą przez władze, owocem 
czego były dwa procesy karne przeciwko jej 
członkom. Większy z tych procesów nosi 
nazwę zabrskiego (1904), zaś mniejszy gli- 
wickiego (1905). 
W pierwszym procesie, wytoczonym 
przeciwko członkom kół abstynenckich 
"Eleusis" w Zabrzu w roku 1904, skazane 
pono około 30 osób na kilkamiesięczne kary 
więzienne, a kierownika tych kół, Jana Wy- 
ciska, na półtora roku więzienia 5 ). 
W drugim procesie w stan oskarżenia po- 
stawiono dwadzieścia jeden osób. Akt oskar. 
żenia (w dosyć kiepskiem tłumaczeniu) za- 
rZuca im następuj
ce przewinienia (cytuję 
w mocno okrojonych wyj
tkach): 
"Obwinieni zatem założyli zwi
zek, 
urządzali regularnie powtarzające się zebra- 
nia w mieszkaniach członków, by odczyty- 
wać tam sobie wzajemnie polskie książki i 
gazety, prowadzić wykłady i śpiewać 
piosenki. 
"Podporządkowali oni swą wolę, przez 
dotrzymywanie tych umów, woli wspólnej i 
popierali cele związku dostarczaniem 5>WO- 
ich mieszkań, rozdzielaniem śpiewników, 
uczęszczaniem na zebraniach i śpiewaniem 
piosenek. 
"Celem tego związku było niedwuznacz- 
nie budzenie i wzmocnienie uświadomienia 
narodowego wśród członków i w kołach 
ludu. Członkowie byli, po zajęciu znajdują- 
cych się w ich posiadaniu karalnych dru- 


5) Powt6rzone za artykułem "Znaczenie 
Krakowa..." 


126 


ków, przewazme o treści zakazanej6), zwo. 
lennikami narodowo-polskiej ludności. 
"Na zgromadzeniach mówiono wył
cznie 
i śpirwano po polsku, śpiewane pieśni jak 
,.Jeszcze Polska nie zginęła" i "Z dymem 
pożarów" są, wobec ich podburzającej treści, 
zakazane. Wygłaszane na zgromadzeniach 
wykłady zawierały historję i przyszłość Na- 
rodu polskiego, przyczem dawały się sły- 
szeć upomnienia, jak "Członkowie mają 
trzymać z Polakami, niema większych świń 
od Niemców". Dudek zakończył raz wy- 
kład słowami: "Musimy naszej Ojczyźnie i 
Państwu Polskiemu być oddani, chociażby 
za cenę przelewu krwi. Oni chq nas zupeł- 
nie zgermanizować, ale my się nie damy. 
Polska musi istnieć." Poszczególni członko. 
wie nauczali też dzicci polskiego języka i 
historji i nakłaniali je, jak Paweł Paprotny, 
do uczenia się podburzajl!cych zakazanych 
pieśni... 
"Popieranie narodowo polskich zabie- 
gów i dążeń, mających na celu wskrzeszenie 
Państwa Polskiego, po zburzeniu z części. 
tegoż stworzonych państw, zagrażają rów- 
nież bytowi państwa pruskiego..." 
Wyrok, obejmują,cy wraz z uzasadnie- 
niem 31 stron pisma maszynowego, nakładał 
na oskarżonych następujące kary: Ignacy 
Sikora skazany został na l miesiąc więzie- 
nia, Paweł Dudek i Paweł Kaizer na 2 ty- 
godnie, Paweł i Hieronim Paprotni oraz 
Wilhelm Webs na 1 tydzień, Paulina Pa. 
protna, Katarzyna Hadrjan, Józef Grzego- 
rzek i Jan Miozga na 5 dni, Jan Sikora, 
Marta Paprotna, Anna Złotorz i Jadwiga 
Bobek na 3 dni, a Józefa Sikora na l dzień. 
Stanisław Szrejman, Paweł Kłósok, Karol 
Webs, Marta Kurkówna, Jadwiga Wienczek 
i Marja Przybycin uwolnieni zostali od wi- 
ny i kary. 
"Zas
dzeni - pisze w zakończeniu Kip- 
ta - wnieśli do S
du Rzeszy kasację, która 
jednak została oddalona. Według wspom- 


6) MiędL.Y temi "zakazanemi" książkami znaj- 
dowała się także jedna cieszyńska "feitzingr6w- 
ka", mianowicie "Śpiący b:ały orzeł".
		

/Image 0059_0001.djvu

			nień J. Grzegorzka wszyscy zasądzeni wzięli 
najpierw udział w przyjęciu, urządzonem 
przez żonę ich obrońcy, p. Różańską" a po 
wspólnej fotografji (na wieczną rzeczy pa- 
miątkę), udali się gromadnie do więzienia. 
Grupa młodych i wesołych ludzi, stojl!cych 
przed więzieniem, wywołała zbiegowisko pu- 
bliczności. Do zgromadzonych zaczął prze- 
mawiać Kaizer, stawaj
c na słupie koło wię- 
zienia. Czemprędzej jednak wrota więzienia 
otwarły się przed gromad
 EIsów, do któ.. 
rego weszli z pieśnią na ustach. W więzieniu 
gliwickiem też przez czas pobytu Elsów roz- 
brzmiewała cZęsto polska pieśń. Mimo, iż 
kary nie były zbyt surowe, skutki jednak 
kary były dla wielu z nich ciężkie. Potracili 
bowiem prace w niemieckich zakładach i ca- 
kmi miesiącami zmuszeni byli szukać no- 
wych zajęć." 
"EIsowie" swym ruchem przyczynili się 
znacznie do rozbudzenia narodowego życia 
polskiego na Górnym Sląsku, a historja tych 
ruchów, w "Materjałach" dra Kipty, zyska- 
ła cenny przyczynek. Szkoda tylko, Że rzecz 
ogłoszono w feljetonach dziennika, gdzie 
zginie ona po pewnym czasie prawie że bez- 
powrotnie, ze szkodą dla czytaj!J,cego ogółu_ 
Ludwik Brożek. 


Działalność Macierzy Szkolnej Księstwa 
Cieszyńskiego w roku 1934. Nakładem Za- 
rządu Głównego Macierzy Szkolnej w Cie- 
szynie, 19')5, Drukarnia P. Mitręgi w Cie- 
szynie, Stron 32. 
Rok 1935 jest dla Macierzy Szkolnej 
Księstwa Cieszyńskiego rokiem jubileuszo- 
wym. Pół wieku bowiem już mija, jak Pa- 
w
ł Stalmach powołał ją do życia, by wstrzy- 
mywała obce napory na ludność polską Slą- 
ska Cieszyńskiego. Sprawozdania dawniej- 
sze, ogłaszane drukiem od roku 1885 aż po 
rok 1919, mówią szczegółowo o jej działal. 
ności i wszystkich zdobyczach, głównie na 
polu szkolnictwa polskiego na SI!J,sku Cie- 
szyńskim. 
.. Rok 1918 jest niejako 
nym w dziejach Macierzy, 


punktem zwrot- 
Sił
 wypadków 


dziejowych została ona w chwili zagamlęC1a 
Sląska za Olzą, przez Czechów napoły roz- 
cięta, a odtąd role przepołowionej organiza- 
cji ułożyły się odmiennie. Ostatnie wspólne 
sprawozdanie (XXX) obejmowało lata 
1914-1919. 
Macierz Szkolna Księstwa Cieszyńsklego 
w obrębie Czechosłowacji kontynuuje pracę 
dawniejszej Macierzy, to znaczy zakłada 
szkoły i opiekuje się życiem polskiem po 
stronie czeskiej i - jako taka - staje się 
najważniejsz!J, organizacją polskI! poza Olzą, 
skupiającą bez wyj!J,tku i bez względu na 
jakiekolwiek różnice wszystkich Polaków 
w Czechosłowacji. O wysiłkach jej i poło- 
żeniu informują sprawozdania, ogłaszane 
w wydawanym przez nią, "Przewodniku 
oświatowym", a od roku 1928 oddzielnie 
wydawane, szczegółowe sprawozdania rocz- 
ne. Szerszemu ogółowi ogrom jej prac 
przypomniało wydawnictwo "Polacy w Cze- 
chosłowacji", ogłoszone w formie zarysu 
informacyjnego, opracowanego przez Fran- 
ciszka Kulisiewicza, dla celów propagandy 
na Powszechnej Wystawie Krajowej w Po- 
znaniu w roku 1929. 
Macierz Szkolna i koła jej, rozrzucone 
po wszystkich miejscowościach tej części SI!J,- 
ska Cieszyńskiego, która wróciła do Polski, 
w zmienionych warunkach bytowania polity- 
cznego rozpoczęły inną, pracę, różniącą się 
od prac siostrzycy z tamtej strony Olzy. 
W wymienionej w nagłówku broszurze autor 
wstępu (1885-1935) zcharakteryzował no- 
wy stan następującemi słowy: "Tam za. 01z!J, 
przypadło Macierzy w udziale nadal stawiać 
opór czechizacji, u nas po dzień dzisiejszy 
szukamy właściwych dróg naszej pracy, któ- 
ra poprzez Sląsk wielkość Państwa Polskiego 
buduje. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie 
starczy już dziś tylko tradycja, choćby naj- 
piękniejsza, lecz trzeba dokon
ć reorganiza- 
cji w zakresie form i treści ideologicznej na- 
szej pracy oświatowej. Wiele zmian doko- 
nano w ciągu ostatnich lat w pracy tereno- 
wej. Ze sprawozdań w pewnym stopniu 
przemiany organizacyjne wynikają. Trzeba 


127
		

/Image 0060_0001.djvu

			jcdnak zmiany te UHC w ramy nowego sta- 
tutu i regulaminów. Wymaga tego potrzeba 
usprawnienia organizacji tak poważnej, jaką 
jcst Macierz Szkolna. Od skonkretyzowania 
nowych zadań i celów rozpocz
ć winniśmy 
nowe 50-lecie działalności." 
Działalność Macierzy w powiatach cie- 
szyńskim i bielskim ujmowana bywała 
w ostatnich latach w sprawozdania, odbijane 
na cyklostylu. Sprawozdanie za rok ubie- 
gły, ogłoszone porządnym drukiem, jest mi- 
łą nowością, któq z radością powitać należy, 
tern bardziej, że suchą zazwyczaj formę spra- 
wozdania ubrano niejako w szatę almanachu 
oświatowego. 
Po wstępie ,,1885-1935" umies7.czono 
zwięzłe sprawozdanie roczne i dwa ciekawsze 
sprawozdania kół (Bielsko i Pastwiska), 1"0- 
czem spotykamy szereg artykułów, będ	
			

/Image 0061_0001.djvu

			10"\), "odrobienie zaniedbania polskiej nau. 
ki w stosunku do tej tak ważnej i tak dro- 
giej każdemu sercu polskiemu dzielnicy", a 
w szczególności rozwinięcie badań nauko. 
wych nad SI1Jskiem w zakresie prehistorji. 
historji, języka, piśmiennictwa, etnografji, 
stosunków gospodarczych i demografji. 
wreszcie geografji SI1Jska i nauk przyrodni- 
czych w związku z naturalnemi skarbami 
tej ziemi. 
Komitet, przeHwszy na siebie dalsze 
wydawnictwo przygotowanej przez Akade- 
mję "Historji 
ląska do roku 1400" i daw- 
niej już rozpoczętych z inicjatywy T-wa 
Przyjaciół Nauk na Sląsku "Pieśni ludo- 
wych z Polskiego Sląska", zdołał w ciągu 
swej niedługiej działalności poczynić nietyl- 
ko daleko idące przygotowania do przy- 
szłych prac, ale też posunąć je naprzód 
w rozmaitych kierunkach wiedzy i częściowe 
zrealizować. Sprawozdania komitetu infor- 
mują szczegółowo o wszystkich zamierze- 
niach, o badaniach, będących w toku i o 
pracy już wykonanej. Ze sprawozdań tych 
wyjmujemy niektóre tylko dane, dotyczące: 
'1) prehistorji, 2) historji, 3) językoznaw- 
stwa, 4) etnografji, 5) sztuki ludowej Slą- 
ska i 6) geologji1). 
l. Badania prehistoryczne na Sląsku zoo 
stały przeprowadzone w lecie 1933 roku 
w czterech grupach pod kierunkiem Włodzi- 
mierza Antoniewicza, Romana J akimowicza, 
Józefa Kostrzewskiego i Józefa żurowskie- 
go. Główny nacisk położono na grodziska_ 
Z końcem maja 1933 roku zwiedził dr Żu- 
rowski wspólnie z drem Jakimowiczem 
wszystkie objekty, znane z literatury nauko- 


I) Sprawozdanie niniejsze podaje wyjątki 
z dwu sprawozdań Polskiej Akademji Umiejętno. 

ci w Krakowie (Krak6w 1934): (I) "Sprawozdanie 
z czynnoki komitetu wydawnictw 
łąskich od 
marca 1933 do końca czerwca 1934" (Odbitka 
ze Sprawozdań z czynnoki i wydawnictw Polskiej 
Akademji Umiektnoki za rok 1933-34), stron 
II, - oraz "II Sprawozdanie z czynnoki ko- 
mitetu wydawnictw 
ląskich od I lipca do po- 
lowy listopada 1934", stron 9. 


wej, w celu dokładnego ustalenia ich poło- 
żenia i przynależności hipotecznej, w celu 
ustalenia sposobu zaplanowania oraz dla wy- 
boru grodziska do szczegółowych badań 
wykopaliskowych. Objekty, nadające si,: do 
planowania, stwierdzono w dziesięciu miej- 
scowościach, do badań zaś szczegółowych 
wybrano grodzisko, położone w Lesie Ku- 
chelniańskim w Lubomji w powiecie rybnic- 
kim. W czasie od 17 lipca do 16 sierpnia 
zostały wykonane pod kierunkiem dra Żu- 
rowskiego zdjęcia terenowe ośmiu grodzisk 
i zamczysk (Kochłowice, Mikołów, Star)' 
Bieruń, Woźniki, Las Kuchelniański, Ko- 
łówka, Dziewczagóra, Wodzisław) oraz po- 
prawione dwa dawne zdjęcia (Skoczów i 
Stare Bielsko). \Vszystkie objekty zOlotały 
zniwelowane oraz zdjcto na kazdym po kil- 
ka charakterystycznych przekrojów. Grodzi. 
ska zostały dokładnie opisane, wykonano 
tymczasowe zdjęcia fotograficzne i zebrano 
opowiadania, krążą.ce o danych objektach 
wśród miejscowej ludności. Rozpoczęto tak. 
że poszukiwania po archiwach, na pleban- 
jach i w urzędach gminnych, które dostar: 
czyły kilku ciekawych informacyj oraz sta. 
rych map. Plany wszystkich grodzisk zostały 
oparte na specjalnie do tego celu wykona- 
nych kopjach sytuacyj katastralnych, uzupeł- 
nionych na miejscu w skalach, obowiązują.- 
cych w danym zaborze. Zostały sporządzone 
spisy właścicieli hipotecznych danych objek- 
tów i najbliższych sąsiadów, na której to 
podstawie wszystkie grodziska zostały zgło- 
szone do głównego inwentarza oraz zabez- 
pieczona prawna nad niemi opieka przez 
Sląski Urząd \'{lojewódzki. - Zdjęcia tere. 
nowe zostały wykonane przez inż. F. Ku. 
c1larskiego i kartografa A. Launera. Ostat- 
niemi ich pracami w ubiegłym roku sprawo- 
zdawczym było planowanie grodzisk w Mię- 
dzyświeciu koło Skoczowa i w Starem 
Bielsku. 
Pierwszy tom "Prac prehistorycznych ślą- 
skich", obejmujący cztery sprawozdania z ba- 
dań wykopaliskowych, przeprowadzonych 


129
		

/Image 0062_0001.djvu

			na Sląsku w lecie 1933 roku, już się ukazał2)_ 
Obejmuje on mianowicie: 1. ogólne sprawo- 
zdanie doc. dra Józefa Żurowskiego o bada- 
niach nad grodziskami i zamczyskami śl
- 
skierni, 2. sprawozdanie dra Romana Jaki- 
mowirza o badaniach wstępnych na grodzi- 
sku w Kuchelniańskim Lesie w powiecie 
rybnickim, 3. sprawozdanie prof. dra Józefa 
Kostrzewskiego z badań terenowych w woj. 
śl
skiem i wreszcie 4. sprawozdanie pro£. 
dra Włodzimierza Antoniewicza z wyciecz- 
ki wywiadowczej na obszar powiatu lubli- 
nieckiego. Sprawozdania te s
 ilustrowane 
szeregiem planów, przekrojów i zdjęć fo- 
tograficznych. 
2. Picrwszy tom "Historji Śląska do koń. 
ca wieku XIV" ukazał się dawniej, o czem 
zresztą na łamach "Zarania" już pisano. 
Obecnie drukujc się tom trzeci, poświęcony 
sztuce i kulturze Sl
ska. Wydrukowano do- 
t
d pracę docenta dra M. Gębarowicza 3 ) i 
dyrektora dra T. Dobrowolskiego 4 ), a w dru- 
ku znajduje się praca pro£. Wł. Podlachy o 
iluminatorstwie na Sl
sku do końca wie- 
ku XIV. Następnie przyjdzic kolej na dwie 
gotowe już prace dyrektora dra Mar)ana 
Gumowskiego o stragistyce i numizmatyce 
ś!ąskiej; zakończy ten tom rozprawa dra S. 
Mikuckiego o herbie Sl
ska. Artykuł docen- 


2) Badania prehistoryczne w wajew6dztwie 

Iąskiem w raku 1933, przeprowadzili W. Anto- 
niewicz, R. Jakimowicz, .J. Kostrzewski i J. Zu- 
rawski (z 29 rycinami w tf'kkie, 15 tablicami i 1 
mapą). Kraków 1935. Nakładem Polskiej Aka- 
demji Umiejętna
ci (Wydawnictwa 
ląskie- 
Prace prehistoryczne, nr I), 4-ka, str. IV, 88, 
J 5 tablic i l m..pa. "Marszruta wyprawy arche- 
ologicznej na Górny Śląsk Zakładu arch. przedh. 
Vniw. Warsz. w dn. od 8 da 20 wrze
nia 1933 
raku.« 

) Gębarowicz Mieczysław, Architektura i 
rzeźba na śląsku do schyłku XIV wieku, Kra- 
k6w 1934, Nakładem Polskiej Akademji Umie- 
iętno
ci, Osobne odbicie z tomu 111 "Historji 
Śląska do raku 1400", 8-ka, str. II, 84, 20 tablic. 
4) Dobrowolski Tadeusz, śląskie malarstwo 

cienne i sztalugowe do początku XV wieku, 
Krak6w 1934, Nakładem Palskiej Akademji 
Umiejętno
ci, Osobne odbicie z tomu III "Historji 
Śląska do roku 1400", 8-ka, str. 2, 102, 28 tablic. 
W tekkie 37 rycin. 


130 


ta dra Kazimierza Dobrowolskiego o roZwo- 
ju kultury na Sląsku, przeznaczony pierwo- 
tnie do tomu trzeciego, znajdzie się w tomie 
drugim, który wyjdzie później. Tom ten 
obejmie prócz artyhIłu już wymienionego 
pracę prof. T. Si!nickiego o historji Kościo- 
ła na Sląsku, pracę Władysława Semkowi- 
cza o śl:.j.skiem rycerstwie średniowiecznem, 
prace R. Grodeckiego i K. Tymienieckiego 
o wsi śl:.j.skiej i pracę prof. Z. W ojciecbow. 
skiego o miastach śląskich. 
Prace monograficzne z dziejów Sląska 
opracowywują dr H. Barycz (Stosunki kul- 
turalne Śląska z Polską w dobie odrodzenia), 
dr Wł. Dzięgiel (Utrata księstw Racibor- 
skiego i Opolskiego przez królowę Ludwikę 
l\farję w roku 16(6), Ludwik Musioł {Osa- 
dnictwo w ziemi pszczyńskiej), Benigna 
Suchoń (Swięta Jadwiga, księżna śl
ska) i 
Sto Nowogrodzki (Rz
dy Zygmunta Stare- 
go w Głogowie i na całym Sl:.j.sku w latach 
1499--1506). 
Komitet wydawnictw śląskich ogłosił 
prócz tego konkurs na dwie prace z zakresu. 
dziejów osadnictwa i dziejów miast ślą- 
skich: 1. Osadnictwo jednego z okręgów' 
Sląska w wiekach średnich. Nagroda wyno- 
si zł 1000. 2. Historja jednego z miast na 
Śląsku. Nagroda wynosi zł 2000. 
3. Z zakresu językoznawstwa ukazały się 
do tej pory dwie prace: dr F. Steuer 5 ) opra- 
cował gramatykę dialektu Sulkowa, wsi śl
- 
skiej, położonej w powiecie głupczyckim, do 
której dołączył obszerniejsze teksty gwaro- 
we (str. 36-69) i słownik, - a dr Z. 
Stieber 6 ) opracował genezę gwar laskich 
z mapką ich zasięgu. Z inicjatywy prof. 
Kazimierza Nitscha przyst
piono do zbiera- 
nia tekstów gwarowych Sl
ska, które w mia- 
rę ich gromadzenia będą wydawane jako 


5) Steuer Feliks, Dialekt sulkowski, Krak6w 
1934, Nakładem Polskiej Akademji Umiejętl10ki 
(Wvdawnictwa 
Iąskie - Prace językowe, nr I), 
8-k'a, str. VI, 148, 4 nlb. 
6) Stieber Zdzisław, Geneza gwar laskich, 
Kraków 1934, Nakładem Polskiej Akac1emji 
Umiejętno
ci (Wydawnictwa 
ląskie - Prace ję- 
zykowe, nr 2), 8-ka, str. 30, I mapka.
		

/Image 0063_0001.djvu

			materjał do badań językowych. Pracy tej 
podjął się dr St. Bąk, prof. gimn. w Mi- 
kołowie. 
4. Z wydawnictw etnograficznych wy- 
szedł z druku już dawniej drugi zeszyt 
pierwszep,o tomu "Pieśni ludowych z Pol- 
skiego Sląska", zebranych przez ks. Emila 
Szramka z rękopisów oraz z dawniejszych 
zbiorów dra Andrzeja Cińciały i dra Juljn- 
sza Rogera, w opracowaniu i z przedmow
 
prof. U. J. Jana St. Bystronia przy udziale 
prof. K. Nitscha i prof. A. Chybińskiego. 
Zeszyt ten, obejmujący pieśni o zalotach i 
miłości, wydany został jeszcze częściowo, po- 
dobnie jak zeszyt pierwszy (pieśni balado- 
we), z zasiłków T-wa Przyjaciół Nauk na 
Sląsku oraz, Województwa Sląskiego; obec- 
nie wydawnictwo to przejął komitet wy- 
dawnictw ślą
kich i w najbliższym czasie 
przystąpi do uporządkowania i opracowania 
redakcyjnego drugiego tomu. Tom ten za- 
wierał będzie dalsze działy pieśni śląskich, 
a ponadto obejmie szczegółową historję pie- 
śni ludowej na Sląsku pióra ks. E. Szramka. 
Zredagowaniem tego tomu zajmie się ktoś 
inny, bo prof. J. St. Bystroń przeniósł się 
do \XT arszawy i nie będzie się mógł zajl!ć 
tą sprawą. 
5. Sztuką ludową Sląska zajął się mgr 
Mieczysław Gładysz. Pod kierunkiem profe- 
sora etnografji w Uniwcrsytecie Jagielloń- 
skim, dra Kazimierza Moszyńskiego, opra- 
cował obszerną pracę o zdobnictwie drew- 
nianem w Beskidach Sląskich 7 ). Książka ta, 
wspaniale wydana i ozdobiona bogato, jest 
pierwszą w większym cyklu prac o sztuce 
górali śląskich. "Zdobnictwo metalowe 
w Beskidzie śląskim" tegoż autora jest na 
ukończeniu. 
Drewnianem budownictwem kościelnem 
na Sląsku zajmuje się Fr. Strzałko. Odbył 


7) Gładysz Mieczysław, G6ralskie zdobnic- 
two drzewne na Śląsku (Z 125 rycinami w tek- 

cie, 108 tablicami i I mapką), Kraków 1935, 
Nakładem Polskiej Akademji Umiejętno
ci (Wy- 
dawnictwa 
Ią
kie - Prace etnograficzne, nr I), 
4-ka, str. VIII, IP, 46 tablic. 


w tym celu dwie wycieczki naukowe, jedn
 
po województwie śląskiem, drugą na teren 
Sląska Opolskiego i czeskiego oraz Moraw, 
skąd przywiózł bogaty plon w zdjęciach 
fotograficznych, ktl1re obecnie opracowuje. 
6. Na cele badań geologicznych, dzięki 
poparciu wojewody dra M. Grażyńskiego, 
otrzymała Akademja znaczniejsze subwencje 
od "Unji Polskiego Przemysłu Górniczo- 
Hutniczego" w Katowicach (20.000 zł), tu- 
dzież z Funduszn Ministerstwa Przemysłu 
i Handlu przy poparciu dyrektora Depart. 
Górn.-Hutn. p. Pechego. Dzięki tym fun- 
duszom mógł prof. dr Jan Nowak rozwinąć 
planową pracę nad badaniem megasporB). 
Ukazała się z tego zakresu pierwsza cZęść 
publikacji dra J. Zerndta, jako tom pierwszy 
"Prac geologicznych śląskich" w języku 
francuskim 9 ). Obok tekstu zawiera ona 32 
tablic światłodrukowych, wykonanych 
w krakowskiej firmie Akropol. Praca ta, 
przedstawiona na Międzynarodowym Kon- 
gresie Geograficznym przez prof. Nowaka, 
wywołała żywe zainteresowanie, jak nie- 
mniej bardzo pochlebne głosy w literaturze 
zagranicznej. 
Nad "Mapą geologiczną Beskidów Slą- 
ski ch" pracują pod kierunkiem prof. J. No- 
waka mgr Jadwiga Burtanówna, dr Kon- 
rad Konior, docent dr Marjan Książkiewicz 


8) Monograficzne opracowanie megaspor kar- 
bonu 
Iąskiego i wog6le zagłębia węglowego 
przeprowadzone zostało dla cel6w stratygrafji 
pokładów, dotychczas nieujednostajnionej jeszcze 
w spos6b należyty. Badania te były bardzo kosz- 
towne. Do Zakładu Geologicznego U. J. zakupio- 
no w związku z te mi badaniami aparat mikrofo- 
tograficzny do fotografowania megaspor i ze- 
brano materiał węglowy ze wszystkich pokładów 
(łącznie z nieodbudowanemi) 57 kopalń zagłębia 
oraz z kilkunastu bieda-szyb6w. 
9) Zerndt Jan, Les mcgaspores du bassin ho- 
ni!ler polon ais, I-ere partie (32 planches, 14 fig. 
et 21 tableaux dans le texte), Krak6w 1934, Na- 
kładem Polskiej Akademji Umiejętnoki (Comitc 
des publications silcsiennes - Travaux gcologi- 
ques, no I), 4-ka. str. 2, 56, 32 tablic i tyleż ta- 
blic z objaśnieniami. Streszczenie w języku pol- 
skim (Megaspory polskiego zagłębia węglowego) 
znajduje się na końcu. 


131
		

/Image 0064_0001.djvu

			i ar Stanisław Sokołowski. M. Ksi
żkiewicz 
opracował karpack
 CZęść arkusza Cieszyn 
pn. i ukończył skartowanie polskiej części 
Cieszyna pd. na obszarze 130 km 2 . Przy tej 
sposobności opracował dyluwjum Sląska u 
podnóża Karpat w okolicy Cieszyna, czyli 
na tak zwanem w geografji Pogórzu Cie- 
szyńskiem lO ). 
"Mapa geologiczna zagłębia węglowego" 
w skali l : 50.000 sporz
dzona została przez 
inż. L. Kowalskiego. Obszar zdjęty przez 
niego obejmuje problemy tektoniczne po- 
granicza śl
skiego nad Przemsz
, a więc 
zwi
zanie terenu węglowego górnośl
skiego 
z małopolskim. Do mapy dodany będzie 
tekst polski z obszernem streszczeniem nie. 
mieckiem, a nadto w tekście podana będzie 
jeszcze jedna mapa pokładowa z identyfi- 
kacją pokładów małopolskich i śl
skich. 
Bogaty dorobek nauki polskiej na od- 
cinku Sl
ska wzbogaca się z dniem każdym. 
Obok pracy w dziedzinach wymienionych, 
prowadzi się jeszcze badania nad antropo- 
logją (prof. K. Stołyhwo, dr Br. Jasicki, dr 
L Sedlaczek-Komorowski i H. Owsianów. 
na), nad stosunkami gospodarczemi Sl
ska 
(docent dr St. Schmidt, Jerzy Massalski), 
nad geograf ją (prof. Jerzy Smoleński, dr 
Marchacz, mgr Barthl; prof. St. Pawłowski, 
St. Zajchowska) i nad gleboznawstwem 
(prof. dr W. Łoziński). 


Instytut Sląski w Katowicach. 
Nawi
zuj
c do poprzednich notatek o 
Instytucie Sl
skim w Katowicach (Zaranie 
śl
skie, 1934, str. 51 i 240), informujemy 
czytelników o dalszej ruchliwej działalności 
tej pożytecznej placówki naukowej w woje- 
wództwie śl
skiem. W pierwszym roku swe- 


10) Książkiewicz Marjan, Utwory czwarto- 
rzędowe Pogórza CieszY11skiego, Krak6w 1935, 
Nakładem Pohkiej Akademji Umiejętnoki (Wy- 
dawnictwa śląskie - Prace geologiczne, nr 2), 
Stron 2, 14, 2 nlb. i "Mapa utworów czwarto- 
rzędowych Pogórza Cieszyńskiego między Olzą 
a Wisłą". 


132 


go istnienia wszedł Instytut Sl
ski w stycz- 
ność z instytucjami naukowemi i osobami 
pracuj
cemi naukowo w zakresie spraw śl
. 
skich, celem skupienia koło siebie rozproszo. 
nych dot
d wysiłków naukowych i kultural- 
nych, zwi
zanych z zagadnieniami sląskiemi 
Widomym śladem tej pracy jest szereg 
publikacyj zeszytowych, zawierających wy. 
kłady, wygłoszone w sezonie zimowym 
1934-3') w ramach cyklu odczytów p. t. 
" Polski Śl
sk". Na półkach księgarskich 
pojawiło się dotąd sześć tomików: L Zy- 
gmunt W o j c i e c h o w s k i, Udział Śląska 
w dawnem zjednoczeniu ziem polskich; 
2. Wincenty O g r o d z i ń s k i, Związki 
duchowe śląska z Krakowem na przełomic 
wieków XVIII i XIX; 3. Adam B a r, Ka 
roI Miarka jako redaktor "Katolika", Fra- 
gment z dziejów prasy polskiej na Górnym 
śląsku; 4. Kazimierz S t o ł Y h w o, Zaga- 
dnienie składu rasowego ludności Śląska; 5. 
Tadeusz S i l n i c k i, Rola dziejowa kościoła 
polskiego na śląsku w wiekach XI-XIII; 
(). Józef R e i s s, Socjologiczne podłoże ślą- . 
skiej pieśni ludowej; 7. Witołd T a ., z y c- 
k i, śląskie nazwy miejscowe. 
L Z. Wojciechowski skreślił w treści- 
wych wywodach dziejow
 rolę SI
ska w da- 
wnem zjednoczeniu ziem polskich, rolę. 
któr
 nazywa "dobroczynn
" dla dziejów 
Polski, oraZ "jedną z najchlubniejszych kart 
w dziejach Polski". Na tern tle tembardziej 
uwypukla się tragizm ziemi śl
skiej, która 
najdłużej podtrzymywała ideał całości i nie- 
podzielności państwa Piastowskiego i naj- 
energiczniej przC\dowała w d
żeniu do zje. 
dnoczenia dawnej Polski, aby popadłszy 
w zależność od państwa czeskiego, wreszcie 
całkiem odpaść od Polski. 
2. Praca W. Ogrodzińskiego otworzyła 
skarbnicę nader ciekawych, a polskiemu 
ogółowi, nawet tu na Sląsku, prawie zupeł- 
nie nieznanych faktów, świadczących dobit- 
nie o związku duchowym SI
ska z Krakowem 
w tym okresie, kiedy zaczęła się rozwijać na 
dobre podejrzliwa inwigilacja kontaktu lud- 
ności górnośl
skiej z Krakowem ze strony
		

/Image 0065_0001.djvu

			rządu pruskiego i oddanych mu ludzi. Wia- 
domości, zawarte w pracy Ogrodzińskiego. 
stanowi
 ważny przyczynek do zrozuIr.Ienia 
ewolucji świadomości polskości wśród ludu 
śląskiego w ci
gu XIX wieku. NIektóre 
szczegóły są., w zestawieniu z dotychczasow? 
literatur
 wprost rewelacjami. Powiedzenie 
dra Andrzeja Cińciały, notarjusza w Cieszy- 
nie (* 1825, t 1898), iż był jednym z pierw- 
szych Slązaków na Uniwersytecie Jagielloń- 
skim w Krakowie, zostało w ciekawy i wno. 
szący mnóstwo nowego materjału sposób 
rozwiane. 


3. Bibljotekarz Bibljoteki Jagielloń- 
skiej, dr Adam Bar, gromadzący materjały 
do nowej, wyczerpujl!cej biografji Karola 
Miarki, pokazał w swym odczycie polskie 
kulturalne oblicze Górnego SI
ska na jednym 
odcinku, mianowicie na odcinku prasy po- 
litycznej ("Katolika"), w okresie najgoręt 
szych walk politycznych ludu śląskiego o 
duszę narodową. Słusznie zaznacza, że 
"dzieje Katolika to cz
stka martyrologji pol- 
skie.i na Górnym Sląsku". Na tem tle poli- 
-tyczno-prasowem postać bojowa Karola 
Miarki zarysowuje się bardzo plastycznie. 
4. Tak bardzo w ostatnich czasach ak- 
tualne zagadnienie rasowe przedstawił K 
Stołyhwo w swej pracy w odniesieniu do 
ludności Sląska. Czytelnik dowiaduje się 
z jego odczytu o stanie i wynikach dotych 
czas przeprowadzonych badań nad składem 
rasowym ludności śl
skiej. W zakończeniu 
uwypuklił autor główne podłoże rasowe 
ludności i zasadnicze typy rasowe ludności 
śląskiej. Wywody powyższe nacechowane są 
wskazaną ostrożnością przy wnioskowaniu, 
oraz krytyczną., oceną dotychczasowych wy- 
ników, przyczem uczony antropolog nie 
tai, że zebrane pod koniec pracy wyniki 
badań stanowi
 poniekl!d jedynie "prognozę 
struktury antropologicznej na Sląsku", gdyż 
ostateczne naukowe rozstrzygnięcie proble- 
mu rasowości ludności śląskiej nastąpić może 
dopiero po długich planowych i systematycz. 
nych dalszych badaniach antropologicznych 


5. T. Silnicki przedstawił poszczególne 
etapy rozwoju organizacji polskiego kościo- 
ła na Sląsku i związał różnorodne zagadnie- 
nia tematu w wszechstronnI! całość, wyka- 
zując doniosłą rolę kościoła na Sl
sku i jego 
zasłuf,i w walce z zalewem niemczyzny. 
W ostatnich rozdziałach pracy przewijają się 
niezmiernie ciekawe dzieje biskupstwa wroc- 
ławskiego, jako terwu zetknięcia się dwu 
kultur i dwu odmiennych typów organiZJ- 
cyjnych. 
6. Polska pieśń ludowa na Sląsku, nie- 
wątpliwie jedna z głównych ostoi polskości 
ziemi śląskiej, a równocześnie w swych re- 
gjonalnych odcieniach oddająca rzadko 
gdzIeindziej spotykaną ekspresję uczucia i 
śpiewność liryzmu, doznaje w pracy J. Reis 
sa chyba poraz pierwszy ciekawego naświe- 
tlenia od strony socjologicznej. Autor wy- 
kazał ścisły związek ludowej pieśni śląskiej 
z kulturą ludu śląskiego. Przez ujęcie pieśni 
śląskiej ze strony socjologicznej otworzył 
przed czytelnikiem nowy horyzont i stwo 
rzył nowe sprawdziany dla oceny polskiej 
pieśni ludowej na Sląsku. 
W cyklu odczytów p. t. "Polski Sląsk" 
ukażą się jeszcze w najbliższej przyszł?ści 
względnie w przyszłym sezonie na3tę?u)f!ce 
opracowania: 8. Wiktor N e c h a y, Śląsk 
j;ko regjon geograficzny; 9. Mieczysław 
G ę b a r o w i c z, Stosunki artystyczne ślą- 
ska z innemi dzielnicami polskiemi; 10. Hen. 
ryk B a r y c z, Ślązacy na Uniwersytecie Ja- 
giellońskim od XV-XVIll wieku; 11. Ka. 
zimierz S m o g o r z e w s k i, Sprawa ŚIiJ.- 
ska na konferencji pokojowej w roku 19]9; 
12. Józef F e I d m a n, Polska i Polacy w są- 
dach pruskich polityków w epoce porozbio- 
rowej; 13. Janusz S t a s z e w s k i, Wojsko 
polskie na SI
sku w dobie Księstwa War- 
szawskiego; 14. Zygmunt J e d I i c k i, Orzeł 
śląski na tle zagadnienia orła polskiego; 
l 'i. Tadeusz G r a b o w s k i, Literatura ślą. 
sko-polska wieków średnich. 
Cykl odczytów p. t. "Rozwój gospodar- 
czy Sląska" obejmuje na razie dwie prace: 
1.' Eugenjusz Gór k i e w i c z, Postępy gór- 


133
		

/Image 0066_0001.djvu

			nictwa węglowego na sl
sku za CZasów pol- 
skich (w druku) i 2. \Vładysław K u c z e w- 
s k i, Postępy hutnictwa żelaznego na Ślą- 
sku za czasów polskich (w przygotowaniu). 
Komunikaty Instytutu Sląskiego, wy- 
szczególnione poprzednio (Zaranie ślIskie, 
1934, str. 240), wzbogaciły się o cały sze- 
reg nowych; oto ich autorowie i tytuły: 
19.. L_u b i c z Teodor, Stan prawny ewan. 
ge!lCklego _kościoła unijnego na polskim 
Gornym sląsku; 20. O g r o d z i ń s k i 
Winc
nty, Nauka niemiecka o sprawach 
polskICh (Dr Kurt Luck, Deutsche Aufbau- 
krafte in der Entwickelung Polens, Poznai. 
1934) ; 21. Dr K a s z t e l o w i c z Stani- 
sław, Tradycjonalizm w poezji ks. Dam- 
rotha; 2
. 
 o 
 t r Z e w s k i Józef, Argu- 
menty memlecklego profesora prehistorji, 
barona dra Bolka von Richthofena; 23. Dr 
T u r o w s k a-B a r o VI a Irena, W razcnia 
Niemcewicza z podróży na Śląsk; 24. Dr. 
D o b r o w o l s k i Tadeusz, Ostatnie prace 
naukowe poświęcone sztuce śl
skiej ; 25. 
P o II a k Roman, \Valenty Roździeński i je- 
go staropolski poemat o hutnictwie; 26. Nie- 
mieckie przygotowania do naukowej ofensy- 
wy na Górny Sląsk; 27. Jałowieck; An- 
drzej, Organizacja angielskiego przemysłu 
węglowego; 28. K o s t r z e w s k i Józef, 
C
y Sl

k zawdzięcza swą nazwę germań- 
skIm Slhngom? 29. Dr N e c h a y Wiktor 
Niemiecka krytyka mapy z roku 1910; 30: 
Dr S e k r e t a Mirosław, Instytut Pedago., 
giczny w Katowicach; 31. Dr Sedlaczek- 
K o m o r o w s kiludomir, Pierwsze nie. 
mieckie badania antropologiczne na Górnym 
Sl;!sku; - Hugo Kołł:.!taj o Sląsku i Sl
za- 
kach; 32. Woj n a r Wiesław, Sl
sk Cie- 
sZJ:ński w świ
tle ostatnich publikacyj cze. 
skI ch; 33. M I ł o b ę d z k i Zbigniew, Pol, 
ska polityka handlowa w niemieckiem 
oświetleniu; - Niemieckie wydawnictwa o 
osadnictwie na Górnym Sl
sku; 34. J e s i o- 
n o w s k i Alfred, Współczesna twórczość 
literacka Sląska; 35. Dr B a r y c z Henryk, 
Jerzy Samuel Bandtkie, W setną rocznicę 
zgonu (* 1768, t 1835). 


134 


Jako dodatek do komunikatów Instytu- 
tu Śląskiego ukazał się ostatnio 16-stronico- 
wy "Wykaz literatury bież
cej o Sl
sku", 
wydawany przez komitet redakcyjny "Bi- 
bljografji śląskiej" przy Bibljotece Sejmu 
Sl
skiego w Katowicach pod redakcj
 Jacka 
Koraszewskiego. Zadaniem "Wykazu"- 
czytamy we słowie wstępnem --'- "jest re- 
jestrowanie o ile możności wyczerpujące, 
bież
cej produkcji piśmienniczej polskiej i 
obcej, dotycz
cej Sl
ska, a w szczególności 
tej części, która objęta jest granicami Wo- 
jewództwa. \Vykaz ma uwzględniać zarów- 
no wydawnictwa samodzielne, jako też roz- 
prawy, artykuły i znamienniejsze recenzje, 
pomieszczane w wydawnictwach zbiorowych 
lub czasopismach. Będzie on również noto- 
wał artykuły dziennikarskie o trwalszej war. 
tości, ale w granicach szczuplejszych, miano. 
wicie rejestruj
c regularnie materjał tylko 
z ograniczonej liczby polskich gazet i CZaso- 
pism. Układ materjału jest systematyczny, 
przyczem w poszczególnych działach pozy- 
cje polskie stoją przed obcerni." - Wydaw- 
nictwo to, rozpoczynaj
ce nową serję wy. 
dawnictw Instytutu, obejmuje w nrze pierw- . 
szym 192 pozycyj polskich i obcych, odno- . 
szących się do Śląska, a wydanych w pierw- 
szym kwartale bież
cego roku. Uczyniono 
w ten sposób zadość pal
cej potrzebie nau- 
kowej rejestrowania bież
cej produkcji pi- 
śmienniczej o Sląsku; komitet redakcyjny 
jednak, w osobie Jacka Koraszewskiego, pa- 
miętać winien również o pracy nad całości
 
dawniejszą zamierzonej "Bibljografji ślą- 
skiej". Redagowanie i układanie "Wykazu" 
w tej formie, w jakiej pojawił się nr pierw- 
szy, budzi pewne, drobne zresztą zastrze- 
żenia, wynikaj
ce ze zbyt skomplikowanego 
i szczegółowego opisu bibljograficznego. 
Zamierzone większe wydawnictwa In- 
stytutu, to wspaniała bibljoteka wiedzy o 
Sląsku, która w samym, niezrealizowanYffi 
zreszt
 jeszcze projekcie, raduje wszystkich 
naukowców śl:.!skich. Wydawnictwa te zacz- 
n
 się już ukazywać w najbliższej przyszłości 
w dwóch serjach; pierwsza. to "Pamiętnik
		

/Image 0067_0001.djvu

			Instytutu Śląskiego", a druga, to "Bibljoteka 
pisarzów śl
skich". 
Pierwszym tomem "Pamiętnika" będzie 
praca zbiorowa pod redakcjI! dra Romana 
Lutmana p. t. "Stan i potrzeby nauki pol- 
skiej o Sląsku". Wielkie to wydawnictwo, 
podjęte na wzór " Nauki polskiej", wyda- 
wanej przez Kasę im. Mianowskiego, zawie- 
rać będzie następuj
ce rozprawy: R. Lut- 
mana (wstęp), M. Książkiewicza i E. Pas- 
sendorfera (geologja), A. Kozłowskiej i T. 
Bocheńskiego (botanika), J. Czudka (zo- 
ologja), A. Wrzoska (geograf ja) , B. Ol, 
szewicza (kartograf ja) , K. Stołyhwy i L. 
Sedlaczka-Komorowskiego (antropologja), 
M. Gładysza (etnograf ja) , K. Nitscha (ję- 
zykoznawstwo), J. Kostrzewskiego (prehi- 
storja), K. Piotrowicz'l (historja), M. Gę- 
barowicza (historja sztuki), E. Kostki (pra- 
wo, demograf ja) , W. Olszewicza (stosunki 
ekonomiczne i społeczne), oraz W. Ogro- 
dzińskiego (piśmiennictwo śl
skie). 
Tom drugi, p. t. "Polski Sląsk", obejmo- 
wał będzie cykl odczytów, wygłoszonych 
w Katowicach staraniem Instytutu Sl
skiego 
w sezonie zimowym 1934-35, Zawierał więc 
b'ędzie odczyty, wychodzące obecnie oddziel- 
nie w cyklu pod takim samym tytułem. Za- 
rÓwno tom pierwszy, jak i drugi znajduj;J, 
się już w druku. 
\'(f przygotowaniu znajduj
 się następne 
tomy "Pamiętnika": 3. Górnośl
ska kon- 
wencja genewska i jej wykonanie, Praca 
zbiorowa; 4. Rozwój gospodarczy Sląska; 
5. Stanisław Was y l e w s ki, Sląsk Opol- 
ski (monografja) ; 6. Przewodnik po woje- 
wództwie śląskiem; 7. Alfred O koł 0- 
w i c z, Stosunki rolne w województwie śl
.. 
skiem; 8. Praca kulturalna na Sląsku, Praca 
zbiorowa; 9. Lud śl
ski, Praca zbiorowa. 
W serji drugiej zapowiedziano krytycz. 
ne wydania pisarzów śl
skich: Tom 1-3 
Norbert B o n c z y k, Pisma poetyckie, 
\V opracowaniu W. Ogrodzińskiego, po- 
przedzone życiorysem poety przez ks. Emi- 
la Szramka; 4. Walenty R o ź d z i e ń s k i, 
Officina Ferraria sen Huta i Warstat 


z Kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego, 
W opracowaniu dra R. Pollaka, prof. U. P.; 
5. Karol M i ark a, Pisma polityczne, 
\'(, opracowaniu Adama Bara; 6. Benedykt 
P ol a k, Podróż do Tartarji (1245), W opra- 
cowaniu Marji Polaczkówny i BoI. Olsze- 
wicza; 7. Adam G d a c i u s, Wybór pism. 
\V opracowaniu K. Kolbuszewskiego i W. 
Taszyckiego; 8. Księga Henrykowska- 
w tłumaczeniu polskiem; 9. Paweł S t a l- 
m a c h, Pisma polityczne. 
"Mapa województwa śl
skiego i ziem 
s
siednich" w podziałce l : 100.000, Opra, 
cowana przez Franciszka Popiołka i znajduj
. 
ca się obecnie już w druku, dodana do za- 
mierzeń powyższych i rzeczy już zrobio- 
nych, daje w sumie ciekawy i urozmaicony 
obraz życia naukowego jednej z najmłod- 
szych instytucyj naukowych na Sl
sku, In- 
stytutowi SI
skiemu należy życzyć, by pię- 
kny swój plan wydawniczy jak najwspania. 
lej zrealizował... 


B. 


Badania psychologiczne na Sląsku. 
Notatka informacyjna. 
1. W ostatnich latach ruszyły naprzód 
na Sląsku oprócz innych badań także bada- 
nia psychologiczne, dotycz
ce zreszt
 narazie 
tylko dzieci i młodzieży. Inicjatywa tych 
badań wyszła częściowo od władz Oświecenia 
Publicznego, częściowo zaś z Instytutu Pe- 
dagogicznego vi Katowicach. Władze szkol- 
ne śl
skie ustanowiły cztery lata temu urz
d 
psychologa szkolnego (jest nim od począt- 
ku dr L. Goldscheider); przeznaczenie tego 
urzędu jest wprawdzie bardziej praktyczne 
aniżeli teoretyczno-naukowe, jednakie sam 
fakt przeprowadzania selekcyj szkolnych n
 
zasadach i przesłankach teoretycznych zbliża 
z konicczności poczynania te do naukowych. 
Inicjatywa badań psychologicznych, któ- 
ra wyszła od dyrektora Instytutu Pedago- 
gicznego w Katowicach, p. E. Czernichow- 
skiego, ma wprawdzie cel i charakter prze- 
dewszystkiem naukowy, ale niemniej zahacza 


135
		

/Image 0068_0001.djvu

			też o pewne praktyczne potrzeby szkolne i 
wychowawcze województwa śląskiego. Nau. 
czycielstwo i śl
skie władze szkolne stwier- 
dzaj
 od lat istnienie poważnych trudności 
dydaktycznych i pedagogicznych, zwłaszcza 
w niektórych okolicach województwa. Nie- 
rzadkie jest przy tern zdanie laik6w o rze- 
komem upośledzeniu śl
zaków i dzieci śl
. 
skich w zakresie polotu i bystrości umysło. 
wej. Nieuprzedzone i metodyczne spraw- 
dzenie badawcze tych trudności i zapatry- 
wań ma - rozumie się - bardzo doniosłe 
znaczenie w dziedzinie ewcntualnej reorga- 
nizacji szkolnictwa śl
skiego. 
2. W badaniach psychologicznych nad 
dziećmi śląskiemi chodziło zrazu o spraw- 
dzenie mniemania o rzekomej niższości in- 
telektualnej dzieci śląskich w porównaniu 
z dziećmi innych dzielnic Polski. Ponieważ 
do porównania takiego potrzebne są, normy, 
użyto jako narzędzia badań testów Grzywak. 
Kaczyńskiej, znormalizowanych przez au- 
torkę na około 10.000 dzieci warszawskich 
Po zbadaniu około 2.000 dzieci z różnych 
części województwa w roku ubiegłym oka. 
zało się - w ramach dokładności przepro- 
wadzonych badań i diagnostycznej wartości 
samego testu, - Że przeciętna inteligencja 
zbadanych l3-letnich dzieci śl
skich jest na 
sto punktów o około 10 punktów niższ:;. 
w porównaniu z dziećmi warszawskiemi. 
Jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że wszyst- 
kie tak Zwane testy inteligencji badaj
 po- 
ziom bystrości umysłowej poprzez znajo- 
mość słów, oraz że niew
tpliwie wiele trud- 
ności szkolnych na sl
sku (zwłaszcza Gór- 
nym) trzeba położyć na karb odmienności 
gwary śląskiej, owa dziesięciopunktow'\ ró- 
żnica absolutnie nie uprawnia do wysnucia 
jakichkolwiek wniosków na niekorzyść dla 
dzieci śląskich. Zreszt
 sprawa ta jest jeszcze 
w zacz
tku i musi podlec badaniu bardziej 
dokładnemu, opartemu o szersz
 statystycz. 
11
 podstawę. 
3. W ubiegłym roku również z InICJaty. 
wy dyrekcji Instytutu Pedagogicznego roz- 
poczęto na terenie województwa śl
skiego 
badania korelacyjne nad zależności
 mIędzy 


136 


poziomem bystrości umysłowej, okrdlanej 
t. zw. testami, warunkami socjalnemi, a ty. 
pem antropometrycznym dzieci i młodzieży. 
Chodzi tu o naukow
 analizę zagadnienia. 
w jakim stopniu (nietyle i nietylko, cz)' 
wogóle) bystrość umysłowa dzieci i mło- 
dzieży na Slą.sku zależna jest od dodatnich 
lub niekorzystnych warunków socjalnych, 
a w jakim stopniu od t. zw. wrodzonych 
czynników, w tern zwłaszcza od zróżnico- 
wania rasowego, antropologicznego. Ba.lania 
te nie maj
 już oczywiście charakteru czysto 
psychologicznego; ]eż
 bowiem na pograni, 
czu kilku różnych nauk. Samo zagadnieniE 
jest wielce doniosłe. Polityka szkolna i całe 
mn6stwo związanych z ni
 spraw zależne jest 
od rodzaju wyników badań nad takim wła- 
śnie problemem. Nie można narazie przesI!' 
dzić, jak dalece badania te doprowadzą do 
rezultatów pozytywnych. Dotychczasowe 
przyczynki w tej sprawie przemawiaj:,t sta. 
nowczo za bardzo wysokim stopniem (sta. 
tystycznie, t. j. liczbowo wyrażonym) współ. 
zależności między pomiarami inteligencji a 
pomiarami czynników socjalnych, maj i- 
cych wpływ na inteligencję. . 
4. Wkońcu zanotować trzeba, że wzmian- 
kowane badania psychologiczne prowadzone 
s
 przy czynnym współudziale śl
skiego nau- 
czycielstwa (przeważnie przez słuchaczów i 
absolwent6w Instytutu Pedagogicznego), i że 
z gorliwości tej współpracy rokować można 
optymistycznie o szansach zorganizowania 
na terenie naszego wojew6dztwa badań tak- 
że i w różnych innych dziedzinach, dotycz
- 
cych Sl
ska przez wci
gnięcie do nich odpo- 
wiednio przeszkolonych zastępów tutejszej 
inteligencji. 


Dr ,. P. 


W'arunki pracy "Znicza" krakowskiego po 
jego uniezależnieniu się od "Znicza" 
cieszyńskiego. 
Rok 1933, na skutek p
jawienia się roz- 
porz
dzenia Ministerstwa \VI. R. i O. P. o 
stowarzyszeni
ch akademickich, spowodował 
pewnc zahamowanie ich rozwoju. Jeżeli do
		

/Image 0069_0001.djvu

			tego roku młodzież akademicka różnych wyż- 
szych uczelni mogła bez przeszkód ł
czyć 
się w związki i stowarzyszenia, bez względu 
na ich charakter, to nowe rozporz
dzenie 
wyraźnie zaznaczyło, że wszelkie stowarzy- 
szenia akademickie mog
 być li tylko jedno- 
uczelniane, oraz zabroniło tworzenia organi- 
zacyj centralnych lub z władzą nadrzędn
. 
Rozporządzenie to ugodziło przedewszyst- 
kiem w nas "Zniczowców". Dawniej w każ. 
dem środowisku uniwersyteckiem, za wyj
t- 
kiem \Xlilna i Lublina, istniały sekcje "Zni- 
cza", Uóre podlegały bezpośrednio swej wła. 
dzy nadrzędnej, wydziałowi "Znicza" 7. sie- 
dzib
 w Cieszynie. Było więc to stowarzysze- 
nie nietylko wielouczelniane, lecz i wielo- 
środowiskowe, skupiające nasz
 młodzież 
śl
sk
 studjuj
q w Krakowie, Lwowie, 
\'('arszawie, Poznaniu i Gdańsku. To wła- 
śnie pozwalało zaliczyć "Znicz" do .iednej 
z liczniejszych i więcej wpływowych orga- 
nizacyj akademickich. Ogniwa ł
czności zo- 
stały z rokiem 1933 rozerwane. Podzielono 

as tak, że obecnie w każdym ośrodku uni- 
wersyteckim istnieje "Znicz" jako osoba 
prawnie zupełnie niezależna od wydziału, 
jednouczelniana, podlegaj
ca jedynie sena- 
towi akademickiemu. "Znicz" cieszyński na- 
tomiast ma charakter już nie ściśle akade- 
micki i podlega śląskim władzom wojewódz- 
kim. Siłą rzeczy stowarzyszenia musiały ze- 
szczupleć. \Vprawdzie już dwa lata przed- 
tem istniała w sekcjach "Znicza" d
żność 
odseparowania się od wydziału i uniezależ- 
nienia się, lecz zasadniczo do tego nI? do- 
szło. Rozporz
dzenie ministerstwa narzuca. 
poza tem pewne krępujące przepisy, okre- 
Ślające kierunek i charakter pracy, poza ramy 
której zasadniczo przekroczyć nie wolno. 
Koło ma być li tylko stowarzyszeniem samo- 
pomocowem. Dzięki encrgji zarz
dów "Zni- 
cza" krakowskiego praca jego w dalszym 
ciągu utrzymuje się jednak na odpowiednim 
poziomie i szuka częściowo, w ramach do- 
zwolonych przepisem, nowych dróg. 


Praca "Znicza" ma obecnie 
przedewszystkiem samopomocy, 


charakter 
na drugim 


planie stoi praca kulturalno-o
wiatowa i to- 
warzyska. Zasięg obu ogranicza się przeważ- 
nie do terenu krakowskiego. Minęły już te 
czasy, kiedy terenem pracy była wieś 
I
ska, 
kiedy "Zniczowiec" starał się wskrzesać 
wśród ludu śląskiego, mówi
cego wprawdzie 
po polsku, lecz inaczej myśl
cego, iskrę pa- 
trjotyzmu, uświadomić go narodowo i nieść 
mu ten cenny dar, jakim jest oświata. Ży- 
jemy w wolnej i niepodległej Polsce. Praq 
oświatow
 na wsi opiekuje się Państwo, 
szkoła i stowarzyszenia lokalne. Nam pozo- 
stał teren akademicki i praca nad sobą. Obec- 
ny akademik rekrutuje się przeważnie 
z warstw niezamożnych, jakiemi są warstwy 
chłopska, rzemieślnicza i robotnicza, najwię- 
cej dotknięte przez kryzys. Ciężkie SI! też 
jego warunki materjalne. Niesienie mu, 
chociażby skromnej pomocy materjal
ej i 
uprzystępnienie studjów - oto zadania kół 
samopomocowych, a więc i "Znicza". ( dla- 
tego to urz
dzamy na terenie Krakowa a 
częściowo i Dziedzic herbatki zapoznawcze 
i zabawy karnawałowe, które są pomyślane 
jako imprezy głównie czysto dochodowe, a 
później towarzyskie. Dochód z tych prze- 
znacza się dla członków "Znicza" w formit 
pożyczek krótko- i długoterminowych. Dm- 
p;iem źródłem dochodów, źródłem bardzo 
szczuplem, a przy tern rarytasem - to sub- 
wencje. Oprócz tego zarząd "Znicza" stara 
się we władzach Bratniej Pomocy S. U. J- 
o przyznanie jego członkom mieszkań, po- 
życzek pieniężnych i obiadowych. 
Pracę kulturalno-oświatową pielęgnuje- 
my obecnie również wyłącznie na terenie 
"Znicza". Mieszkając na terenie tak boga- 
tym w dzieła sztuki i zabytki historyczne, 
jakim jest Kraków, staramy się poznać jego 
bezcenne skarby, zwłaszcza, że wstęp do nich 
mamy znacznie ułatwiony. Zwiedziliśmy 
AkrO'pol Polski - Wawel, Muzeum Naro- 
dowe, Muzeum Czartoryskich, Dom Matej- 
ki, poza tern urz
dziliśmy, celem zżycia się 
koleżeńskiego, kilka wycieczek w okolice 
Krakowa o charakterze naukowo-historycz- 
nym. 


137
		

/Image 0070_0001.djvu

			lnteresujemy się rbwnież żywo przeja- 
wami życia gospodarczego i politycznego 
Sl
ska. Na dyżurach "Znicza" czytamy pra- 
sę śl
sk
, którą otrzymujemy bezpłatnie. 
Gdy Macierz Szkolna z Czechosłowacji 
zWróciła się do nas z prośbi o wsp:.ucie, 
podjęliśmy na terenie akademickim zbIórkę 
na jej rzecz i potrafiliśmy na tak ubogim 
gruncie, jakim jest grunt akademicki, zebrać 
kilkaset złotych i wręczyć je Ogólnemu Ko- 
mitetowi Niesienia Pomocy Macierzy w Cze- 
chosłowacji. Gdy nadeszła rocznica hanieb. 
nego i zdradzieckiego najazdu czeskiego na 
Sl
sk Cieszyński, urz
dziliśmy zebranie z re- 
feratem i daliśmy wyraz naszemu oburzeniu; 
gdy sprawa autonomji śl
skiej była s\\ego 
czasu mocno aktualną, uchwaliliśmy m. ze. 
braniu rezolucję, potępiaj
q jej wybuja- 
łość, a domagająq się dla Sl
ska tylko pew- 
nego samorządu. W przyszłości chcemy urz:}.- 
dzić wieczór śl
ski, chcemy publice kra- 
kowskiej pokazać taniec, pieśń, mowę i strój 
śl
ski, chcemy pielęgnować regjonalizm śl
- 
ski, lecz niestety do urz
dzenia takiej impre- 
zy brak nam koniecznych funduszów. Gdy się 
znajdą - imprezę urz
dzimy. 
Ostatnio wstrz
snęła nas do głębi śmierć 
naszego ukochanego Wodza i Marszałka 
Polski Ś. p. Józefa Piłsudskiego. Bezgranicz- 
nemu żalowi i smutkowi daliśmy wyraz 
w tłumnym pochodzie i manifestacj i żałob- 
nej pod historycznym domem na Olean. 
drach i w nadzwyczajnem zebraniu żałobnem 
zarz
du "Znicza". Obecnie wybieramy się 
na Sowiniec, aby w sypaniu kopca Temu, 
który całe życie swe poświęcił sprawie Wol- 
ności Ojczyzny, a później ugruntowaniu jej 
mocarstwowości, nie zabrakło wraz z całym 
narodem i akademika Slązaka. 
Błahut Emil, 
prezes "Znicza" w Krakowie. 


"Kuźnica" i jej kowale. 
Kowalem, co raz po raz głośnemi ude- 
rzeniami w różne kowadła daje wyraz swej 
pracy, możnaby nazwać Pawła Musioła, ru- 
chliwego przed kilku laty prezesa "Zmcza", 


138 


a później tw6rcę "Nowej Polski", prze- 
kształconej ostatnio w "Kuźnicę". Kowalami 
i kowalczykami w jego kuźni Si albo daw- 
niejsi towarzysze "Zniczowi", albo obecni 
zwolennicy i przyjaciele, złączeni w klub 
dyskusyjny przy redakcji. Kuźnil! jest całe 
województwo od Cieszyna aż po Lubliniec. 
W programie "Kuźnicy", poświęconej za- 
gadnieniom współczesności i Sll!ska, tkwi 
"rzetelne przewartościowywanie wartości, 
konfrontowanie haseł i myśli z rzeczywi- 
stości
, oraz walka o ich urzeczywistnienie. 
"Kuźnica" pragnie być jednym z ośrod- 
ków pracy nad państwową i narodow
 my- 
śl
 w Polsce, a pomimo iż jest wyrazem 
twórczych ambicyj Młodego Sll!ska, d
że- 
nia jej wychodzI! daleko poza opłotki regjo- 
nu śll!skiego." 
Trzy wydane dot
d numery miesięcznika 
(marzec-maj) zawierają szereg różnorod- 
nych artykułów o treści ogólniejszej lub 
wiąż
cej się bezpośrednio ze Sl
skiem. Z po. 
śród autorów (i poruszonych zagadnicń) 
wymieniamy M u s i o ł a (W poszukiwaniu . 
polskiego pionu, Ideologja i program, Za-. 
gadnienie ochotniczych drużyn roboczych), 
L u t m a n a (Starzy i młodzi), T a r g a (O 
nowy ustrój gospodarczy, Dwie mniejszo- 
ści narodowe), K o h u t k a (Struktura rol- 
na na Sląsku, Drobni dzierżawcy na Sl
sku), 
W i ś n i o w s k i e g o (Nowa siła dziejo- 
wa), Kuj a w s k i e g o (Pokolenia star- 
sze w swej fUńkcji wychowawczej), S k 0- 
w r o n a (Refleksje na temat ustroju) i 
T u c h o l s k i e g o (Na marginesie 23-go 
. marca). 
Część literack
 i literacko-krytycznI! sta- 
nowiły do tej pory poezje Janiny Zabie- 
rzewskiej i nowele Oswalda Bulki, oraz 
szkic Alfreda Jesionowskiego o "Problemie 
pracy we współczesnej twórczości (literac- 
kiej) śląskiej". Nowela Bulki, zamieszczona 
w pierwszym numerze ("Geltak"), już ty- 
tułem swym budzi pewne zastrzeżenia. Swia- 
dome kultywowanie intruzów obcych (gel- 
tak, bergman i, vorszus, amtz
 = urzędują,) 
w gwarze śląskicj nie przynosi wielkiego
		

/Image 0071_0001.djvu

			zaszczytu autorowi, natomiast Niemcom, 
którzy dobrze zanotuj
 sobie te rzeczy w sło- 
wniku, obrazującym ekspansję ich mowy - 
dostarczy wiele cenneRo dla nich (niestety 
fałszywego!) materjału. O tern, że na Sl
- 
sku, tak jak w całej zresztą. Polsce, powinni 
istnieć tylko gór n i c y, w y P ł a t a i t. d., 
nie trzeba nawet pisać. Gwarę śląską., za- 
paskudzon
 przez obcych obcemi wtrętami. 
trzeba czyścić, a nie kultywować w niej obce 
rzeczy w ten sposób, jak czyni to O. Bulka. 
W notatce niniejszej nie wchodzimy 
głębiej w ideologję i treść młodej "Kuźnicy". 
O rzeczy te toczy się zresztl! ostra polemika 
pomiędzy redaktorem "Kuźnicy", Pawłerr:. 
Musiołem, a drem A. D. z "Polski zachod- 
niej", polemika, nie zakończona jcszcze (bo 
pismo zbyt krótko wychodzi i nie zdl!żyło 
pokazać swego dojrzałego oblicza. W każ- 
dym razie postawa, z jakI! podchodzi ono 
do spraw społecznych i kulturalnych, za- 
sługuje na uznanie. Artykulik "Kuchenne 
stosunki w archiwach i muzeach na Sll!sku" 
jest jednym z typowych w tym względzie. 
, Z inicjatywy ruchliwego redaktora "Ku- 
źnicy" powstał niedawno w Katowicach klub 
dyskusyjny tej samej nazwy, co miesięcznik. 
\Vieczory te, poświęcone naj aktualniejszym 
zagadnieniom współczesnym ogólnopolskim 
i regjonalnym, dla zorganizowania wymiany 
myśli i pogłębienia życia kulturalnego w Ka- 
towicach posiadaj l! pierwszorzędne znacz.e, 
nie. Dowodem tego jest pierwszy wieczór 
z dnia 28 maja b. r., który obejmował refe- 
rat Pawła Musioła p. t. "Regjonalizm śll!- 
ski a separatyzm" i niezwykle ożywion
, 
stojącą na wysokim poziomie dyskusję. Po. 
nieważ referat ogłoszony będzie w przy- 
szłych numerach "Kuźnicy", powrócimy je- 
szcze do niego i przy tej sposobności wró- 
cimy także do ciekawej dyskusji. 
Ludwik Brożek. 


Morcinek -- młodzieży. 
Twórczość literacka Gustawa Morcinka. 
po takich ksi
żkach dla młodzieży jak "Na- 


rodziny serca" i "Gwiazdy w studni", prze- 
szła prawie całkowicie na tory literatury 
młodzieżowej. Obrazek prawdziwy z życia 
konia w kopalni, p. t. "Łysek z pokładu 
Idy", wydany w "Bibljoteczce szkoły pow- 
szechnej", oraz tomiki, wydane w bibljo- 
teczce Gebethnera i Wolffa "Polska i świat 
współczesny" (\V zadymionem słońcu, Dzie- 
je węgla, Duńskie serce), wzbogaciły się 
ostatnio o dwie jeszcze powieści dla mło- 
dzieży. Pierwsza z nich, "Uśmiech na dro- 
dze", powieść z życia dzieci śll!skich, wyszła 
jako dodatek do drugiego tomu tygodnika 
"Płomyk" z roku 1934-35, a drugI! ogłosił 
narazie autor w sześćdziesięciu feljetonach 
"Polski zachodniej" (91-103, 105-112, 
114-115, 117-136, 138-150, 152-155) 
od 2 kwietnia do 7 czerwca b. r. 
Na uwagę zasługuje szereg feljetonów 
Morcinka, ogłaszanych w warszawskiej 
"Gazecie polskiej" jesienil! i Ziml! 1934-35 
roku. Znalazł się w l1i(h (z "Robinsonem 
Krużołkiem", Jako typowym, na czele) cały 
świat radości i smutków dziecięcych, prze- 
niesiony żywcem ze szkoły skoczowskiej do 
literatury. Kto zna Skoczów, przemiłe mia- 
s
eczko nad Wisłą., znajdzie w obrazkach 
tych odraz u całl! galefJę młodych przyjaciół- 
ohywateli tamtejszych. Morcinek bowiem nie 
przenosił w tym wypadku rzeczywistości 
w sztuczną literackI! abstrakcyjność czy fan- 
t?zję (jak to ma miejsce gdzieindziej, choć- 
bv np. w ,,\'{lyrl!banym chodniku"), lecz 
żywcem brał ludzi starszych i młodzież do 
swych opowiadań, nikomu w niczem nie 
ubliżaj
c. Inne opowiadania jego ostatnie, 
ogłoszone czy to w "Tęczy", czy w "Orl
t- 
kach", cechuje ta sama postawa wobec rze- 
czywistości: nie określajl!c prawie bliżej śro- 
dowiska, przenosi je żywe i prawdziwe do 
swych opowiadań, stwarzajl!c now
 literatu- 
rę, któq nazwalibyśmy (pomijajl!c jej przy- 
należność do literatury młodzieżowej) lite- 
r:łtuq skoczowsk
. 
Należ,! do niej i dwie powieści ostatnie. 
wymieOlone na wstępie. Szczególny urok 
posiada druga z nich, "Ludzie na drodze", 


139
		

/Image 0072_0001.djvu

			w której inwencja Skoczowa pierwszorzę- 
dn
 odegrała rolę. 
Akcja "Ludzi na drodze" odbywa się 
pozornie w zmyślonej i nienazwanej bliżej 
miejscowości w województwie śll!skiem, 
skąd przenosi się do rÓŻnych zakl!tków kra- 
ju, między inncmi do \Visły i na Baranią,. 
Nietrudno się jednak zorjentować, że mie- 
ścinl!, w której dzieje się akcja, jest Sko.. 
czów. \V rzeczywistości brak wprawdzie 
w nim kopalń, lecz ponieważ były potrzebne 
cłla urozmaicenia fabuły, znalazły się gdzieś 
niedaleko. Jest natomiast \Visła i Bła::łnica 
i coś więcej jeszcze. Oto chłopcy w "Lu- 
dziach na drodze" to sami młodzi, autentycz, 
ni Skoczowianie : Karlik Bylok, modrooki 
J{'drek Raszka, wójt Olszak, Engeibert 
Slowenczyk, Drabina, Stritzki, Gołyszny, 
Metza - gołębiarz, Blatan i Kamiński two- 
rz
 razem z innymi, których bliżej nie 
znam, sympatycznI! gromadę, będl!CI! naj- 
prawdziwszym w świecie Skoczowem. Spo- 
tykamy się z nimi w szkole, w rozmowach 
i przy pracy, z której wymienić koniecznie 
trzeba urz
dzenie konkurencyjnej ślizgawki 
na Bładnicy i przedstawienie jasełkowe, 
w którem rolę Matki Boskiej odegrała Wan- 
da Małyszówna, aniołkami zaś były Dorka 
i Jewka Jeiknerówny, potem Irka Prausów. 
na i Hania Buchcianka, 
Do starszych w tej powieści postaci au- 
tentycznych należą lekarze, nauczyciel c, li- 
stonosz Klajman, stary Orszulik i... ujec ze 
skoczowskiej szkoły, o którym ustępy (Pol- 
ska zachodnia, 1935, 111-112) nalela do 
naj piękniejszych. "Po prawdzie to ujec na- 
zywał się \Vojnar, ale chłopcy przezwali go 
ujcem i ujcem został po wszystkie czasy. 
A ujec to tyle, co wuf." 
\V odcinkach dziennika powieść jest 
prawie że niedostępna, a w wydaniu ksil!ż- 
kowem ukaże się prawdopodobnie dopiero 
na "gwiazdkę". Skoczów w "Ludziach na 
drodze" znajdzie rewelację nielada, a litera 
tura dla młodzieży wzbogaci się o ksil!żkę o 
dobrych sercach ludzkich. 
Ludwik Brożek. 


140 


Zapomniany biskup polski we Wrochwiu. 
W 60-tą rocznicę zgonu ś. p. Ks. Biskupa 
\Vłodarskiego. 
Jednym z najwybitnicjszych księży śll!- 
skich i ch lubą, śląska był ś. p. ks. biskup 
J\drjan Włodarski, rodem z Hajduk (ur. 
2 marca 1807). Skończywszy gimmzjum 
w Gliwicach i teologję we \V rocławiu, pra- 
cował najpierw jako wikary w Lublińr..u, a 
potem jako proboszcz w Pyskowicach. 
\V czasie cholery i innych chorób p!,ide- 
micznych (w latach lR32-1837 i 1847 do 
IS48) ks. \Vłodarski dokazywał cudów po- 
święcenia, jednając sobie serca ludności. 
Położył też bardzo wielkie zasługi w zwal- 
czani
, grasllj
cego wówczas na Slą,sku pi- 
jaństwa. 
Zdolności ks. Włodarskiego i jego dzia. 
łalność duszpasterska znalazły należytyod. 
dźwięk u władzy duchownej. To też w roku 
1855 powołano' go na stanowisko kanonika 
katedralnego do \Vrodawia. Niedługo po.. 
tern został ten wybitny Slą,zak biskupem- 
sufraganem diecezji wrocławskiej. Na tern 
wysokiem stanowisku pozostał wiernym. 
s
ej rodzinnej ziemi ślą.skiej. Utrzymywał 
z nią. żywy kontakt. Gdy w Piekarach zało- 
żono "Zwiastuna Górnoślą.skiego", ks. bi- 
skup \Vłodarski stale współpracował z tem 
pismem, zasilaj
c je swemi udatnemi wier- 
szami i artykułami. Jego też zasługą. było. 
że redaktorem "Zwiastuna" był przez dłuż- 
szy czas ś. p. Karol Miarka, co przyczyniło 
się do spopularyzowania czasopisma i pod- 
niesienia jego poziomu. 
\V dniu 30 maja 1875 roku, gdy począł 
gorzeć "Kulturkampf", oddał ś. p. ks. Bi- 
skup Włodarski sw
 szlachetnI! duszę Bogu. 
\'(1 60-tl! rocznicę 
mierci tego zapomniar.ego 
biskupa Polaka we \Vrocławiu powinna ca- 
l;; Polska uczcić zasługi ks. biskupa \Vłodar- 
skiego, który - mimo swego stanowiska 
wysokiego - zachował duszę polskI!, mówił 
piękn
 polszczyznl! i budził swemi wierszami 
i swemi kazaniami do życia duszę polską, 
w ludzie górnośll!skim.
		

/Image 0073_0001.djvu

			Znów zniknął jeden zabytek... 
Przy ulicy Kameralnej w Czeskim Cie- 
s
ynie stał do poczl!tków bieżą.cego roku ory- 
gmalny, starumy dom. Zarzl!d miasta zdecy- 
do
ał si
. na zburzenie tego domu, ponie- 
waz komisja budowlana orzekła, że grozi mu 
zawalenie. 
Tiadomo o nim było, że pocho- 
dził z XVI wieku. Ponieważ aż do naszych 
czasów nazywano go "zameczkiem" nie iest 
wykluczone, że mieszkał w ni
 i zdłarł 
w nim dnia 13 lipca 1617 roku przedostatni 
z cieszyńskich ksią-żl!t Piastów, Adam \'lVa- 
cław. . K
iążę ten pochowany został prowizo- 
ryczme na zamku cieszyńskim, a dopiero 
dnia 
 kwietnia 1618 roku złożono jego 
zwłokI w podziemiach kościoła 00. Domi- 
nika?ów, . obecnego kościoła parafjalnego 
w CIeszyme. 


Otwarcie wzorowej bibljoteki dziecięcej 
T. C. L. w Katowicach. 
Towarzystwo Czytelń Ludowych posta- 

owiło. uczcić tegoroczny dzień 3 Maja 
otwarCIem nowej placówki kulturalnej. 
PlacówkI! tl! jest wzorowa bibljoteka dla 
dzieci i młodzieży, mieszczl!ca się w nowo 
wybudowanym Domu Oświatowym. 
Jest to pierwsza tego rodzaju bibljoteka 
na terenie województwa ślą.skiego. Składa 
się z wypożyczalni i czytelni, dobrze zaopa. 
trzonych w ksil!żki i czasopisma. Żeby wyro- 
bić sobie pojęcie o tej instytucji, trzeba sa- 
memu na miejscu obejrzeć urządzenie tego 
przybytku wiedzy i kultury dla dzieci. Duża, 
jasna sala, pełna żywych barw. Meble nie 
noszl! znamienia szablonu, ani wyrazu pow- 
szechnie używanej jednokolorowości, lecz 
mienią się żywemi barwami ciepłej pogody 
i harmonijnej całości. Stoliki i krzesełka 
dostosowane SI! do potrzeb małych czytelni- 
ków, którzy znajdl! tu nietylko ksią.żki, ale 
i spokojny kąt dla swych myśli i fantazyj. 
Nie zapomniano przy urzl!dzeniu czytelni 
ozdobić sali w żywe kwiaty, dla których 
zaprojektowano odpowiednie kwietniki. Pół- 
ki, na których spoczną ksi
żki, tak zostały 


skonstruowane, że będą przybrane nietylko 
w ksią-żki, ale i w kwiaty. \'IV ogóle wszystkie 
mcble są wykonane po myśli wymag
ń hi- 
gjeny, estetyki i współczesności. Scianv zo- 
stały przyozdobione planszami Z. Stryjeń- 
skiej, będl!cemi w tym wypadku pierwszorzę- 
dnym środkietr.. dekoracyjnym. 
Ksil!żki dobrano według najbardziej 
miarodajnych kryterjów, któremi były mini- 
sterjalny spis książek, poleconych do bibljo- 
tek szkolnych, katalog informacyjny Pora- 
dni Bibljotecznej, spisy M. Gutry, opracowa, 
ne na podstawie długoletniego doświadcze- 
nia i wreszcie doświadczenie miejscowych 
bib!jotekarzy. Zawartość księgozbiorów jest 
pokaźna, bo sama czytelnia liczy przeszłe 
700 dzieł, a wypożyczalnia ponad 1700 dziel. 
Księgozbiory s
 obliczone na zaspokojenie 
potrzeb czytelników z najbliższego śród- 
mieścia. Jednak trzeba się już dziś liczyć 
z masowym napływem czytelników, kt6rych 
przycią.ga wspaniale urzl!dzona czytelnia i 
dobrze zaopatrzony księgozbiór. Czytelnirt 
jest obliczona na 8'5 miejsc, z możliwością 
rozszerzenia do 95, co jednak nie rozv,.iąże 
w całości kwestji pomieszczenia czytelni 
ków, którzy masowo napływajl! i z dotych- 
czasowej wypożyczalni T. C. L. korzystr. 
przeszło 1300 dzieci i młodzieży. \'lVobe( 
tego zarząd T. C. L. już dziś rozważa sprawę 
otwarcia drugich podobnych placówek na 
ludniejszych przedmieściach Katowic. 
Dla kogo powstała czytelnia? W pierw. 
szym rzędzie otwiera ona swoje podwoje dla 
najbiedniejszej młodzieży, która nie ma 
w domu ani ką.ta odpowiedniego, w kt5rym 
mogłaby schylić swojl! głowę nad ksil!żkl!, 
ani ksil!żek, ani też czasopism. Ci młodzi 
obywatele, których bieda i bezrobocie pozba- 
wiło możności korzystania z dobrej ksil!ż- 
ki, znajdą w czytelni spokojny kl!t, pełen 
ciepła, światła, kwiatów i piękna ksil!żki. 
Co dziecko znajdzie w bibljotece? Bez 
sprzecznie dobrą ksil!żkę. Ksil!żkę, którą bę- 
dzie czytało. Nie. Dziecko ksią.żki nie czyta. 
Dziecko ksil!żkę przeżywa. A przeżywa ją 
z wielkI! mocą i sugestywnI! siłl! kształtowa- 


141
		

/Image 0074_0001.djvu

			nia siebie na podobieństwo i obraz bohate, 
rów ksil!żki. 
Jeżeli dziecko przeczytało książkę, to 
znaczy, że przeżyło całl! akcję ksil!żki, upo- 
dobniajl!c się do jednego z bohaterów i to 
do naj piękniejszego, który odnosił zwy- 
cięstwa. 
W tem rozumieniu znaczenia bibljoteki i 
ksil!żki T. C. L. dokonywuje wielkiego dzie- 
ła, bo otwiera przecudny przybytek, w któ- 
rym mieści się ogromne bogactwo przeżyć 
dla pokrzywdzonej przez los młodzieży. 
Czyż można się nie cieszyć, widzl!c młodzież 
zatopi onI! wzrokiem w kartki ksil!żki, a 
myślI! przeniesionI! gdzieś daleko w nieznane 
kraie. Może w afrykańskie słońce, może 
w lody biegunów, a może w niebotyczne 
szczyty Himalajów. 
Patrzl!c na nowootwartl! wzorowI! bibljo- 
tekę dla dzieci i młodzieży, mimowoli chce 
się trawestować słowa Jana z Czarnolesia : 
nA jeśli komu droga otwarta do chwały, to 
tym, Którzy służl! dzieciom". 
Piotr Stasiak. 


W'ieczór literatur}' i pie
ni śląskiej w \Vi
le. 
Są. na ziemiach polskich czarują.ce zakl!t- 
ki, których nie można zwiedzać bezkarnie: 
zabioq serce, uwięzil! swym czarem czło- 
wieka i nie PUSZCZI! więcej. TakI! jest Wisła 
na Sll!sku Zielonym, gdzie na niejednej wili 

Imieścić
r można napis 
 "Przybył, zobaczył 
ł... został . 
Urokowi Wisły uległa rówmez znana 
wychowawczyni z Włocławka, dyrektorka 
tamtejszego seminarjum żeńskiego p. Degen- 
Slósarska. Przylgnęła sercem nietylko do 
W'isły, lecz i do całej ślą.skiej dzielnicy, ży- 
wo interesujl!c się przejawami życia Sll!ska 
na każdem polu. Om też zorganizowała 
w pierwszych dniach stycznia b. r. w szkole 
nr l w Wiśle "Wieczór literatury i pieśni 
śll!skiej" . 
Na program obfity i starannie dobrany 
złożyły się: odczyt prof. Alfreda Jesionow- 
skiego o współczesnej literaturze śl
skiej, 


142 


w którym ruchliwy ten krytyk śląski wy- 
czerpujl!co przedstawił całokształt zagadnie. 
nia, następnie wyją.tki utworów blorcinka, 
Grima, Kossak-Szczuckiej, Zegadłow!cza, 
Sztaudyngera, doskonale, z prawdziwem 
odczuciem oddane zostały przez uczestniczki 
kolonji włocławskiego gimnazjum żeń- 
skiego. 
Druga część ,,\'lVieczoru", poświęcona pie- 
śni i muzyce śll!skiej, ułożona i opracowana 
została przez młodego, obiecujl!cego kompo- 
zytora wiślańskiego, naucz. Jana Sztwiert- 
nię. Poszczególne punkty doskonale zostały 
wykonane przez nauczycieli J. Drozda, R. 
Kubaczkę i J. Sztwicrtrję. Drozd, znany ze 
swych występów, odśpiewaniem "Pieśni gó- 
ralskich" zdołał porwać słuchaczy i zyskać 
sobie ogólne uznanie. Niemniej udatnym 
były występ R. Kubaczki, który SWI! artystycz- 
ną. grl! na skrzypcach, odznaczajl!C? się czy- 
stościl! tonu i głębią. uczucia, dał próbę 
prawdziwego talentu. Mieszany chór wi- 
ślański "Echo" odśpiewał pod batutl! J. Dro- 
zda starannie wyćwiczone "Pieśni śll!skie". 
Do należytego zorganizowania powyż- 
szego ,,\'lVieczoru" przyczynili się wydatnie 
a bezinteresownie ks. pastor A. \'lVantuła, 
nauczyciel Jan Goszyk oraz kierownik szko- 
ły Michał Cieślar, przez odstl!pienie sali. 


Regjonalne święto pieśni w Wiśle. 
Sll!sk Cieszyński jest znany od dawna 
ze swego bogactwa ludowości, zwłaszcza je. 
śli chodzi o muzykę. Nic też dziwnego, że 
program święta pieśni, urzl!dzonego w cza- 
sie Zielonych Swil!t b. r w Wiśle, był obfi- 
ty i że mógł wykazać się stosunkowo rzadko 
spotykanI! zaletl! pewnej oryginalności form. 
Do tych oryginalnych, swoistych; nie- 
często spotykanych czynników programu 
należy zaliczyć przedewszystkiem "Godkę o 
bojkach góralskich" (wypowiedzianI! przez 
R. Szotkowskiego) i "Gawędę pieśniarską." 
w wykonaniu mniejszego zespołu śpiewa- 
czego z organkami i fujarkami, opracowa- 
ną przez J. Drozda i A. Podżorskiego.
		

/Image 0075_0001.djvu

			Do skupiajl!cych na sobie zainteresowa- 
nie słuchacza należał również zespół trom- 
bistów góralskich, który odegrał przy wtó- 
rze chóru pieśń "W barani" w układzie 
Drozda. 
Poza wyszczególnionemi wyzeJ trzema 
produkcjami w skład programu wchodziły 
przeważnie ludowe śpiewy i tańce w opraco- 
waniu chóralnem, orkiestrowem, względnie 
inscenizacyj nem. O obfitości programu mo- 
że zaświadczyć fakt, że każdy z siedmnastu 
numerów składał się z dwóch, a czasem na- 
wet z trzech pieśni. 
Obok zawartości programu inter
sujl!- 
cym był również sposób przeprowadzenia 
widowiska. Podkreślamy przedewszystkiem 
g!ówną. zasadę organizacyjnI!, która nie ,jest 
pozbawiona znaczenia: wykonawcami były 
dzieci szkolne (z wyjl!tkiem ludowej, dętej 
orkiestry), a organizatolami miejscowe nau- 
czycielstwo O. Drozd, J. Sztwiertnia, M. 
Cieślar i inni). Swięto odbyło się na wol- 
nem powietrzu w dolinie Dziechcinki, a więc 
w jednym z najbardziej uroczych zaką.tków 
wiślańskich. 
Ogromnym nakładem starań, pracy i ko- 
sztów postarano się, by dzieci wystl!piły 
w ludowych strojach, cO się w dużej mie- 
rze udało i co przyczyniło się w znac
nym 
stopniu do podniesienia malowniczości ca- 
łego widowiska. 
Słuchacze hyli wyjl!tkowo aktywni: 
przytupywali, pogwizdywali, nucili. Zdawa- 
ło się, że wystarczyłoby rzucić cZf to 
w "gawędzie pieśniarskiej", czy w .,godce", 
czy przy jakiejkolwiek innej okazji hasło 
o.l.Sólnego śpiewu - a cała widownia hu- 
knęłaby, ażby "grónie" zadudniały. Wyzy- 
skanie tych drzemią.cych w audytorjum ak- 
tvwnych nastawień względem produkcyj 
"święta" pogłębiłoby mocno jego znaczenie 
i to zarówno wobec ludności miejscowej, 
jak i wobec mikrofonu, który poniósł pro- 
dukcje wiślańskie na wszystkie rozgłośnie 
polskie'
). F. S. 


*) Sprawozdanie powyższe, przytoczone 
w skróceniu za "Polską L:ichodnią" (1935, 161), 


Od redakcji. 
Zeszyt mmejszy naszego pisma, wypeł- 
niony w części artykułowej, częściowo tClkże 
i w notatkach, pracami, dostarczonemi przez 
komitet redakcyjny stowarzyszenia akademi- 
ków ze Sll!ska Cieszyńskiego "Znicz" 
jest równocześnie ostatnim zeszytem "Zara- 
nia" jako pisma, będl!cego jedynie organem 
Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie 
i siłą. rzeczy uwzględniajl!cego na swych ła- 
mach w większej mierze tematy 'cieszyńskie. 
Próby i usiłowania około wcią.gnięcia w pra- 
cę innych ośrodków ŚJl!skich - chodziło 
głównie o górnośll!ską część naszego woje- 
wództwa, - wydawały pomimo wszystko 
nikłe wyniki i "Zaranie" oceniano wpraw- 
dzie jako jedno ze wzorowych pism regjo- 
nalnych polskich, lecz równoczenie stale 
zarzucano mu ciasny zakres działalności_ 
\X' związku z tern (czy słusznie?) podnoszo- 
no, że województwo śląskie, przy bujnem i 
różnorodnem życiu naukowem, nie posiada 
właściwie pisma, poświęconego kulturze 
regjonu. 
"Zaranie śll!skie", poczl!wszy od następ- 
nego numeru, wychodziło będzie jako kwar- 
talnik regjonalny, wydawany przez Instytut 
Sll!ski w Katowicach i Towarzystwo Ludo- 
znawcze w Cieszynie. Nowy okres w rozwo- 
ju "Zarania" zaznaczy się przedewszystk-iem 
w charakterze samym pisma, które będzie 
odtl!d poświęcone w szerszym zakresie za- 
gadnieniom możliwie całego etnograficznie 
polskiego Sląska. \'IV skład redakcji wcho- 
dził odtąd będzie dr Roman Lutman, jako 
dyrektor Instytutu Sll!skiego w Katowicach. 
oraz Popiołek Franciszek, jako prezes To- 
warzystwa Ludoznawczego w Cieszynie. 
Sekretarzem redakcji dla części górnoślą- 
skiej będzie dr Tomasz Strzembosz, a dla 
cieszyńskiej dotychczasowy redaktor. 


zawiera szereg cennych uwag o organizacji podob- 
nych ,,
wiąt". W kronice naszej opukili
my je, 
notując jec1ynie imprezę samą, jako jedno z waż. 
niejszych zdarzeń w życiu kulturalnem Śląska. 
Przypisek redakcji. 


143
		

/Image 0076_0001.djvu

			Ani w ćwierćwieczf' założenia, am przy 
zamknięciu dziesil!tego tomu, nie rozpisy- 
waliśmy się nad przcszłościl! "Zarania", po- 
mimo iż jest ono obok kaszubskiego 
"Gryfa" - jednem z naj starszych pism. re- 
arizujl!cych z powodzeniem program regjo- 
nalizmu kulturalnego i mogłoby sobie 'Z te- 
go tytułu pozwolić na rzut oka w ciekaw
 
swI! przeszłość i pracę. Zarówno założenie 
pisma w roku 1907, jak i ponowne do życia 
powołanie w roku 1929, wynikały z żywej 
potrzeby posiadania odrębnego organu lite- 
rackiego i naukowego, któryby skupiał star- 
szych i młodszych pisarzy cieszyńskich. Myśl 
stworzenia takiego pisma omawianI! już była 
na zebraniach cieszyńskiego Towarzystwa 
I.udoznawczego w roku 1904, dopiero jed- 
nak pod koniec 1907 roku zrealizował j
 
wielki miłośnik swojszczyzny śląskiej, dr Er- 
nest Farnik, założyciel i pierwszy red;,ktor 
"Zarania" w latach 190 7 -1912. \'IV okresie 
tym zdołało ono skupić koło siebie nietylko 
literaturę i naukę cieszyńskI!, lecz pocią- 
;e;nęło do siebie cały ówczesny Sląsk, bez 
względu na granice polityczne. Żywa współ.. 
praca Jana Nikodema Jaronia obok Jana 
Łyska, ks. Emanuela Grima i innych jest 
tego naj oczywistszym dowodem. 
Inter arma silent musae... Rozgor.gzko- 
wana atmosfera przedwojenna nie sprzyjała 
wydawnictwu. Ludzie odkładali pióra, bio- 
rąc się do innych ważniejszych robót, dyk- 
towanych przez wielką chwilę dziejową. 
"Zaranie" w roku 1912 przestaje wprawdzie 
wychodzić, lecz redaktor nie myśli wcale o 
zupełnem zlikwidowaniu pisma. Projekt 
cieszyńskich roczników literacko-naukowych, 
które miały się ukazywać w miejsce dotych- 
czasowego kwartalnika, przekreśliła zupełnie 
zawierucha wojenna. 


144 


Dopiero w roku 1929 wznowił dr Farnik 
pismo, przekazując pracę około niego ob- 
szernemu komitetowi redakcyjnemu. Sta- 
nowczo za liczni członkowie komitetu pismu 
w niczem nie pomogli, a całl! pracę wyko- 
nywały jednostki z prof. Pawłem Bockiem i 
Gustawem Morcinkiem na czele, którym 
z tego powodu pismo naSZe niezmiernie 
wiele zawdzięcza. Prof. Bocek zajl!ł się gor- 
liwie i sumiennie administracją, która jak 
wiadomo jest alfą i omegI! bytu pisma wo- 
góle, a G. Morcinek troszczył się wiele o 
cZęść redakcyjn
 i o wypełnienie jej jak naj- 
bardziej wartościowemi pracami. Za pracę 
tę, wykonywaną. naj zupełniej bezinteresow- 
nie, należy Im się z tego miejsca ze strony 
Towarzystwa I.udoznawczego najserdeczniej- 
sze podziękowanie i uznanie. 
Przybrany do pomocy w jesieni 193] 
roku autor niniejszych słów, podją.ł się bez- 
interesownie pracy nad układem pisma, któ- 
re pod tym względem wykazywało braki, i 
zaopiekował się w charakterze redaktora 
jego wewnętrznI! i zewnętrzną. szatą.. Naj- 
milszą. (i zresztą. jedyną.) zapłatą. za tę prasę 
było uznanie dla "Zarania" jako dla pisma. 
które podobało się ludziom nietylko d-ła 
swej treści, lecz i dla swego zewnętrznegc 
wyglą.du. Wprowadzenie porzą.dku graficz 
nego i zaopatrywanie roczników w indeksy 
uczyniło z "Zarania" pismo, mogl!ce śmiało 
stanąć obok innych tego rodzaju perjody- 
ków obcych. 
"Zaranie śll!skie", przechodząc obecnie 
na szerSZe tory, wnosi w śląski ruch kultu- 
ralny dawniejszą, twórczą tradycję i to jest 
jego najpiękniejszem znamieniem. 
Ludwik Brożek. 
K a t o w i c e, 30 czerwca 1935.